Transport rzeczny, kolejowy i drogowy zyskają na znaczeniu po wycofaniu się Moskwy z porozumień zbożowych. Ale Kijów może też zignorować rosyjską blokadę

Dunajem z Ukrainy eksportuje się obecnie ok. 2 mln t towarów rolno-spożywczych miesięcznie. Choć jeszcze przed wojną przepustowość na tej trasie wynosiła zaledwie kilkaset tysięcy ton. Dzięki podpisaniu porozumień zbożowych, które obowiązywały od lata 2022 r. do ubiegłego tygodnia, Kijów zyskał czas niezbędny do wzmocnienia alternatywnych dróg dla eksportu przez Morze Czarne.

Już wiosną – tuż przed podjęciem przez Moskwę decyzji o wycofaniu z inicjatywy zbożowej – rzeką wysyłano więcej towarów niż czarnomorskim korytarzem. Ten z miesiąca na miesiąc okazywał się coraz słabszą opcją.

W czerwcu ukraińskie porty w Piwdennym, Odessie i Czarnomorsku opuściło tylko 51 statków. We wrześniu ub.r. było ich 210. Ukraińcy od dawna oskarżali władze na Kremlu o spowalnianie eksportu. Zgodnie z umową w Turcji odbywały się bowiem inspekcje przepływających statków. Moskwa wydłużała procedury i ograniczała tym samym dostawy ukraińskiego zboża na rynki zagraniczne.

Warunki pogodowe wyzwaniem

Dlatego teraz kluczową rolę mają odgrywać porty nad Dunajem – Izmaił, Reni i Ust. W ostatnich miesiącach Ukraińcy rozbudowali tamtejsze terminale. „Statki załadowane zbożem wypływają stamtąd na Morze Czarne i bardzo szybko znajdują się na rumuńskich wodach terytorialnych. Tak samo działaliśmy przed podpisaniem umów w lipcu 2022 r.” – tłumaczy organizacja zrzeszająca ukraińskich rolników Ukrainian Agrarian Council.

I wskazuje, że wkrótce możliwości eksportowe Dunaju będą mogły wzrosnąć do 3 mln t miesięcznie. W sumie ministerstwo infrastruktury szacuje, że na pływających po drugiej co do długości rzece Europy statkach pogrążony w wojnie kraj opuści w tym roku od 23 do 25 mln t żywności.

Rosja zaminowała podejścia do portów czarnomorskich

Tylko że eksport przez Dunaj jest opcją droższą. Statki, które tamtędy pływają, są bowiem zdecydowanie mniejsze niż te, które poruszają się po Morzu Czarnym. Problemem są także warunki pogodowe. Fala upałów w Europie doprowadziła do obniżenia poziomu rzek, ograniczając możliwości eksportowe. Według rumuńskiej instytucji zajmującej się gospodarką wodną, na którą powołuje się Bloomberg, poziom wody w Dunaju jest dziś o prawie 40 proc. niższy niż średnia, którą zwykle odnotowuje się w lipcu.

Sąsiedzi wciąż nie chcą dostaw z Ukrainy

Towary rolno-spożywcze mogą być również wysyłane za granicę transportem kolejowym i drogowym. Koleją można eksportować obecnie ponad 1 mln t zboża miesięcznie, a transport drogowy umożliwia wysyłkę ponad 600 tys. t. Choć w związku z napięciami, jakie wywołał import ukraińskiego zboża do UE, w ostatnich miesiącach trasy te straciły na znaczeniu. W czerwcu ciężarówkami przewieziono 190,3 tys. t produktów. Koleją – 675,3 tys. t.

Państwa regionu – Polska, Węgry, Bułgaria, Rumunia i Słowacja – wciąż blokują eksport ukraińskiego zboża do UE, ale zezwalają na tranzyt upraw przez swoje granice w celu realizacji pozaeuropejskich dostaw. Sąsiedzi Ukrainy w ubiegłym tygodniu zwrócili się do Brukseli z prośbą o przedłużenie obowiązujących do 15 września ograniczeń w związku z obawami, że zablokowanie przez Rosję dostaw przez Morze Czarne może zwiększyć presję na rynki krajowe. – Jeśli Komisja Europejska nie wydłuży po 15 września zakazu wwozu zboża z Ukrainy, to Polska sama zamknie granicę na te towary – zapowiedział w środę premier Mateusz Morawiecki.

Ukraina zareagowała szybko. „Rosja zakłóciła funkcjonowanie inicjatywy zbożowej, niszcząc infrastrukturę w portach nad Morzem Czarnym i po raz kolejny prowokując globalny kryzys żywnościowy. W tym krytycznym czasie Polska zamierza nadal blokować eksport zboża z Ukrainy do UE” – napisał w czwartek na Twitterze premier Ukrainy Denys Szmyhal. Przekonując, że „jest to nieprzyjazne i populistyczne zagranie, które poważnie wpłynie na globalne bezpieczeństwo żywnościowe i gospodarkę Ukrainy”. Choć dotychczasowy wpływ dostaw z Ukrainy na kryzys głodowy był ograniczony. Bo głównym odbiorcą towarów transportowanych korytarzem zbożowym były Chiny. W sumie do Państwa Środka trafiło prawie 8 mln t produktów. Na drugim miejscu znalazła się Hiszpania (6 mln). A kolejne na liście były: Turcja (3,2 mln), Włochy (2 mln) i Holandia (również 2 mln).

Kontynuować porozumienie bez Rosji

„Ukraina mogłaby także spróbować zignorować rosyjską blokadę” – piszą z kolei w analizie dla think tanku Center for European Policy Analysis Borja Lasheras i Hanna Shelest. To pomysł od dłuższego czasu rozważany przez Ukraińców. W marcu były prezydent Ukrainy i przywódca pomarańczowej rewolucji Wiktor Juszczenko tłumaczył DGP, że do przywrócenia porządku w całym basenie Morza Czarnego miałyby wystarczyć, jego zdaniem, cztery okręty: dwa należące do amerykańskiej marynarki wojennej oraz kolejne dwa brytyjskiego Royal Navy. A Andrij Dykun, szef Ukrainian Agrarian Council, podkreśla, że inicjatywa zbożowa może nadal działać. – Porozumienie w sprawie eksportu zboża z Turcją i ONZ (Rosja i Ukraina podpisały dwie oddzielne umowy – red.) pozostaje w mocy – mówi.

I dzięki temu może obowiązywać bez udziału Rosji. Dodając, że Turcja wraz z pozostałymi państwami NATO mogłaby stworzyć alternatywne trasy dla ruchu statków. – Tak, by płynęły jak najbliżej brzegu. Musiałyby zapewnić też trałowce do eskorty – wskazuje.

Rząd w Kijowie pracuje nad programem państwowych ubezpieczeń, które miałyby pokrywać koszty ewentualnych strat ponoszonych przez eksporterów na morzu. Przeznaczyć na ten cel chcą ok. 500 mln euro. Tylko że Moskwa informowała pod koniec ubiegłego tygodnia, iż wszystkie statki płynące przez Morze Czarne do portów w Ukrainie będą postrzegane teraz jako transportujące ładunki wojskowe. A Biały Dom twierdzi, że Rosja zaminowała podejścia do położonych u jego wybrzeży portów. Jest więc mało prawdopodobne, że znajdzie się wielu armatorów chętnych do podjęcia takiego ryzyka. ©℗

rozmowa

Do najbiedniejszych państw trafiło z Ukrainy ledwie 2,5 proc. dostaw

Shashwat Saraf dyrektor regionalny International Rescue Committee w Afryce Wschodniej / Materiały prasowe
Porozumienia zbożowe obowiązywały przez rok. Jak funkcjonowanie korytarza na Morzu Czarnym wpłynęło na państwa w Afryce?

Na początku kryzysu w Ukrainie obserwowaliśmy ogromny wzrost cen. Byłem wówczas w Somalii. Ceny zbóż na tamtejszym rynku podwoiły się. Zaczęły spadać, kiedy podpisane zostały porozumienia zbożowe. Nie wróciły co prawda do poziomu sprzed lutego 2022 r., wciąż były wysokie, ale to zawsze jakieś wsparcie. Umowy te pod wieloma względami przyczyniły się do stabilizacji sytuacji na rynku. Ukraina jest w końcu ważnym eksporterem żywności. Tylko że państwa takie jak: Somalia, Etiopia czy Kenia, mierzyły się także z długim – ponaddwuletnim – okresem suszy. Jednocześnie towarów, które płynęły do Afryki korytarzem zbożowym, nie było dużo. W sumie z prawie 33 mln t wyeksportowanych produktów do państw o najniższych dochodach trafiło wyłącznie 2,5 proc. dostaw. Jeśli doszłoby do przywrócenia porozumień, powinniśmy zawalczyć o zwiększenie dostaw do Somalii, Etiopii czy Sudanu. I rozwijających się państw w innych regionach, np. do Afganistanu. Światowy Program Żywności wyeksportował z Ukrainy do pogrążonych w kryzysach państw na przestrzeni ostatniego roku 600–650 tys. t produktów. Dlatego wierzę, że w przyszłości należałoby ewentualną współpracę usprawnić. I zamiast ogromnego eksportu do Chin czy Turcji zwiększyć wolumeny dostaw do Jemenu czy Somalii. Jednocześnie każda ilość zboża, która opuszcza ukraińskie porty, jest na wagę złota. Jeśli te 33 mln t zostałyby w Ukrainie, Chiny i Turcja musiałyby kupić je gdzie indziej.

Trudno jest jednak oszacować szanse na ponowne otwarcie korytarza. Co to oznacza dla państw położonych na kontynencie afrykańskim?

Wciąż mam nadzieję, że światowi przywódcy znajdą sposób, by przywrócić umowy do życia. Według mnie jedynym rozwiązaniem, które pomogłoby wypełnić tę lukę i złagodzić sytuację w krótkim okresie, jest zwiększenie importu z innych państw. Niezależnie od tego, czy będzie to Argentyna, Indie, Uganda lub Rosja. Państwa te odnotowują w tym roku udane zbiory. Prawdopodobnie na światowy rynek trafi więc więcej rosyjskiego zboża.

Rządy nie patrzą na to, skąd zboże pochodzi?

Potrzebują go, więc kupują tam, gdzie jest dostępne. W ubiegłym roku obserwowaliśmy co prawda, że niektóre kraje, które odnotowywały nadwyżki, wprowadziły embargo na eksport. Nie wiedziały bowiem, jak rozwinie się sytuacja w Ukrainie. I bały się, że sprzedadzą swoje towary, a potem same będą musiały zmierzyć się z niedoborami. Trudno przewidzieć, jak będzie w tym roku. Problemem jest także to, że po upadku porozumień ceny na światowym rynku w jeden dzień wzrosły o 8 proc. Można byłoby powiedzieć, że to wcale nie tak dużo. Z pewnością przyczyni się to jednak do znacznego wzrostu cen w Afryce. Musimy się liczyć ze wzmożeniem spekulacji i pompowania cen na rynku spożywczym. ©℗

Rozmawiała Karolina Wójcicka