Odpowiedź wydaje się oczywista. Przedsiębiorcy to motor rozwoju gospodarczego i główne źródło nowych miejsc pracy. Im będzie ich więcej, tym lepiej dla kraju. Jednak w świetle współczesnych międzynarodowych badań porównawczych nad przedsiębiorczością odpowiedź nie jest wcale taka oczywista.
Wynika z nich, że przedsiębiorców nie powinno być zbyt mało, ale też zbyt dużo. Optymalny poziom zależy od tego, na jakim etapie rozwoju znajduje się dany kraj. Te najnowsze ustalenia można by traktować jako przejaw czysto akademickich sporów, gdyby nie poważne implikacje dla polityki gospodarczej, także dla Polski.
Reklama

Reklama
Im wyższy poziom rozwoju, tym mniej przedsiębiorców
Związek między aktywnością przedsiębiorczą a poziomem rozwoju społeczno-gospodarczego to centralna kwestia podejmowana od kilkunastu lat przez naukowców skupionych wokół międzynarodowego projektu badawczego Global Entrepreneurship Monitor (GEM), w którym z ramienia Polski uczestniczy także Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Uzyskane wyniki (dane z 2013 r.) pokazują, że najwyższy poziom aktywności przedsiębiorczej mają kraje zacofane, znajdujące się w stadium gospodarki surowcowo-rolnej. Jest to w przeważającej większości przedsiębiorczość wynikająca z przymusu ekonomicznego. Wobec braku środków do życia i możliwości pracy ludzie podejmują najbardziej prymitywne formy samozatrudnienia w handlu i usługach.
Wraz z postępującym uprzemysłowieniem stopa przedsiębiorczości szybko spada, bo ludzie znajdują pracę w nowo powstających przedsiębiorstwach, która daje im znacznie wyższy poziom dochodu i większą stabilność. A co z poziomem przedsiębiorczości w gospodarkach najwyżej rozwiniętych? Tu badacze przez wiele lat lansowali koncepcję odwrócenia tendencji spadkowych po przekroczeniu pewnego poziomu PKB na głowę. Jednak najnowsze badania empiryczne nie potwierdziły tej tezy. Poziom aktywności przedsiębiorczej spada także po przejściu do stadium gospodarki opartej na innowacjach, choć w tempie malejącym.
Zgodnie z rozpowszechnioną w literaturze klasyfikacją krajów według stadium rozwoju gospodarczego World Economic Forum Polska znajduje się w stadium przejściowym między fazą uprzemysłowienia a fazą opartą na innowacjach. Jeśli chodzi o poziom aktywności przedsiębiorczej, jesteśmy w naszej grupie poniżej średniej. Jeśli jednak porównamy się z najwyżej zaawansowaną grupą gospodarek innowacyjnych, do której aspirujemy, okazuje się, że wyliczona zgodnie z metodologią GEM stopa początkowej przedsiębiorczości dla Polski należy do najwyższych. Spośród 25 gospodarek opartych na wiedzy i innowacjach wyprzedzają nas tylko Izrael, Singapur, Kanada i USA. W porównaniu do krajów, z którymi łączą nas silne tradycje kulturowe i więzi gospodarcze, a więc Niemiec i Francji, a także krajów skandynawskich, przewaga Polski jest zdecydowana.
Czy zatem przejście Polski do ścisłej światowej czołówki będzie oznaczać zmniejszenie liczby przedsiębiorców? Wygląda na to, że tak. By skutecznie wdrażać nowe technologie, przedsiębiorstwa muszą być silniejsze, większe i lepiej wyposażone kapitałowo, a tym samym będzie ich potrzeba relatywnie mniej. Trzeba podkreślić, że perspektywa przejścia Polski do grupy krajów o gospodarce opartej na innowacjach nie musi być bardzo odległa. Zgodnie z cytowaną metodologią World Economic Forum spośród gospodarek przechodzących transformację ustrojową zostały do niej zakwalifikowane Czechy i Słowenia.
Liczą się tradycje i czynniki kulturowe
Cytowane wyżej dane pochodzą z projektu GEM, gdzie badacze posługują się specyficzną kategorią przedsiębiorczości w początkowym stadium. Są to osoby przygotowujące się do uruchomienia biznesu lub prowadzące go nie dłużej niż 3,5 roku. Pełniejszymi danymi pozwalającymi wyliczyć stopę całkowitej przedsiębiorczości (osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą jako procent ludności w wieku produkcyjnym) dysponujemy jedynie dla najwyżej rozwiniętych krajów OECD. I tu także badacze skłaniają się do poglądu, że wraz z rozwojem gospodarczym w krajach najbogatszych stopa przedsiębiorczości spada. Jednocześnie wyraźny jest wpływ różnic kulturowych. Tradycyjnie wysoki poziom aktywności gospodarczej mają w Europie kraje śródziemnomorskie, gdzie jednak duża liczba małych firm nie przekłada się na jakość sektora przedsiębiorstw. Relatywnie wysoki jest także poziom aktywności przedsiębiorczej w krajach anglosaskich. Niższą stopę przedsiębiorczości obserwujemy natomiast w krajach Europy Zachodniej i w Skandynawii.
Polska jest w środkowej grupie, w której znajdują się bliskie nam kulturowo kraje Europy Zachodniej. Co ciekawe, w 2012 r. nasza stopa całkowitej przedsiębiorczości była wyższa niż w USA, kraju tradycyjnie uznawanym za kolebkę przedsiębiorczości (dane z wyłączeniem rolnictwa).
Nie ilość, ale jakość sektora polskich przedsiębiorstw
Przedstawione wyżej dane porównawcze i międzynarodowe trendy wskazują na potrzebę przewartościowania w sferze polityki przedsiębiorczości i odejścia od obowiązującego kanonu, że „im więcej przedsiębiorców, tym lepiej”. Myśl tę sformułował wybitny amerykański badacz przedsiębiorczości Scott A. Shane: „Politycy często myślą, że przyrost liczby nowych firm zdynamizuje rozwój zacofanych regionów, będzie generował strumień innowacji i wzrost zatrudnienia. To przekonanie jest błędne, ponieważ typowa nowo powstała firma nie jest innowacyjna, zatrudnia niewiele osób i generuje niską wartość dodaną. Stymulacja rozwoju gospodarczego i kreowanie nowych miejsc pracy przedsiębiorców nie wiąże się z ich liczebnością, ale z tworzeniem firm o wysokiej jakości i orientacji wzrostowej” (Small Business Economics, (2009) 33:141–149.)
W odniesieniu do polskiej gospodarki można sformułować tezę, że biorąc pod uwagę osiągnięty poziom rozwoju społeczno-gospodarczego, mamy już odpowiednią liczbę przedsiębiorców. Teraz czas postawić na jakość. Proponowane zmiany dotyczą przede wszystkim programów wsparcia dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. Obecnie nacisk kładziony jest na stymulowanie zakładania nowych firm, bez względu na potencjał rozwojowy, ambicje i przygotowanie założycieli. W tym nurcie wprowadza się ułatwienia administracyjne i podatkowe oraz dofinansowuje najsłabszych kandydatów na przedsiębiorców. W pewnym zakresie może to być uzasadnione względami społecznymi, np. w celu aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych i niepełnosprawnych. Jednakże generalna polityka polegająca na zachęcaniu ludzi do zakładania firm z myślą, że z czasem tacy przedsiębiorcy będą zatrudniali pracowników, jest iluzoryczna. Praktyka pokazuje bowiem, że przyszli pracodawcy to ludzie, którzy już na starcie myślą o większym biznesie, choć niekoniecznie opartym na zaawansowanych technologiach. W tym celu zdobywają niezbędne doświadczenia, kontakty biznesowe, a także gromadzą środki finansowe. I oni powinni być traktowani priorytetowo w ramach prowadzonej polityki wspierania przedsiębiorczości.
Biorąc pod uwagę osiągnięty przez nasz kraj poziom rozwoju społeczno-gospodarczego, mamy już odpowiednią liczbę przedsiębiorców. Teraz czas postawić na jakość
Rozwinięcie niniejszego artykułu można znaleźć w książce „Przedsiębiorczość, polityka rozwój”, Sedno, Warszawa 2014