Egipt jest największym importerem pszenicy na świecie. Łącznie z Ukrainy i Rosji pochodziło 80 proc. dostaw. Teraz rząd szuka nowych dostawców. Jednym z nich miałby być Paragwaj. W kwietniu władze zakupiły 350 tys. ton pszenicy z Francji i Bułgarii, zapowiedziały kolejne dostawy z Indii, mimo że z powodu fali upałów uprawy nad Gangesem są w tym roku ograniczone. Naciskają też na własnych producentów. Według obliczeń „The Wall Street Journal” rząd nakazuje rolnikom zebrać w tym roku pszenicę wcześniej niż zwykle. Zamierza też kupić lokalnie o 57 proc. więcej zboża niż w roku poprzednim. Łącznie miałoby to być 5,5 mln ton. Urzędnicy ogłosili już aresztowanie 41 osób, którym zarzuca się złamanie nowych przepisów dotyczących żywności.
Kair stara się też o miliardy dolarów pożyczek i inwestycji od rządów sąsiednich krajów oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by móc dalej finansować program, w ramach którego 72 mln spośród 103 mln Egipcjan otrzymuje chleb i inne podstawowe produkty za bezcen. Gospodarka Egiptu mierzyła się z problemami jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie. W marcu bank centralny zezwolił na dewaluację funta egipskiego o 14 proc. w stosunku do dolara amerykańskiego, by utorować drogę do rozmów z MFW. Bank przyjął już 5 mld dol. od Arabii Saudyjskiej, wieloletniego patrona prezydenta Abda al-Fattaha as-Sisiego w celu zwiększenia swoich rezerw walutowych. W ubiegły czwartek władze podniosły też o 2 punkty stopy procentowe, próbując w ten sposób walczyć z najwyższą od prawie trzech lat inflacją.