Wzrost płacy minimalnej dotknie głównie małe firmy usługowe, ale nie spowoduje wzrostu stopy bezrobocia.

Od stycznia minimalne wynagrodzenie za pracę wzrośnie o 17,8 proc. – z obecnych 3600 zł do 4242 zł. To drugi najwyższy skok w ostatnich dwóch dekadach. Kolejny etap rewaloryzacji czeka nas w połowie roku – od 1 lipca minimalne świadczenia będą wynosić już 4300 zł.

Zdaniem ekonomistów w 2024 r. relacja płacy minimalnej do płacy średniej osiągnie ok. 55 proc. i będzie prawdopodobnie najwyższa w UE oraz jedną z najwyższych w krajach OECD.

– To zagraża konkurencyjności szczególnie tych firm, które mają niską wartość dodaną, niską rentowność, zatrudniają pracowników o niskich kwalifikacjach. Dla nich to nie tylko wzrost kosztu pracowników, lecz też wzrost składek zusowskich właściciela firmy – tłumaczy Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.\

Podwyżka najmocniej dotknie małe firmy usługowe, dla których koszty osobowe są przeważającym elementem budżetu.

Marcin Kokot, właściciel firmy Bryliant z Wrocławia oferującej serwis sprzątający, ocenia, że koszty pracy w większości firm z tej branży stanowią co najmniej 80 proc. wydatków.

– Wzrost minimalnej oznacza konieczność przeniesienia kosztów na klientów. Obecnie planujemy podniesienie cen na rok 2024 o 10–15 proc. Natomiast sytuacja rynkowa jest taka, że mamy ciągły brak osób do pracy, więc ewentualne rozstania z klientami, którzy nie zaakceptują podwyżek, raczej nie spowodują potrzeby zwolnień – mówi.

Również Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, jest zdania, że choć podwyżka kosztów pracy może oznaczać cięcia etatów w niektórych przedsiębiorstwach, to nie spowoduje radykalnego spadku popytu na pracę, a w konsekwencji wzrostu bezrobocia. Podkreśla, że koniunktura w gospodarce zaczyna się poprawiać, odradza się popyt na dobra i usługi, więc rynek pracy bez problemu wchłonie tych, którzy utracą zatrudnienie.

– Firmy ciągle borykają się z pozyskiwaniem doświadczonych pracowników. Redukcje zatrudnienia wydają się możliwym scenariuszem szczególnie w najmniejszych firmach. Ale zwalniani powinni znaleźć pracę w innych obszarach – tłumaczy Maliszewski.

Eksperci podkreślają, że tempo wzrostu wynagrodzeń w gospodarce powinno iść w parze z tempem wzrostu produktywności. Podwyżka płacy minimalnej – łącznie o 19,5 proc. po waloryzacji styczniowej i lipcowej – zapewne znacząco przebije w 2024 r. wzrost wydajności pracowników. Natomiast tempo wzrostu wynagrodzeń w ogóle gospodarki powinno już być znacznie niższe i wyniesie – zdaniem ekonomistów zarówno Banku Millennium, jak i Pracodawców RP – nieco poniżej 10 proc.

– Będziemy mieli już znacznie niższą inflację, więc oczekiwania płacowe się zmniejszają. Szacujemy, że roczna dynamika płac wyniesie mniej niż 10 proc. nominalnie, a realnie – uwzględniając inflację – ok. 3 proc. – mówi Maliszewski.

Kokot, który średniorocznie zatrudnia kilkunastu pracowników, wskazuje, że głównym bodźcem dla oczekiwań płacowych jest właśnie inflacja.

– Zwiększone oczekiwania płacowe argumentowane są raczej ogólną sytuacją inflacyjną niż przez odwoływanie się do wzrostu stawek minimalnych. Natomiast jeśli w mediach mocno wybrzmi temat podwyżki minimalnej, to i taka argumentacja może się u pracowników pojawić, również u tych, którzy mają stawki wyższe od minimalnych – przekonuje. ©℗

Rynek pracy w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe