Mimo upływu ponad roku od wyłonienia głównego partnera technologicznego rządowego programu energetyki jądrowej – został nim amerykańsko-kanadyjski Westinghouse, który wspólnie z głównym wykonawcą, firmą Bechtel, ma zrealizować na Pomorzu trzy reaktory AP1000 – żaden z pozostałych graczy, którzy ubiegali się o ten status, nie zrezygnował z walki. Rywalizacja o atom trwa.

Audyt projektu rządowego ma poprowadzić nowo powołany pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury Maciej Bando. Resort klimatu zapewnia wprawdzie, że nie ma mowy o kwestionowaniu polsko-amerykańskiej współpracy w tej dziedzinie, ale to nie oznacza, że gdy pod lupę zostaną wzięte jej warunki, między Warszawą a Westinghousem nie pojawią się pewne napięcia.

Jak pisaliśmy w DGP w zeszłym tygodniu, w rządzie ważą się także losy projektu, który na podstawie koreańskiej technologii APR1400 chciały realizować na terenie obecnej elektrowni Pątnów w Koninie Polska Grupa Energetyczna, ZE PAK i koreański koncern jądrowy KHNP.

O drugą z jednostek planowanych w ramach programu rządowego chce walczyć francuski EDF – a gabinet Donalda Tuska, przynajmniej jak na razie, scenariusza podzielenia planów jądrowych między dwóch dostawców technologii nie wyklucza.

Zupełnie inaczej niż Polska swój dylemat rozstrzygnęli Czesi. Z tych samych trzech pretendentów wykluczono w zeszłym tygodniu właśnie Westinghouse’a, który – jak stwierdziła Praga – jako jedyny nie spełnił określonych wymagań. Amerykanie mają czego żałować, bo równocześnie nasi południowi sąsiedzi zwrócili się do pozostałych w grze dostawców o przedstawienie ofert na cztery, a nie, jak planowano wcześniej, jeden blok jądrowy.

Doktor Martin Ševeček z Uniwersytetu Technicznego w Pradze zwraca uwagę, że Amerykanie nie byli gotowi określić, który z podmiotów – Westinghouse czy Bechtel – brałby na siebie odpowiedzialność za podjęte wobec czeskiego kontrahenta zobowiązania. – Sprawia to wrażenie, jakby czeski przetarg nie był dla nich priorytetem. Może chcieli się skupić w większym stopniu na polskim projekcie? – zastanawia się.

Westinghouse – jak podkreśla prof. Koroush Shirvan z amerykańskiego MIT – to, w przeciwieństwie do rywali, firma, której cele są przede wszystkim komercyjne. – Istnieją poszlaki wskazujące, że zarówno Francuzi, jak i Koreańczycy tracili pieniądze na eksporcie reaktorów. Ale oba koncerny mogą liczyć na wsparcie swoich rządów. Westinghouse należy do prywatnej spółki kanadyjskiej. Z jego punktu widzenia najbardziej lukratywnymi częściami biznesu jest serwisowanie istniejących jednostek czy sprzedaż paliw – mówi nam Shirvan. ©℗

Gra o projekty w regionie / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe