W opinii ekspertów najwięcej satysfakcji hotelarzom przynosi nieznaczny, ale regularny wzrost zainteresowania turystów z zagranicy. – Ich liczba w bazie noclegowej rośnie w ostatnich latach w tempie ok. 5–6 proc. rocznie. W 2014 r. szybszy był co prawda przyrost gości krajowych niż zagranicznych, ale wydaje się, że jest to krótkotrwały trend – tłumaczy Krzysztof Łopaciński, prezes Instytutu Turystyki. I dodaje, że dane byłyby jeszcze lepsze, gdyby w statystykach uwzględnić noclegi w przydrożnej bazie gastronomiczno-noclegowej, nierejestrowane przez GUS, a bardzo popularne w ruchu przygranicznym i tranzycie.

Wśród cudzoziemców, którzy najchętniej przyjeżdżają do Polski i zostają tu co najmniej na dobę, od lat niezmiennie prym wiodą Niemcy. W ubiegłym roku w hotelach nad Wisłą nocowało 1,39 mln naszych zachodnich sąsiadów. To o ponad 80 tys. więcej niż w 2013 r. Na drugim miejscu znaleźli się mieszkańcy Wysp Brytyjskich z 367 tys. zarejestrowanych gości, a na trzecim miejscu Rosjnie z 345 tys. turystów.

Anna Mytko z resortu sportu i turystyki zwraca uwagę na znaczną poprawę wyników z krajów azjatyckich. Przez pierwsze 10 miesięcy 2014 r. z polskiej bazy noclegowej skorzystało o 30 proc. więcej Hindusów i 24 proc. więcej Chińczyków. Znaczne przyrosty przedstawiciele ministerstwa tłumaczą intensywną kampanią wizerunkowo-produktową – projektem „Lubię Polskę”, realizowanym na wybranych rynkach azjatyckich. W Europie statystyki urosły w przypadku turystów ze Szwecji (wzrost o 9 proc.), z Belgii (+8 proc.), Holandii i Niemiec (+7 proc.) oraz Francji (+3 proc.). Wzrosła również liczba korzystających z bazy noclegowej Hiszpanów (+10 proc.), Czechów (+5 proc.) i Włochów (+1 proc.).

Zdaniem Krzysztofa Łopacińskiego nie tylko programy rządowe wpływają na pozytywne trendy w statystykach. Wśród państw z dalszych lokat rankingu opublikowanego przez GUS ważną rolę odegrały wybudowanie nowych hoteli i rewitalizacja starych ośrodków przy okazji organizacji Euro 2012. Zupełnie inne pobudki kierowały turystami z państw sąsiadujących. W ich przypadku kluczowy był przede wszystkim korzystny kurs euro do naszej waluty. Prezes Instytutu Turystyki przewiduje, że w najbliższych latach turystyczna czołówka raczej się nie zmieni, dlatego też nasza oferta w pierwszej kolejności powinna być skierowana do krajów, które wysyłają do Polski największą liczbę osób. Łopaciński duże nadzieje wiąże także z państwami, które notują wysokie roczne wzrosty w wydatkach mieszkańców na turystykę wyjazdową. Są wśród nich m.in. Chiny, Francja, Norwegia oraz Indie i Arabia Saudyjska. Wtóruje mu Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. – Mimo że w najbliższym czasie trudno będzie pobudzić masowy ruch turystyczny z Chin czy Indii, to kraje o tak dużej liczbie ludności mogą w przyszłości otworzyć się na podróże turystyczne w poszukiwaniu atrakcyjnych kierunków – ocenia ekspert i przypomina, że kluczem do sukcesu będzie tworzenie indywidualnej, zróżnicowanej oferty. – Hotelarze i inwestorzy hotelowi powinni w większym stopniu dbać, już na etapie projektowania, o profesjonalizm analiz w zakresie lokalizacji i dostosowania hotelu do zmieniających się potrzeb rynkowych – dodaje Węgłowski.

Z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki wynika, że w ubiegłym roku najdłużej w naszym kraju przebywali turyści z krajów zamorskich i starej Unii, a najkrócej, podobnie jak w poprzednich latach, turyści z grupy nowych krajów Unii i sąsiedzi ze Wschodu. Przeciętne wydatki zagranicznych turystów wyniosły z kolei około 405 dol. na osobę (1494 zł), czyli o 2 proc. mniej niż w roku 2013.