Zwiększona dostępność ropy naftowej i niższe zapotrzebowanie na surowiec mogą spowodować spadek cen nawet do 30–40 dol. za baryłkę w przyszłym roku.
Nominacja Chrisa Wrighta, prezesa firmy Liberty Energy, wspierającej koncerny naftowe w wydobyciu ropy naftowej z łupków, na stanowisko ministra energii w administracji Donalda Trumpa będzie sprzyjać zwiększaniu produkcji węglowodorów w USA. Nastawienie Trumpa do wydobycia ropy i gazu, określanych przez przyszłego prezydenta jako „płynne złoto”, dobrze oddaje slogan jego kampanii: „Drill, baby, drill”. Republikanin zapowiedział nową falę wierceń w poszukiwaniu węglowodorów, zbliżającą Stany Zjednoczone do energetycznej niezależności. Obiecał też wyborcom, że w ciągu roku od wprowadzenia się do Białego Domu obniży rachunki Amerykanów za energię o połowę.
Co może zrobić Trump?
Jedną z rzeczy, którą administracja Trumpa może zrobić, jest zmniejszenie ograniczeń dotyczących dzierżawy terenów federalnych w celach wydobywczych. Może również wezwać Kongres do uchylenia ustawy o zabytkach, ustanawiającej pomniki narodowe – powiedział Brian Murray, ekspert od energii i środowiska z Uniwersytetu Duke, w rozmowie z radiem NPR. W szczególności zmiany w warunkach dzierżawy mogą doprowadzić do szybkiego wzrostu wydobycia ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla na terenach federalnych. Analitycy Citi zwracają uwagę, że nowa administracja może także wprowadzić zachęty podatkowe dla firm poszukujących i wydobywających surowce energetyczne, a także zmniejszyć opłaty licencyjne i stawki za dzierżawę, które poszły w górę w trakcie prezydentury Joego Bidena. Ich zdaniem w przyszłym roku baryłka ropy gatunku Brent będzie kosztowała średnio 60 dol.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.