Inwestycje w Iranie i na Kubie to ryzyko, które się opłaci

autor: Mariusz Janik11.07.2015, 14:30; Aktualizacja: 11.07.2015, 15:15
Kubańczycy nie mają kart kredytowych. Muszą oswoić się z ideą kredytów oraz tego, że długi należy spłacać. W tej chwili te elementy biznesowej mentalności po prostu na wyspie nie istnieją – zauważa Sandra Torres, konsultantka firm inwestujących na Kubie

Kubańczycy nie mają kart kredytowych. Muszą oswoić się z ideą kredytów oraz tego, że długi należy spłacać. W tej chwili te elementy biznesowej mentalności po prostu na wyspie nie istnieją – zauważa Sandra Torres, konsultantka firm inwestujących na Kubieźródło: ShutterStock

Zdeterminowany przedsiębiorca wciśnie się wszędzie. Od miesięcy zachodnie firmy z nadzieją patrzą na Iran, Kubę czy Zimbabwe. Ale to dopiero początek długiej kolejki krajów kwalifikujących się do biznesowej konkwisty

Szejk Ministrów – tak nazywają Bidżana Namdara Zangene irańscy politycy i ajatollahowie. Postawny sześćdziesięciolatek jest weteranem rewolucji: pierwszy raz wszedł w skład rządu w 1980 r., po wojnie z Irakiem kierował Ministerstwem Budowlanego Dżihadu, kilkakrotnie urzędował też w resorcie odpowiedzialnym za ropę, w latach 90. stawiając na nogi irański przemysł naftowy. Posępna mina, rozpięta pod szyją koszula, w dłoniach sznur modlitewny tasbih to jego znaki rozpoznawcze.

Ale to pozory: Zangene spodobałby się na zachodnich salonach. Zwolennik cięć w przerośniętym aparacie urzędniczym, który zatrudnia znacznie więcej pracowników, niż potrzebuje, mimo rygorystycznych zachodnich sankcji zdołał ściągnąć inwestycje zagraniczne warte kilkanaście miliardów dolarów. Równie dobrze czuje się w salonie Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego, jak i na lunchu z szefami Volkswagena czy podczas spotkania z przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw znad Renu. Teraz, w ślad za porozumieniem w sprawie programu nuklearnego realizowanego przez Teheran, ma ochotę pójść za ciosem. – Chcemy podnieść poziom irańskiego eksportu do stanu sprzed nałożenia na nas sankcji – zapowiedział w połowie czerwca. – I chcemy to zrobić w ciągu kilku miesięcy – dorzucił.

Nie tylko on tryska optymizmem. – Pragniemy wzmacniać relacje gospodarcze z wszystkimi krajami w regionie, w tym ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, i zachęcać do wspólnych inwestycji w naszych strefach wolnocłowych – zapewniał kilka tygodni temu, podczas jednej z biznesowych konferencji w Dubaju, Akbar Torkan, doradca prezydenta Hasana Rouhaniego. Władze w Teheranie stworzyły w ostatnich latach siedem rozsianych po kraju stref wolnocłowych oraz kilkanaście innych „specjalnych stref ekonomicznych”, działających w oparciu o przyjazne inwestorom przepisy.

Witajcie w Kapitalistanie

Przed rewolucją w Iranie mieszkało 40 tys. Amerykanów, w większości zajmujących się robieniem interesów w dawnej Persji. Dziś w Stanach Zjednoczonych żyje milionowa diaspora irańska. Po rewolucji interesy z krajem ajatollahów robiły kraje takie jak Francja czy Korea Południowa. Jeszcze kilka lat temu, przed nałożeniem sankcji, Niemcy eksportowali do Iranu towary warte niemal cztery miliardy euro.


Pozostało 87% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane