Plany ograniczenia subsydiów dla paliw kopalnych mogą być dużym wyzwaniem dla polskiego sektora węglowego.

Minęły dwa lata, odkąd światowe rządy zgromadzone na szczycie klimatycznym w Glasgow zobowiązały się do ograniczania zużycia paliw kopalnych oraz wygaszania wspierających je „nieefektywnych publicznych subsydiów”. Deklaracje te powtórzono również rok później w egipskim Szarm el-Szejk. Według metodologii Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) rządowe dopłaty do paliw wciąż jednak rosną. W zeszłym roku bezpośrednie i pośrednie wsparcie, liczone łącznie, sięgnęło przeszło 7 bln dol., co odpowiada 7,1 proc. globalnego PKB. Dla porównania w roku 2020 było to mniej niż 6 bln dol. i 6,8 proc. PKB. Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że w tym samym czasie wartość światowych inwestycji w nieemisyjną energię to ok. 1,7 bln dol.

Na podstawie danych MFW sprawdziliśmy, jak pod względem dopłat do paliw kopalnych sytuuje się na tle największych gospodarek świata Polska. Z wyliczeń DGP wynika, że w porównaniu z większością krajów G20 nie przeznaczamy na ten cel dużo. Ponad 26 mld dol. w pośrednich i bezpośrednich subsydiach odpowiada ok. 3,1 proc. wypracowanego w zeszłym roku produktu krajowego brutto i niecałe 700 dol. w przeliczeniu na mieszkańca. Dla porównania rządy najhojniej wspierające sektory paliwowe – Arabia Saudyjska i Rosja – mogą pochwalić się przeszło 20-proc. udziałem subsydiów w PKB, a większość krajów Europy Zachodniej uwzględnionych w zestawieniu dokłada do tego interesu ok. 1000 dol. na mieszkańca lub więcej.

Inaczej wygląda jednak ranking dopłat, gdy skupimy się na najbardziej emisyjnym z surowców kopalnych: węglu. Jak się okazuje, to właśnie sektor węglowy był w naszym kraju odbiorcą ok. 95 proc. notowanych przez MFW przepływów. W zestawieniu z G20 pod względem wartości subsydiów per capita lądujemy tuż za podium, ustępując jedynie Chinom, Rosji i RPA. Z kolei udział tych transferów w PKB, na poziomie 2,9 proc., sytuuje nas na szóstej pozycji.

Tymczasem na tegorocznym szczycie w Dubaju toczą się negocjacje w sprawie kolejnych, być może bardziej wiążących, zobowiązań w sprawie paliw kopalnych. Według ekspertów Międzynarodowego Instytutu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju (IISD) w odniesieniu do subsydiów należałoby zrezygnować z mało precyzyjnej formuły mówiącej o nieefektywnych dopłatach i zastąpić je wskazaniem konkretnych wyjątków od reguły, w których subsydia byłyby nadal uznawane za dopuszczalne. Ze stanowiskiem w tym właśnie duchu przyjechała na konferencję klimatyczną Unia Europejska. Opowiada się ona za tym, by rozpocząć wygaszanie wszystkich subsydiów, które nie są związane z walką z ubóstwem energetycznym oraz sprawiedliwą transformacją. IISD rekomenduje ponadto, by objąć nowym celem wszelkie przepływy finansowe z udziałem środków publicznych, w tym inwestycje realizowane za pośrednictwem państwowych spółek. Przełożenie tej propozycji na unijne regulacje stanowiłoby potężne wyzwanie dla naszego sektora węglowego.

Krajom UE nie udało się jednak porozumieć w sprawie innego potrzebnego według IISD aspektu nowych zobowiązań w zakresie publicznego finansowania paliw kopalnych: konkretnego i nieodległego terminu jego zatrzymania. W przypadku krajów rozwiniętych jako adekwatny wskazuje się już rok 2025. Za takim też horyzontem dla wygaszania subsydiów opowiedział się w zeszłym miesiącu Parlament Europejski.

Przed rozpoczęciem szczytu w Dubaju szczególne oczekiwania wiązano w tym zakresie z partnerstwami skupiającymi podmioty aspirujące do miana liderów transformacji. To m.in. skupiający 60 państw Pakt na rzecz wygaszania węgla (Powering Past Coal Alliance). Ale czołowi producenci i eksporterzy paliw, których nie brakuje nawet w tym gremium, są w tej sprawie bardzo oporni. Do zainicjowanej przez Holandię i ogłoszonej parę dni temu koalicji na rzecz zatrzymania finansowania paliw kopalnych akces złożyło zaledwie 11 państw, na czele z Francją i Kanadą, która wcześniej ogłosiła już indywidualną strategię wygaszania subsydiów. Łącznie, jak szacuje MFW, odpowiadają one za ok. 184 mld dol. wsparcia udzielonego w zeszłym roku, czyli niespełna 3 proc. globalnych transferów tego rodzaju. Dla porównania, według funduszu, same Chiny odpowiadają za ponad 2 bln dol. w dopłatach.

Grupa ta nie określiła wprawdzie na razie wspólnego terminu osiągnięcia postulowanego celu, ale zapowiedziała inne konkretne kroki zmierzające do jego realizacji: przygotowanie szczegółowego raportu na temat subsydiów przed następną konferencją klimatyczną, zidentyfikowanie barier dla znoszenia subsydiów w umowach międzynarodowych – które według holenderskich ustaleń odpowiadają aż za połowę dopłat – i przygotowanie propozycji ich zniesienia.

Według informacji Bloomberga, mimo usilnych zabiegów Holandii, na podpisanie porozumienia nie zdecydowały się Stany Zjednoczone, które są drugim pod względem wartości bezwzględnych największym publicznym sponsorem paliw kopalnych (w zeszłym roku wydały na subsydia ponad 750 mld dol., dwukrotnie więcej, niż wynosi szacowana wartość wsparcia dla zielonych technologii przyznana w ramach tzw. pakietu antyinflacyjnego). Jak przypomina agencja, Joe Biden wielokrotnie starał się o ograniczenie zachęt i ulg podatkowych dla branży naftowej i gazowej, jednak jak dotąd nie zdołał przeforsować swojego stanowiska w konfrontacji z podzielonym Kongresem i potężnym w USA lobby paliwowym.

Czarne chmury zbierają się też nad innymi elementami porozumienia w sprawie przyszłości paliw kopalnych. Planowo szczyt w Dubaju powinien się zakończyć przyjęciem wspólnych konkluzji już dziś. Tymczasem pod koniec zeszłego tygodnia światło dzienne ujrzała korespondencja kartelu naftowego OPEC, z której wynika, że skupieni w nim eksporterzy ropy postrzegają plany odchodzenia od paliw kopalnych jako egzystencjalne zagrożenie. ©℗

ikona lupy />
Ile dopłacamy do paliw kopalnych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe