MSWiA wydaje odmowne decyzje, ale 12 firmom KAS odblokowała konta

Posiedzenie sejmowej komisji

Czerwcowe posiedzenie sejmowej komisji spraw wewnętrznych powinno być poświęcone liście sankcyjnej - słyszymy zapewnienia jej przewodniczącego Wiesława Szczepańskiego (Lewica). Opozycja jest gotowa zaangażować się w dialog między firmami, które się na niej znalazły, a rządem.
Jak informuje nas MSWiA, wnioski o wykreślenie z listy sankcyjnej, na którą trafiło 51 firm i osób, złożyło dotąd osiem podmiotów. W sześciu przypadkach wydano decyzje odmowne, w dwóch nadal trwa postępowanie - w tym z wniosku Maga Foods. Od czasu pierwszej publikacji listy, 25 kwietnia, umieszczono na niej jeszcze jedną osobę - Alexeya Belova.
Piotr Pawiński, prezes Maga Foods, zwraca uwagę, że firma toczy monolog z MSWiA. - Nikt z nami nie rozmawia - mówi. Przekonuje, że dosyła dokumenty, o które prosi strona rządowa. - Złożyliśmy też na początku maja wniosek do KAS o odmrożenie środków na wypłaty pensji pracownikom. Mimo że upłynęło 30 dni, nie mamy odpowiedzi.

Skarga na decyzję

Pawiński powtarza, że jego firma trafiła na listę niesłusznie i jest w stanie to udowodnić. - Chociażby dlatego powinniśmy zostać zaproszeni do rozmów, by to zweryfikować - dodaje. Tłumaczy, że w wyniku kolejnych zmian własnościowych częściowym udziałowcem koncernu kontrolującego spółki Maga Foods stał się podmiot, którego pośrednim właścicielem była grupa inwestycyjna, gdzie jednym z udziałowców był oligarcha Michał Friedman. - Decyzja o rozwiązaniu umów z podmiotami powiązanymi z Friedmanem (i wykupie wszystkich udziałów) nasi holenderscy właściciele podjęli tuż po wybuchu wojny - mówi. Podkreśla, że jest w posiadaniu aktu notarialnego przeniesienia udziałów z 31 marca 2022 r. (które przekazał polskim władzom). A podmioty holenderskie, które mają udziały w działającej w Polsce firmie, nie figurują w żadnych załącznikach do rozporządzeń Rady UE.
Firma opisuje, że w zeszłym tygodniu dostali zgodę na ponowne podłączenie prądu i gazu, jednak przechowywane surowce (żywność) i tak nadawały się do wyrzucenia. - Nasi dostawcy są poirytowani. Wśród nich jest ponad 60 gospodarstw rodzinnych, którym zalegamy po około kilkadziesiąt tysięcy złotych. Razem z pracownikami, kontrahentami, dostawcami jest ponad 2 tys. osób, których pośrednio dotknęły nasze kłopoty - wylicza.
Dlatego firma złożyła skargę na decyzję o umieszczeniu na liście sankcyjnej do WSA w Warszawie. - Jeśli sąd przyzna nam rację, będziemy walczyć o odszkodowanie - zapewnia.
Dariusz Kwiatkowski, radca prawny, przypomina, że w założeniu na krajową listę sankcji powinny trafiać jedynie podmioty współpracujące z osobami, instytucjami czy firmami z Rosji, które wspierają trwającą wojnę w Ukrainie. - Minister ma daleko idącą uznaniowość przy jej prowadzeniu - mówi. - To z kolei oznacza, że na polskiej liście sankcyjnej mogą się znaleźć podmioty, które właściwie nie mają nic wspólnego z trwającą wojną. Dotyczy to zwłaszcza przedsiębiorców, którzy utrzymują lub utrzymywali kontakty biznesowe z podmiotami rosyjskimi, lub w których strukturze korporacyjnej takie podmioty się znajdowały.
Radosław Płonka, ekspert prawa gospodarczego BCC, nie ma wątpliwości, że lista sankcyjna uderzająca w rosyjskich oligarchów powinna powstać. - Ale należy uwzględnić racje polskich pracowników, dostawców, którzy ewidentnie dostają rykoszetem. Dlatego decyzje KAS o odmrożeniu części aktywów, np. na wypłaty pensji dla pracowników powinny zapadać niezwłocznie - ocenia.

Decyzje KAS

Według stanu na 31 maja 2022 r. do szefa KAS wpłynęło 148 wniosków dotyczących zwolnienia środków finansowych i zasobów gospodarczych podmiotów objętych sankcjami. Złożyło je 75 podmiotów. Do 18 maja KAS pozytywnie rozpatrzyła dwa. Obecnie wydanych jest już 12 decyzji, z czego sześć dotyczyło wynagrodzeń.
- Niektóre z podmiotów składają odrębne wnioski na zwolnienie poszczególnych płatności czy konkretnych zasobów, co wpływa na liczbę wniosków. Część złożonych wniosków pochodzi od osób niebędących stroną postępowania. Powoduje to konieczność odmowy jego wszczęcia. Dotychczas odnotowaliśmy 21 takich odmów - słyszymy w resorcie finansów, które dodaje, że część wniosków ma też braki w przekazanych materiałach, które należy pouzupełniać. Wpływa to na czas rozpatrzenia wniosków.
Firma Medmix należy do tych, które pod koniec ubiegłego tygodnia dostały zgodę KAS na uruchomienie środków na wypłatę pensji pracownikom. To jednak nie zamyka sprawy, bo nie może np. wypłacić zaległości kontrahentom. - Wniosek w tej sprawie jest badany - mówi DGP jeden z jej dyrektorów. Medmix Poland objęto sankcjami, bo zgodnie z argumentacją resortu beneficjentem spółki jest Viktor Vekselberg powiązany z Putinem. Firma informuje nas, że te informacje nie są aktualne, a Vekselberg nie ma kontroli nad Medmix. MSWiA odrzuciło wniosek firmy o skreślenie z listy, bo jak tłumaczy „istotą nie jest tutaj szczegółowy zakres powiązań pomiędzy wnioskodawcą a Viktorem Vekselbergiem, ale sam fakt ich istnienia. Nieprawdziwe pozostaje również twierdzenie wnioskodawcy, że pośredni i mniejszościowy udział Viktora Vekselberga w MEDMIX ma charakter jedynie formalny i nie niesie za sobą nieograniczonych uprawnień korporacyjnych, które świadczyłyby o tym, że (...) sprawuje kontrolę nad MEDMIX”. - Mamy tu argumentację, dlaczego trafiliśmy na listę. Brakuje dyskusji nad rozwiązaniem, jakie kryteria spełnić, by z niej zostać skreślonym - mówi DGP dyrektor.

Zaległe pensje

Zaległe pensje pracownikom wypłaciła też Sulzer Turbo Services Poland. Ale, jak się dowiedzieliśmy, spółka nadal nie może regulować zobowiazań wobec kontrahentów, co uniemożliwia jej działalność. - Współwłaściciel naszej firmy, rosyjski oligarcha, jest objęty sankcjami od 2018 r., nie kontroluje firmy. Pieniądze zostają w Polsce lub w Europie. W żadnym innym kraju Sulzer nie przestał pracować - opisuje jeden z pracowników firmy.
Bartel Coal, na których terminalach składowane są tony węgla, to natomiast spółka, która wciąż czeka na decyzję KAS. - Mamy nadzieję, że zostanie wydana niebawem. To o tyle dla nas ważne, że mamy liczne wezwania do zapłaty, narastają odsetki, a pierwsi pracownicy złożyli wypowiedzenia w związku z brakiem pensji - słyszymy w firmie zatrudniającej 114 osób, która złożyła też wniosek do MSWiA i czeka na rozpatrzenie.
Dziś Wiesław Szczepański ma się spotkać z przedstawicielem MSWiA, a następnie z delegacją jednej z firmy i szwajcarskim ambasadorem, który zaangażował się w rozmowy. Na opozycji nie ma zgody na rozwiązanie zaproponowane przez stronę rządową. A tym, jak dotąd, jest zmiana konstytucji m.in. tak, by w sytuacji wojny czy zagrożenia wewnętrznego możliwy był przepadek mienia i częściowa nacjonalizacja firmy. Wówczas zniknąłby temat aktywów wątpliwego pochodzenia.

Sankcje nie są przeciwko polskim pracownikom

Rozmowa z Tomaszem Włostowskim kierującym brukselską kancelarią EU Strategies, specjalista w zakresie sankcji

ikona lupy />
Tomasz Włostowski kierujący brukselską kancelarią EU Strategies, specjalista w zakresie sankcji / Materiały prasowe
Czy lista sankcyjna MSWiA jest skutecznym i szczelnym rozwiązaniem, jeśli chodzi o przecięcie powiązań z podmiotami wspierającymi agresję w Ukrainie?
Unijny system sankcyjny jest według mnie głęboko dysfunkcjonalny, gdyż wymaga od każdego podmiotu pełnię wiedzy o tym, kto „kontroluje”, jest „właścicielem” (w tym również pośrednio) lub nawet „powiązanym” z ich kontrahentem. A skąd przeciętny człowiek lub mała polska firma zamawiająca usługę lub kupująca towar ma wiedzieć, że właściciel jej kontrahenta jest - przez pięć innych podmiotów z rajów podatkowych - ostatecznie kontrolowany przez osobę na liście sankcyjnej UE? Prawo UE niestety tego nie wyjaśnia.
W tym sensie byłem i jestem zwolennikiem powstania oficjalnej listy podmiotów, które uważane są za kontrolowane lub przedmiot własności takich podmiotów objętych sankcjami. To wzmacnia co do zasady pewność prawną i ułatwia obrót gospodarczy.
Czy można mieć dziś obawy, że kogoś na liście zabrakło, lub że ktoś trafił na nią „niezasłużenie”?
Zacznijmy od tego, że głównym instrumentem sankcyjnym nie jest nasza polska ustawa, ale akty prawne UE, czyli w przypadku sankcji na Rosję w związku z najazdem na Ukrainę rozporządzenie Rady 269/2014. Tam mamy listę w tej chwili 1175 osób fizycznych i 101 podmiotów bezpośrednio objętych sankcjami.
Biorąc pod uwagę, że oligarchowie rosyjscy objęci sankcjami są łącznie właścicielami tysięcy firm, mamy stuprocentową pewności, że polska lista sankcyjna nie jest kompletna. Ale to nie neguje jej przydatności, gdyż przynajmniej rozwiewa wątpliwości dotyczące tych firm, które na liście są. Zakładam, że nowe firmy będą dopisywane, w miarę jak ich struktura własnościowa będzie się stawała jaśniejsza.
Problem niesłusznego wpisania na listę oczywiście istnieje, ale dlatego są procedury, a - w ostatnim rozrachunku - droga sądowa, w tym przed sądami UE. Niemniej jednak pytanie, kto trafił na nią zasłużenie lub nie, jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje. W mojej ocenie rząd nie musi udowadniać w ogóle związku z Ukrainą. Wystarczy jedynie wykazać powiązanie z oligarchą objętym sankcjami.
Argument braku podstaw podają dziś firmy, składając wnioski o skreślenie z listy. Apelują o podjęcie rozmów. Czy dziś jest miejsce na taki dialog i kto powinien w nim uczestniczyć?
Firmy na liście, oraz ich pracownicy i menedżerowie nie dostrzegają szerszego kontekstu. Sankcje nie są wcale skierowane przeciwko nim, ale przeciwko ich właścicielom, których pracownicy czy lokalna kadra menedżerska może w ogóle nie znać ani, co gorsza, nie wiedzieć, kim oni są i co sobą reprezentują. Na tym polega system oligarchiczno-korupcyjny reżimu Putina - pieniądze wywożone są z Rosji, by następnie ukryć ich pochodzenie, prawdziwych właścicieli, później reinwestowane są w „normalne firmy”, których przychody wracają do oligarchów. Ci oligarchowie albo dorobili się dzięki szczególnym relacjom z Putinem bądź wspierają go finansowo, propagandowo czy businessowo. Sankcje nie są więc środkiem wymierzonym w polskich pracowników czy menedżerów, ale w tych odległych właścicieli. Polskie firmy, ich pracownicy i szefowie są poniekąd pionkami w bardziej skomplikowanej grze.
Przypomnę, że podstawowym kryterium wpisania na listę sankcyjną UE oligarchów jest wspieranie reżimu Putina bądź aktywność w sektorach dostarczających reżimowi Putina gotówki. Większość oligarchów budowała fortuny w sektorach wydobywczych czy prostego przetwórstwa kopalin i eksportowania tych produktów na Zachód: węgiel, ropa, gaz, aluminium czy produkty pochodne jak chemia czy stal. Tak więc trudno będzie udowodnić firmom kontrolowanym przez tych oligarchów, że zostały „niesłusznie” wpisane na listę polską.
Pada argument, że konsekwencje o odcięciu od dochodów m.in. rosyjskich oligarchów ponoszą firmy działające w Polsce, zatrudniające polskich pracowników. Czy tak jest faktycznie?
Faktycznie w przypadku zamrożenia aktywów, uniemożliwia się firmie nie tylko działalność handlową, ale również produkcyjną, zakup surowców, a także wywiązanie się z najprostszych zobowiązań. Wszystkie środki finansowe są zamrożone. Niemniej jednak prawo sankcyjne UE w większości przypadków pozwala wiele z tych problemów rozwiązać. Przykładowo: realizacja wcześniej zawartych kontraktów - w tym umów o pracę - i płatności z nich wynikające są zwykle dopuszczalne. Firma musi wcześniej uzyskać zgodę rządu, ale rząd może takie licencje udzielać. Dostawy już opłacone też mogą być zrealizowane. Pieniądze należne firmie objętej sankcjami można wpłacać, ale na specjalne konto (zamrożone). Prawo przewiduje więc wiele możliwości zdjęcia najcięższych ograniczeń. Co nie zmienia faktu, że firma nadal pozostanie objęta sankcjami, dopóki problematyczny właściciel z niej nie wyjdzie.
Rozmawiała Paulina Nowosielska