Być może za jakiś czas będziemy mieć problem z osobami, które skorzystały z kuszących ofert obligacji emitowanych przez firmy pożyczkowe. Te oferują bowiem zyski nawet cztery razy wyższe niż obligacje skarbowe. I to w sytuacji, gdy właśnie zaczęły działać przepisy o upadłości konsumenckiej, z której, jak prognozują eksperci, w pierwszej kolejności będą korzystać klienci firm pożyczkowych. A wraz ze wzrostem liczby niespłaconych pożyczek spada pewność uzyskania zysków z wyemitowanych przez pożyczkodawców obligacji. Co więcej, trwają prace nad ustawą antylichwiarską, która ma ograniczyć koszty pożyczek, czytaj: zarobek firm pożyczkowych. Kto zagwarantuje, że obiecywane dziś prawie 10 proc. odsetek w chwili wykupu nie okaże się tylko mirażem? No nikt. Bo choć obligacje przez lata uchodziły za synonim papierów wartościowych, które co prawda nie przynosiły kokosów, ale były za to bezpieczne, to od jakiegoś czasu już tak nie jest. Wystarczy sobie przypomnieć przypadek klientów Ganta, który w momencie emisji obligacji był jednym z największych deweloperów w Polsce.

Nie wiem, ile z firm pożyczkowych oferujących obligacje będzie jeszcze istniało, gdy przyjdzie czas wykupu papierów. Tym bardziej nie wiem, ile z nich zwyczajnie upadnie, a ile rozpłynie się w powietrzu. Jednak prawo nie zakazuje im emisji obligacji i trudno doszukać się argumentów, które przemawiałyby za wprowadzeniem takowego. Poza tym w odróżnieniu od pożyczkobiorców korzystających z chwilówek czy frankowiczów zaciągających kredyty, by móc gdzieś mieszkać, potencjalni nabywcy obligacji nie są do tego w żaden sposób przymuszeni. Dlatego w tym przypadku, jeśli państwo miałoby przed czymś ich chronić, to przed nimi samymi. Przed chęcią zysku połączoną z brakiem wiedzy ekonomicznej i instynktu samozachowawczego. Można to zrobić tylko w jeden sposób – poprzez sensowną edukację ekonomiczną skierowaną do wszystkich. Z drugiej strony każdy już teraz powinien wiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak duży zysk bez ryzyka. Poza tym jest internet są biblioteki i księgarnie, książki i poradniki, z których korzystanie w tym kraju jest jak na razie dozwolone. Ilu z tych, co sparzyło się na Amber Gold, wyciągnęło wnioski i zaczęło się dokształcać, a ilu pobiegło z bolącym paluszkiem, by państwo podmuchało?