Dzisiaj widzimy, że rewolucyjne tempo zmian, jakie było przewidywane, jest niemożliwe do utrzymania w tak niestabilnym świecie, w którym żyjemy. Wraz z wojną w Ukrainie rynek energii znalazł się w największym kryzysie od lat 70., który zogniskował i wyostrzył problemy jeszcze sprzed wojny. Proponowane wcześniej tempo zmiany sytemu energetycznego nie przetrwało próby skrajnych warunków, w jakich się znaleźliśmy.
Patrząc na rynki energii, nie można uciec od faktu, że światowa jej produkcja w ok. 80 proc. opiera się na paliwach kopalnych. To tyle samo co w latach 70., a światowa gospodarka jest obecnie znacznie większa. Prawdopodobnie również w nadchodzących dekadach paliwa kopalne nadal będą stanowić główne źródła energii.
Dlatego - zanim rewolucja zdążyła przynieść efekty - nastąpiła energetyczna kontrrewolucja. Paliwa kopalne, których rola była minimalizowana jeszcze kilka miesięcy, odnotowują obecnie rekordowe ceny na światowych rynkach. W Europie uruchamiane są wszystkie możliwe źródła energii, w tym również te bazujące na węglu. Szacunki dotyczące rynku paliwowego zostały również mocno zrewidowane. Jeszcze na początku 2020 r. przewidywano zamknięcie na świecie do połowy lat 20. obecnego wieku mocy rafineryjnych rzędu 4,5 mln baryłek dziennie, co odpowiada zdolności przerobu ropy 14 rafinerii w Płocku. Obecnie, ze względu na globalne braki w produkcji paliw, dodatkowe zamknięcia nie są przewidywane przed rokiem 2025.
Reklama
W obliczu wojny na pierwszym miejscu znalazły się bezpieczeństwo i pragmatyzm. Odcięcie się od zasobów energetycznych z Rosji powoduje w Europie konieczność zastąpienia ich innymi, dostępnymi źródłami energii. Wymaga to przeorganizowania dotychczasowych systemów zaopatrzenia, które przez wiele lat formowały światowe rynki energii. Z doświadczenia wiemy, że każdy system jest tak sprawny, jak jego najsłabszy element. Stąd naszym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa i ciągłości dostaw - niezależnie od rodzaju i źródła energii.
Ta perspektywa zdecydowanie skraca okres, w którym planujemy. Dziś liczą się przede wszystkim najbliższe miesiące, a główną uwagę skupiamy na nadchodzącej zimie. Jednak w końcu sytuacja się ustabilizuje, rynki się uspokoją, a stare wyzwania wrócą, być może ze zdwojoną siłą. Znów zacznie się liczyć perspektywa najbliższych dekad. Już dziś coraz częściej odczuwamy wpływ zmian klimatycznych. Ich konsekwencje - o ile nie będą mitygowane - mogą być jednym z głównych wyzwań cywilizacyjnych XXI w.
Odpowiedź na te długoterminowe wyzwania polityki klimatycznej będzie zupełnie inna niż bieżąca reakcja na obecne problemy. Zarówno politycy, jak i firmy energetyczne zdają sobie sprawę, że zmiana dostawcy gazu czy ropy nie rozwiązuje problemu zmian klimatycznych. W XXI w. prawdziwej i długotrwałej niezależności energetycznej nie będziemy mogli opierać wyłącznie na paliwach kopalnych. Będziemy potrzebować przede wszystkim odnawialnych źródeł energii, ale również nowoczesnych jednostek bazujących zarówno na gazie, jak i na energii atomowej. Będziemy potrzebować nowych technologii, które w efektywny i bezpieczny sposób dostarczą energii naszej gospodarce.
Przede wszystkimi istotny będzie jednak wyważony i ewolucyjnie zmieniający się miks energetyczny. Nowe realia bezpieczeństwa doprowadziły do sedna istotę transformacji energetycznej. Obecny kryzys to potężny sygnał ostrzegawczy, który w odpowiedzi wymaga przeredagowania polityki energetycznej i klimatycznej, aby zapewnić jednoczesne osiągnięcie bezpieczeństwa i dekarbonizacji. To z kolei wymaga, abyśmy poważnie potraktowali rolę wszystkich paliw, w tym również paliw kopalnych, w przyszłej transformacji sektora. ©℗
Dziennik Gazeta Prawna