Okres szybkiego hamowania dynamiki cen właśnie się zakończył. Jesteśmy teraz w mniej korzystnym punkcie niż inne gospodarki.

Ceny płacone przez konsumentów były w październiku o 6,6 proc. wyższe niż rok wcześniej – podał w środę Główny Urząd Statystyczny. Dane zrewidowano w górę o 0,1 pkt proc. Powodem były większe, niż podawano we wstępnych szacunkach GUS pod koniec ubiegłego miesiąca, wzrosty cen żywności. Zgodnie z finalnymi danymi podrożała ona w ubiegłym miesiącu o 0,5 proc. Wstępne dane mówiły o 0,4 proc.

We wrześniu inflacja wynosiła jeszcze 8,2 proc. Spadek to w znacznej mierze efekt statystyki. W październiku ub.r. w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny urosły o 1,8 proc. W tym roku miesięczny wzrost wyniósł 0,3 proc. Za różnicę odpowiada w znacznym stopniu zachowanie cen żywności oraz paliw.

W tej pierwszej kategorii wzrost cen w skali roku spowolnił do 8 proc. Na jednocyfrowym poziomie znalazł się pierwszy raz od marca 2022 r. Wśród publikowanych przez GUS danych dla poszczególnych grup towarów żywnościowych nie ma już kilkudziesięcioprocentowych wzrostów, jakie można było znaleźć w statystykach jeszcze kilka miesięcy temu. W porównaniu z październikiem ub.r. najmocniej drożały napoje: herbata o 17,3 proc., soki o 14,6 proc. i kakao o 13,8 proc. To jednak skutek podwyżek dokonywanych we wcześniejszych miesiącach.

Październik był ostatnim miesiącem szybkich spadków inflacji

Paliwa pomogły w obniżce inflacji z uwagi na poprzedzającą wybory parlamentarne obniżkę cen na stacjach Orlenu (za liderem rynku musieli pójść też inni gracze). Paliwa były w październiku o 4,2 proc. tańsze niż miesiąc wcześniej. W skali roku potaniały o 14,4 proc. Pod koniec ubiegłego miesiąca ceny paliw zaczęły już iść w górę.

Dziś Narodowy Bank Polski opublikuje dane na temat tzw. inflacji bazowej. To wskaźniki pokazujące, na ile ceny rosną z uwagi na presję popytową (którą bank centralny może ograniczać podwyżkami stóp procentowych). Na podstawie środowych danych GUS analitycy oszacowali, że najbardziej popularny wskaźnik inflacji bazowej, nieuwzględniający cen żywności i energii, obniżył się z 8,4 proc. we wrześniu do 8,0 proc. w kolejnym miesiącu.

Drugi miesiąc z rzędu inflacja bazowa jest powyżej oficjalnego wskaźnika GUS. Innymi słowy, presja na wzrost cen bazowych jest mocniejsza, niż wynikałoby to z zachowania ogólnego wskaźnika. Z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia od przełomu lat 2020 i 2021.

O utrzymywaniu się presji popytowej świadczy również to, że dynamika cen usług obniża się wolniej niż cen towarów. Te pierwsze były w ubiegłym miesiącu średnio o 9,3 proc. droższe niż rok wcześniej. W przypadku towarów jest wzrost o 5,7 proc. Według Kamila Łuczkowskiego, ekonomisty Banku Pekao, hamowaniu inflacji cen towarów sprzyjają spadki cen surowców przemysłowych, energetycznych, a także wysoka statystyczna baza odniesienia z poprzedniego roku.

Eksperci od dłuższego czasu wskazują, że październik był ostatnim miesiącem szybkich spadków inflacji. Powód: korzystne efekty bazy przestaną działać (miesięczne wskaźniki inflacji w analogicznym miesiącu poprzedniego roku będą znacznie niższe niż dotąd).

O tym, że w listopadzie i grudniu możliwy jest nawet lekki wzrost, mówią nie tylko analitycy rynkowi, lecz także przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego. Zachowanie inflacji w przyszłym roku będzie zależało od decyzji nowego rządu dotyczących przedłużenia obowiązywania zerowej stawki VAT na żywność oraz działań osłonowych na rynku energii.

„Ożywienie popytu konsumpcyjnego oraz mocny wzrost świadczeń społecznych będą oznaczać zahamowanie trendu dezinflacyjnego w 2024 r.” – napisali w środowym komentarzu analitycy Santander Bank Polska. Ich zdaniem będzie to „sprzyjało stabilizacji stóp NBP”.

Na listopadowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Główna stopa banku centralnego wynosi 5,75 proc.

Dotychczas inflacja w Polsce zachowywała się podobnie jak w innych krajach europejskich. Regułą jest, że dynamika cen hamuje do najniższego poziomu od około dwóch lat. Wśród krajów Unii Europejskiej w październiku zostało odnotowane przyśpieszenie inflacji jedynie w Grecji, Czechach i Estonii. W Czechach było to związane z wygaśnięciem efektu wprowadzenia obniżonej taryfy na prąd. Gdyby nie to, inflacja wynosiłaby 5,8 proc.

– Kluczowe jest nie to, gdzie inflacja jest teraz, ale gdzie ma szanse wylądować – mówi Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. I porównuje momentum inflacji bazowej, czyli uśredniony wzrost cen w ujęciu miesięcznym. – W Czechach zbliżyło się ostatnio do zera. Natomiast w Polsce to momentum wynosi ostatnio 0,5 proc. w ujęciu miesięcznym – zauważa. ©℗

12-miesięczna inflacja w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe