Według naszych informacji w rządzie bierze górę opcja współpracy z EDF. Donald Tusk może szukać porozumienia z Zygmuntem Solorzem w sprawie Pątnowa.

- Jesteśmy po decyzji jeśli chodzi o trzy bloki pierwszej elektrowni jądrowej. Myślimy także o tym, aby kontynuować współpracę z Amerykanami w tym zakresie – mówił niedawno w Waszyngtonie Donald Tusk. To kolejne potwierdzenie, że ostatecznie skrystalizowało się stanowisko nowych władz w sprawie pierwszej elektrowni. Na zeszłotygodniowej konferencji Baltic Nuclear Energy Forum o „jednoznacznym stanowisku rządu” i nadziejach związanych z realizacją projektu nad Bałtykiem mówili przedstawiciele regionu, którzy jeszcze niedawno mnożyli w tej sprawie wątpliwości.

Rumieńców nabiera natomiast dyskusja o kolejnych elektrowniach. Według naszych informacji ze źródeł rządowych, na faworyta w tej rozgrywce wyrastają Francuzi. – Jest wola polityczna, by powierzyć im ten projekt – mówi nam osoba z kierownictwa jednego z urzędów zaangażowanych w sprawę.

Z takiego rozwoju wydarzeń nie byłby zadowolony Waszyngton, który liczył na wybór Westinghouse’a także do drugiej rządowej elektrowni. Nieoficjalnie docierają do nas sygnały, że administracja USA bardzo ostro lobbuje za swoimi koncernami. W rozmowach z polskim rządem wyrażono wprost niezadowolenie z trudności, jakie napotkało inne przedsięwzięcie z udziałem amerykańskiego kapitału, czyli plany budowy małych reaktorów modułowych przez Orlen Synthos Green Energy opierających się na technologii amerykańsko-japońskiej spółki GE Hitachi. W zeszłym roku negatywnie zaopiniowała je Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W tym kontekście, według naszego informatora, wzrostowi politycznych notowań francuskiego EDF może towarzyszyć rewizja podejścia rządu do trzeciego projektu, który z koreańskim koncernem KHNP miała realizować Polska Grupa Energetyczna i należący do Zygmunta Solorza ZE PAK. Polityk, z którym rozmawialiśmy, tłumaczy to m.in. batalią o prawa do technologii pomiędzy Koreańczykami, a amerykańsko-kanadyjskim Westinghousem, któremu przypadła inwestycja nad Bałtykiem. Według Amerykanów eksport koreańskich reaktorów APR1400 (w tym do Polski) w zakresie, w jakim opierają się na rozwiązaniach stworzonych przez Westinghouse’a, łamie przepisy o transferze technologii. We wrześniu sąd w USA uchylił się od rozstrzygnięcia meritum sporu, przychylając się do zastrzeżeń formalnych złożonych przez stronę koreańską. Westinghouse odwołał się od tej decyzji. W branży nie brakuje opinii, że polubowne rozstrzygnięcie tego sporu między dwoma gigantami jest tylko kwestią czasu, jednak w ocenie naszego rozmówcy ta sytuacja stanowi czynnik ryzyka dla polskiego przedsięwzięcia i utrudni pozyskanie finansowania.

Projekt PGE PAK firmowany był jako przedsięwzięcie komercyjne i formalnie pozostaje poza rządowym programem jądrowym, choć to polityczne „dziecko” ministra aktywów państwowych w rządzie PiS Jacka Sasina. Jest dziś znacznie bardziej zaawansowany niż przymiarki do drugiej elektrowni, o której lokalizacji wciąż nie zdecydowano. W przypadku projektu PGE PAK i KHNP wiadomo, że miałaby powstać na terenie należącej do ZE PAK elektrowni Pątnów. Inwestycja otrzymała w zeszłym roku zielone światło od ówczesnego rządu, czyli tzw. decyzję zasadniczą. Zgodnie z zakładanym harmonogramem pierwszy z dwóch reaktorów konińskiej elektrowni miałby zostać uruchomiony w 2035 r. Według naszych informacji, właściwie gotowy jest też projekt umowy z Koreańczykami umożliwiającej przeprowadzenie studium wykonalności projektu. Do jej podpisania mogłoby dojść w najbliższych miesiącach. Wymagałoby to jednak zgody nowych władz PGE.

W zapleczu eksperckim PO projekt jest traktowany sceptycznie, wskazuje się m.in. na ograniczone możliwości finansowe największej państwowej grupy energetycznej i liczne wyzwania, przed którymi stoi. Ale – zdaniem wielu – ostatecznie o przyszłości przedsięwzięcia zdecyduje polityka, a w szczególności to, czy Donaldowi Tuskowi uda się porozumieć z Zygmuntem Solorzem. A premier może starać się przekonać właściciela Polsatu do opcji francuskiej.

W branży coraz głośniej wybrzmiewają bowiem wątpliwości wobec Bełchatowa, najczęściej wymienianego jako lokalizacja dla rządowej atomówki numer dwa. Problemem miałby być m.in. dostęp do wody potrzebnej do chłodzenia elektrowni. Alternatywą mogą być m.in. Kozienice, ale część naszych rozmówców zastanawia się też, czy rząd nie podejmie próby „przejęcia” Pątnowa dla inwestycji realizowanej z EDF-em.

Osoby zbliżone do francuskiego koncernu mówią nam o dobrej atmosferze. – Mamy poczucie, że nasze argumenty zaczęły być słuchane – słyszymy od jednej z nich. Jednocześnie nie ma od strony polskiej sygnałów, które można uznać za konkluzywne. – Przekazano nam, że aby podjąć decyzje, rząd musi dokładnie przyjrzeć się całej polityce energetycznej, określić przyszły miks energetyczny Polski, wybrać lokalizację dla kolejnej elektrowni – referuje jeden z rozmówców. Podkreśla, presję czasu, bo realność dotrzymania terminów dla drugiej elektrowni zapisanych w programie rządowym (oddanie pierwszego reaktora w 2039 r., a ostatniego w 2043 r.) – wisi na włosku. W momencie składania oferty na pierwszą elektrownię w 2021 r. Francuzi uznawali za wykonalne oddanie pierwszego reaktora 12 lat później. Ale wtedy znana była preferowana lokalizacja i gotowy był m.in. liczący 19 tys. stron raport środowiskowy, którego przygotowanie stanowi jeden z bardziej czasochłonnych etapów przygotowania inwestycji.

Francuzi nie ukrywają, że bardzo liczą na pozytywne dla siebie decyzje. I odpierają argumenty, które podnoszone są przeciw sprowadzeniu do Polski kolejnej technologii jądrowej – związane m.in. z utratą korzyści związanych z optymalizacją kosztów przy budowie każdego kolejnego reaktora tego samego typu czy ryzykiem nadmiernego obciążenia regulatorów, na czele z Państwową Agencją Atomistyki. Według nich „efekt serii” odczujemy tak czy inaczej, bo Francuzi realizować będą w Europie w najbliższych latach co najmniej kilkanaście reaktorów EPR. Przekonują również o zaletach dywersyfikacji technologicznej i rywalizacji, która wpłynie mobilizująco na wszystkich uczestników atomowej rozgrywki.

Powierzenie kolejnej inwestycji francuskiemu EDF-owi ustawiałoby rząd na ścieżce kolizyjnej nie tylko z Amerykanami, ale także z prezydentem Dudą, który podczas wizyty w USA przekonywał, że Polska powinna wybrać amerykańskiego inwestora również do budowy kolejnej elektrowni. Jak argumentował prezydent, taki plan był od lat. W rzeczywistości zgodnie z przyjętym w 2020 r. formalnie obowiązującym Programem Polskiej Energetyki Jądrowej rząd miał dokonać wyboru partnera technologicznego dla obu planowanych elektrowni. Ostatecznie uchwała w tej sprawie wskazała jednak amerykańsko-kanadyjskiego Westinghouse’a tylko dla pierwszej jednostki, która ma powstać na Pomorzu. Rząd Mateusza Morawieckiego pozostawił tym samym Polsce otwartą opcję postawienia na innego dostawcę w przypadku drugiej lokalizacji. Duda chce też „pilnować” realizacji projektu pątnowskiego – jak ocenił, „również bardzo ważnego” dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Według zwolenników podtrzymania współpracy jądrowej z Koreańczykami, do ich atutów należy umiejętność stosunkowo sprawnej budowy nowych reaktorów, których dowiedli m.in. w swoim kraju, a także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie KHNP zrealizowało pierwszą elektrownię jądrową w całym świecie arabskim. A także konkurencyjna oferta cenowa i otwartość na transfer technologii do Polski.

Na tle konkurencji koreańskiego koncernu w stosunkowo niewielkim stopniu dotknęły skutki katastrofy nuklearnej w Fukushimie. Od 2012 r. przyłączono do sieci 10 jednostek opartych na koreańskiej technologii, a jeszcze w tym roku powinna rozpocząć się komercyjna eksploatacja jedenastej. Dla porównania, EDF może zdołał ukończyć w tym okresie 3 reaktory (dwa w Chinach i jeden w Finlandii), a w najbliższych miesiącach prace rozpocząć powinna kolejna jednostka (Flamanville 3, Francja). Westinghouse doprowadził po Fukushimie do końca budowę dwóch reaktorów w stanie Georgia (Vogtle 3 i 4), zaś cztery bloki AP1000 zrealizowano w Chinach (elektrownie Sanmen i Haiyang).