Czy wiara pomaga w biznesie? Czy może obnoszenie się z religijnością jest jedynie zagrywką marketingową? Jak działają przedsiębiorcy, których doradcą jest Bóg?
Katolickich przedsiębiorców wyróżnia podejście do pieniądza. Ten, jak to w biznesie, jest ważny, ale nie najważniejszy. Owszem, trzeba opłacić ZUS, podatki, pensje pracowników, biuro, rachunki etc., ale to wszystko nie oznacza, że czasem, w imię wyższych racji, nie trzeba zrezygnować z przyjęcia jakiegoś zlecenia. Takiego, którego realizacja byłaby niezgodna z wyznawanymi wartościami.
Agnieszka Kminikowska prowadzi w Trójmieście agencję public relations Enter PR. Na tym rynku panuje olbrzymia konkurencja. Ona założyła, że nie podejmie się promowania produktów, które są niezdrowe: alkoholu, papierosów czy np. homeopatii lub środków farmaceutycznych szkodzących zdrowiu.
– Tak samo nie wyobrażam sobie promowania jakiejś ideologii sprzecznej z moimi poglądami. Kilka razy miałam taką sytuację, w której musiałam wybrać. Albo pozostanę wierna swoim wartościom, albo będę promować coś, co nie jest zgodne z moimi zasadami, moralnością i etyką. Ceną za to jest konkretna strata finansowa. Z drugiej strony, korzyścią jest to, że jestem spójna i postępuję w zgodzie z tymi zasadami, które deklaruję – mówi Agnieszka Kminikowska.
Reklama
W sytuacji, gdy każde zlecenie jest na wagę złota, odrzucenie atrakcyjnej oferty koncernu tytoniowego czy producenta alkoholu musi robić wrażenie. – Na głos nigdy nikt nie komentował moich decyzji w negatywny sposób. Raczej ludzie są w szoku i lekko zdezorientowani, gdy słyszą, że muszę odmówić realizacji zlecenia z powodu wiary. Najczęściej mówią, że to rozumieją i szanują mój wybór. Z drugiej strony nie wiem, co tak naprawdę myślą. Czy nachodzi ich potem refleksja, że czasem warto przedłożyć wartości, w które się wierzy, nad potencjalne korzyści.

Reklama
Śmieciówki: źle czy dobrze?
By uniknąć dylematów, można też od razu odpowiednio sprofilować działalność firmy. Tak jak np. krakowska Klinika Małżeńska, której hasło brzmi „Rozwiązujemy problemy – nie związki”.
– Jasno komunikujemy, jakich klientów poszukujemy i jakim jesteśmy w stanie pomóc. Trafiają do nas osoby, których celem jest uratowanie związków czy małżeństw – mówi Marcin Konik-Korn, jeden ze współwłaścicieli kliniki. Przedsiębiorczość traktuje jako powołanie. Odkrył je dosyć wcześnie, prowadząc działalność gospodarczą „od momentu, gdy dostał dowód osobisty”.
– Wierzę, że każdy człowiek ma jakieś swoje szczególne talenty. Ja dość wcześnie odkryłem, że moje wiążą się z prowadzeniem biznesu, dlatego prawie nigdy nie pracowałem na etacie – deklaruje przedsiębiorca, który oprócz prowadzenia firmy stara się też obalić stereotypy na temat biznesmenów, które długi czas obowiązywały w Kościele katolickim.
Chodzi o przeświadczenie, że prywaciarz to ktoś zły. Cwaniak specjalizujący się w wyzysku pracowników. Nieuczciwy kanciarz oszukujący urząd podatkowy.
– Owszem, część biznesmenów, zwłaszcza tych, którzy rozpoczynali prowadzenie interesów w okresie transformacji, bogaciła się nie dzięki uczciwej pracy, ale dzięki kontaktom z odpowiednimi ludźmi czy naginaniu lub wręcz łamaniu prawa. Jednak nie można tego rozciągać na przedsiębiorców w ogóle – mówi Konik-Korn. – Przecież ok. 60 proc. naszego PKB wytwarzane jest przez małe rodzinne firmy, które nawet gdyby chciały, to i tak nie skorzystają z optymalizacji podatkowej. Również nie zatrudniają na śmieciówkach, bo najczęściej nie mają pracowników spoza rodziny – wylicza przedsiębiorca, który nie ukrywa, że akurat w jego klinice część terapeutów pracuje na etatach, a większość, jak to w służbie zdrowia, prowadzi własną działalność. Zaznacza przy tym, że są to osoby świadczące usługi dla różnych podmiotów, nie tylko dla Kliniki Małżeńskiej.
Poza tym, jak mówi, z punktu widzenia pracownika umową śmieciową jest umowa o pracę, bo to na etacie państwo „zjada” mu najwięcej jego dochodów.
– W każdym razie w biznesie, bez względu na to, w co kto wierzy, nie da się osiągnąć długofalowych zysków bez przestrzegania norm etycznych. Nieetycznych biznesmenów eliminuje albo rynek, albo wymiar sprawiedliwości – zaznacza przedsiębiorca.
Podwójne znaczenie
Z badań przeprowadzonych w ramach Polskiego Pomiaru Postaw i Wartości w 2014 roku przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego wynika, że konieczność stosowania norm religijnych w życiu zawodowym deklarowała większość badanych przedsiębiorców. Ze stwierdzeniem „w życiu zawodowym należy uwzględniać normy religijne” odpowiedzi „zdecydowanie zgadzam się” i „raczej zgadzam się” łącznie wskazało 80 proc. respondentów. Z drugiej jednak strony przedsiębiorcy wcale nie uważają, że człowiek wierzący jest bardziej uczciwy i godny zaufania w biznesie. Myśli tak 70 proc. respondentów. Za to zdecydowana większość badanych, 78 proc., akceptowała stwierdzenie, że wiara może stanowić istotną pomoc w dążeniu do sukcesu zawodowego.
Jeśli już mowa o sukcesie, warto zaznaczyć, że w przypadku katolickich przedsiębiorców ma on podwójne znaczenie. Nie tylko finansowe. – Mierzy się go nie tylko ilością pieniędzy na koncie czy marką samochodu, jakim jeździmy. Ważne jest też, czy wypełniliśmy wolę Bożą. Dlatego katolicki przedsiębiorca powinien nieustannie zadawać sobie pytanie, czy to, co robi, jest rzeczywiście potrzebne i pożyteczne. Jeśli ktoś jest np. providerem internetowym, to osiągnie sukces nie tylko wtedy, gdy firma przynosi zyski, ale też wówczas, gdy ma świadomość, że nie sprzedaje domen pornograficznych, które sprzedają się najlepiej. Można powiedzieć, że wierzący katolik sukces ma podwójny – tłumaczy Marcin Konik-Korn, który jest również prezesem Towarzystwa Biznesowego Krakowskiego.
To platforma wymiany doświadczeń dla przedsiębiorców z katolickimi korzeniami. Sześć lat temu założył ją Maciej Gnyszka. Skupia już ponad 300 przedsiębiorców i menedżerów wszelkich branż.
Nie wolno zapominać o jeszcze jednej bardzo istotnej kwestii. Wsparciu z góry. Czasem wydaje się być jedynym racjonalnym wytłumaczeniem, dlaczego niektóre firmy działają na rynku, choć wszyscy spece od marketingu, ekonomii, promocji etc. powiedzieliby, że nie mają prawa istnieć. Tak jak firma Urban Print ze Środy Wielkopolskiej. Formalnie prowadzi ją małżeństwo państwa Urbańskich, choć gdyby przepisy na to pozwalały, do KRS należałoby też wpisać Jezusa.
– Modliłem się, żeby Bóg pomógł mi założyć tę firmę. Bez niego nie byłoby to możliwe. Nie znam się w ogóle na interesach. Nie miałem skąd czerpać wzorców. Moi rodzice to nauczyciele, którzy całe życie przepracowali w jednej szkole. A wiadomo, jak to w budżetówce: pewna wypłata, bez zabiegów, bez konieczności przedsiębiorczego myślenia. Zupełnie inny świat – mówi Grzegorz Urbanowicz.
Zaczęli w lipcu 2006 r. od „bezwzględnego zera”. Postanowili, że będą robić nadruki na koszulki. Specjalizują się w tym. I w odzieży sportowej, roboczej, a także taśmach poliestrowych.
– Mamy w Środzie dwie konkurencyjne firmy, z dużym kapitałem i atrakcyjnymi punktami sprzedaży. Co więcej, ja nie mam w ogóle głowy do interesu, a mimo to od siedmiu lat robimy nadruki i stale mamy jakąś robotę. Jedziemy bez kredytów, bez parcia, ze spokojem – opowiada.
Robili już koszulki dla portalu Przeznaczeni.pl, chusty z Matką Boską Katyńską, smycze promocyjne dla wolontariuszy. Mają też swoją serię koszulek chrześcijańskich: „Koszulki św. Urbana”.
Nie mają za to porządnej strony internetowej, promocji ani koszulek z marihuaną czy obwieszonymi pentagramami zespołami metalowymi, choć te sprzedawałyby się lepiej niż T-shirty, dajmy na to, z papieżem. Od początku przyjęli założenie, że będą się starać prowadzić firmę w zgodzie z nauką Kościoła, nawet za cenę ograniczeń.
– Każdy wybór ogranicza. Ale nie można żyć bez wyborów. Małżeństwo też ogranicza, ale daje szczęście, pozwala stworzyć bezpieczne miejsce, w którym mogą rodzić się dzieci i czuć się kochane. A pieniądze to nie wszystko. Lepiej zarobić mniej, ale nie sprzedać siebie. Nie wszystko można kupić. Pokoju, miłości, radości, spokoju sumienia nie kupisz! A bycie katolickim przedsiębiorcą pomaga – mówi Urbanowicz.
Pogodzeni z moralnością
Zasady etyki katolickiej w dużej mierze pokrywają się z ogólnymi zasadami wynikającymi z prawa czy moralności. Zdaniem ks. dr. Artura Wysockiego, socjologa z UKSW oraz duszpasterza przetwórców żywności archidiecezji warszawskiej, to, co wyróżnia katolickich przedsiębiorców, to podejście do świadomego rozwoju i budowania firmy, jej marki i wizerunku zamiast nastawienia na szybki zysk. A biznes oparty na wartościach jest biznesem bardziej świadomym i nakierowanym na dobro szerzej rozumiane.
– Powiązanie z zasadami chrześcijańskimi ma kapitalne znaczenie dla funkcjonowania firmy w długim okresie i budowaniu kapitału społecznego, a także wpływ i przełożenie na ekonomiczne funkcjonowanie. Przejawia się to też w sposobie budowania relacji w przedsiębiorstwie, w stosunku do wspólników czy pracowników, oraz na zewnątrz, z partnerami biznesowymi - mówi socjolog.
Są jednak takie branże i zawody, w których na pierwszy rzut oka katolikowi odnaleźć się byłoby trudno. Bo jak np. połączyć wiarę w zawodem adwokata, czyli profesją, w której za pieniądze trzeba przeprowadzać rozwody, bronić morderców czy pedofili. Zwłaszcza że adwokat, co do zasady, musi się podjąć każdej obrony. Choć zdarzają się tacy, którzy np. odmawiają obrony w sprawach o gwałt.
Znanemu z żarliwej wiary mec. Krzysztofowi Wąsowskiemu trudno byłoby sobie wyobrazić sprawę, której by nie przyjął. – Każdy, nawet ludzie oskarżani o najgorsze zbrodnie, jak o gwałt czy pedofilię, zasługują na obronę. Poza tym wiara mówi, że człowiek jest z natury dobry. I tego dobra w człowieku warto szukać. Nawet w tym, który jest naszym przeciwnikiem, czy tym, kogo nie darzymy sympatią, albo tym, którego oskarżają. Z mojej praktyki wynika, że bardzo wielu ludzi jest oskarżanych niesłusznie – mówi mec. Wąsowski. Od razu wyjaśnia, że nie jest też tak, że wszyscy oskarżeni są dobrymi ludźmi. Z tym, że często są oskarżeni nie do końca o to, o co powinni.
– Trochę na zasadzie, że skoro to zły człowiek, wszystko jedno, o co go oskarżymy. Jakiś paragraf się znajdzie. Jednak od tego, że ktoś nie jest doskonały, do wypełnienia wszystkich znamion przestępstwa, o które dana osoba jest oskarżana, jest daleka droga – dodaje adwokat, który stoi na stanowisku, że o wiele trudniej byłoby pogodzić pracę sędziego czy prokuratora z przekonaniami katolickimi.
Choć to raczej prokurator, wykonując swój zawód, może przypodobać się Bogu, ścigając przestępców, a sędzia, wymierzając sprawiedliwość, w jakimś sensie przyczyniać się do choćby częściowego naprawienia krzywd. Wąsowski twierdzi, że jest to myślenie błędne.
– Wykonywanie każdego zawodu prawniczego jest do pogodzenia z moralnością katolicką pod warunkiem, że robi się to dobrze. Z tym, że moim zdaniem adwokatowi jest łatwiej. Owszem, zawsze można powiedzieć, że prokurator przecież nie decyduje o winie, a tylko stawia zarzut. Ale czy jemu jest łatwiej? Podobnie, pamiętając biblijne wezwanie: „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”, nie mógłbym też orzekać. Bo najtrudniej jest kogoś osądzić. Moralniej jest po prostu bronić, ponieważ nigdy nie ma czarno-białych sytuacji. I właśnie zadaniem adwokata jest pokazanie całej tej złożoności i naświetlenie dobrych stron oskarżonego – tłumaczy Wąsowski.
Jego zdaniem nawet stosowanie kruczków prawnych, formalnych zabiegów czy gry na przedawnienie lub stosowanie różnego rodzaju prawniczych sztuczek, które mogą doprowadzić do korzystnego dla klienta rozstrzygnięcia, jest dopuszczalne. O ile nie są to sztuczki dla samych sztuczek.
– Jeśli widzę, że są małe szanse, by merytorycznie obronić swoją rację przed sądem, czasem jest to jedyna droga do tego, by sprawiedliwości stało się zadość.
Pytamy zatem, w czym się przejawia kroczenie ścieżką Boga w adwokackiej todze? – Myślę, że odpowiedź dał św. Benedykt albo Josemaría Escrivá de Balaguer. Chodzi po prostu o dobre, jak najbardziej uczciwe i sumienne wykonywanie swojej pracy. Bo praca jest rodzajem modlitwy – mówi prawnik.
Konkretnie przejawia się to np. w tym, że nie rozpoczyna się danej sprawy od oceny, ile można z klienta wycisnąć. – Adwokaci sprzedają swój czas i chodzi o to, by każdego klienta traktować z podobnym zaangażowaniem. Bo wbrew pozorom bardzo mało rzeczy da się rozliczyć w pieniądzu – przekonuje mec. Wąsowski.
A co na sztandarach?
Na ile deklarowanie do kierowania się w biznesie wartościami jest szczere, a na ile jest to rodzaj chwytu marketingowego? – Trzeba się zastanowić, jaką korzyść miałby przedsiębiorca z tego, że zadeklaruje kierowanie się zasadami wypływającymi z etyki chrześcijańskiej. Trudno wyobrazić sobie, by z takiej deklaracji płynęły jakieś bardziej namacalne korzyści, jak np. eksponowanie działań proekologicznych – mówi ks. dr Artur Wysocki. – O ile podkreślanie dbałości o środowisko naturalne w jakiś sposób obłaskawia konsumentów i ma korzystny wpływ na wizerunek firmy czy produktu, to nie spotkałem się, by ktoś się szczególnie „obnosił” z zachowywaniem zasad etyki katolickiej – mówi socjolog.
– To, że kieruję się w biznesie wartościami katolickimi, nie oznacza, że mam je wypisane na sztandarach – potwierdza Andrzej Twarowski, ekonomista prowadzący firmę szkoleniowo-doradczą Sandler Training Polska. – Prowadząc szkolenia sprzedażowe, nie uczymy technik, które sprowadzają się do ściemniania klientom i na siłę wciskania im towaru. Budujemy nasze podejście na przeciwieństwie: wychodzimy z założenia, że handlowiec powinien podchodzić do klienta w sposób otwarty, po partnersku i nie dawać obietnic bez pokrycia. Jednak nie mówimy naszym klientom, by tak robili, ponieważ to jest dobre, moralne i zgodne z nauką Kościoła, tylko że na dłuższą metę takie podejście jest opłacalne – wyjaśnia Twarowski, który zaznacza, że bycie dobrym katolikiem nie oznacza, że nie można dążyć do zarabiania pieniędzy i rozwoju firmy. – Wszystko zależy od tego, w którą stronę ktoś ma zwrócone oczy i serce, czy w kierunku portfela, czy do góry. Pieniądz jest tylko i wyłącznie środkiem. Jest takie powiedzenie, że jak Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu.
Znanemu z żarliwej wiary mec. Krzysztofowi Wąsowskiemu trudno byłoby sobie wyobrazić sprawę, której by nie przyjął. – Każdy, nawet ludzie oskarżani o najgorsze zbrodnie, jak o gwałt czy pedofilię, zasługują na obronę. Poza tym wiara mówi, że człowiek jest z natury dobry