Rozmowa z Zygmuntem Berdychowskim, przewodniczącym Rady Programowej Forum Ekonomicznego
Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego / foto: materiały prasowe
Tegoroczne hasło Forum Ekonomicznego to „Europa w obliczu nowych wyzwań”. Na jakie wyzwania zostanie położony nacisk podczas obrad Forum?
Reklama
Chodzi o wszystkie konsekwencje tego, co wydarzyło się po 24 lutego [dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę - red.]. Po pierwsze to przebudowa architektury bezpieczeństwa w Europie. Stoimy wobec bezprzykładnego aktu agresji, który po roku 1945 nie miał miejsca na Starym Kontynencie. Wojna, która została zafundowana Europejczykom przez Federację Rosyjską, niesie ze sobą konsekwencje geopolityczne i gospodarcze, ale też te dotyczące wielu różnych polityk, które na przestrzeni ostatnich lat były pokazywane jako fundament europejskiej tożsamości. Jeżeli mówimy np. o tym, że Europa miała być „zielona”, to widzieliśmy bardzo daleko idącą determinację Komisji Europejskiej w realizacji polityki klimatycznej, która miała zrewolucjonizować nie tylko energetykę, lecz także nasze życie społeczne i gospodarcze. Wojna zmieniła absolutnie wszystko. Zmusza do refleksji, która dotychczas nie była obecna w Europie.
Jaka to refleksja?

Reklama
Mniej więcej trzy lata temu Amerykanie po raz pierwszy mówili o tym, że bezpieczna dzięki Stanom Zjednoczonym Europa nie może równocześnie robić interesów z krajami, które są fundamentalnym zagrożeniem dla świata Zachodu. Amerykanie podkreślali zwłaszcza, że robienie interesów z Rosją i Chinami może grozić daleko idącymi konsekwencjami dla Europejczyków. Po wybuchu wojny w Ukrainie każdy musi na nowo układać puzzle związane chociażby z polityką klimatyczną. Trudno mi sobie wyobrazić, że miałaby ona być nadal realizowana w dotychczasowym kształcie. Wszyscy wiemy, że to jest niemożliwe. Trzeba sobie oczywiście dać czas. Przypomnę, że w ubiegłym roku zaczęliśmy dyskutować o tym, że już do 2030 r. będziemy mieli do czynienia z zieloną rewolucją. W tym roku już wiemy, że po pierwsze rewolucji nie będzie, bo odejście od węgla nie będzie napędzane przez gaz jako paliwo przejściowe, a na pewno nie w oparciu o gaz z Rosji. Po drugie musimy zdać sobie sprawę z tego, że energia ze źródeł odnawialnych, np. z paneli fotowoltaicznych, produkowana jest w oparciu o wafle krzemowe, które w 85 proc. wytwarzane są w Chinach. Metale ziem rzadkich będące podstawą produkcji śmigieł do wiatraków w 90 proc. wydobywane są w Chinach. W związku z tym, zwłaszcza po wybuchu wojny, trzeba na powrót rozmawiać o tym, w jaki sposób budować rzeczywistą niezależność, żeby nie znaleźć się w takiej sytuacji jak teraz, kiedy w dużej mierze bazowaliśmy na surowcach energetycznych z Rosji.
Podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Samorządów w Mikołajkach moderował pan dyskusję, której uczestnicy skłaniali się ku unii polsko-ukraińskiej. Jest pan zwolennikiem takiego rozwiązania?
Przede wszystkim byłem ogromnie zaskoczony, że w trakcie bardzo otwartego i oficjalnego wystąpienia sformułowano tego rodzaju propozycję. Została ona wysunięta przez lidera Polskiego Stronnictwa Ludowego, a więc partii, która dotychczas uchodziła za bardzo wstrzemięźliwą w składaniu daleko idących deklaracji dotyczących przyszłości naszej współpracy z sąsiadami ze Wschodu. W tym kontekście to było coś zupełnie nadzwyczajnego. Z drugiej strony to element dyskusji toczącej się obecnie w Polsce. Większość społeczeństwa rozumie, że wojna w Ukrainie i walka Ukraińców stanowią dla Polski nie tylko wyzwanie, jeżeli chodzi o zapewnienie pomocy militarnej czy humanitarnej, ale przede wszystkim w wymiarze politycznym. To moment, w którym partnerstwo, które dotychczas staraliśmy się budować i które cały czas wydawało się być niedoskonałym, odsuwanym na przyszłość projektem, staje się rzeczywistością. Polacy rozumieją, że Ukraińcy walczą również, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo. Ponadto skala pomocy, na którą zdecydowaliśmy się w związku z tą wojną, jest bezprecedensowa. Starajmy się z punktu widzenia Unii Europejskiej robić wszystko to, co możemy, aby wzmacniać Ukrainę w jej marszu do Europy i uchylać bariery, gdzie tylko można. Tak aby najszybciej, jak jest to możliwe, współpraca polsko-ukraińska miała miejsce również wewnątrz Unii. Takie porozumienie stworzyłoby w Europie Środkowej zupełnie nową jakość.
Jaki niosłoby ze sobą potencjał?
Potencjał przymierza polsko-ukraińskiego byłby niesamowity zarówno, kiedy mówimy o potencjalnej odbudowie gospodarki ukraińskiej, jak i wtedy, kiedy mówimy o znaczeniu politycznym wspólnego rynku, który byłby rynkiem prawie 80-milionowym, a tym samym porównywalnym z największymi gospodarkami UE. Zaczynamy rozmawiać o tym, że wspólnie możemy osiągnąć znacznie więcej, niż kiedy każdy z nas będzie próbował budować w Europie swoją pozycję samodzielnie. To działanie w imię polskiej racji stanu.
Instytut Studiów Wschodnich odegrał dużą rolę w budowaniu relacji polsko-ukraińskich jako wieloletni organizator Forum Polska-Ukraina oraz Forum Ekonomicznego, w którym uczestniczyło wielu gości z tego kraju. Czy podczas tegorocznego Forum w Karpaczu również spodziewa się pan licznej reprezentacji obywateli Ukrainy?
Już Europejski Kongres Samorządów pokazał, że pomimo toczących się działań wojennych, organizowane przez nas wydarzenie odbyło się z udziałem stosunkowo szerokiej liczby gości z Ukrainy. Sądzę, że Forum Ekonomiczne w Karpaczu odbędzie się z ogromnym udziałem gości z Ukrainy bez względu na to, czy wojna będzie się nadal toczyć, czy też nie. Trudno mi wyobrazić sobie aż tak negatywny scenariusz, żebyśmy nie byli gospodarzami konferencji, na której przynajmniej kilkadziesiąt wydarzeń wchodzących w skład programu będzie dotyczyło sytuacji Ukrainy i konsekwencji wojny w Ukrainie. To, co pokazaliśmy jako Forum Ekonomiczne na przestrzeni ostatnich lat, to rzeczywiste zaangażowanie na rzecz partnerstwa polsko-ukraińskiego, zmierzające do tego, aby wspierać aspiracje proeuropejskie Ukrainy. Nie ma też drugiego takiego wydarzenia w Europie Środkowej, w której tak wielu gości z Ukrainy rozmawiałoby o ważnych dla tego kraju sprawach. Obecność premiera Ukrainy w ubiegłym roku w Karpaczu była symboliczna. To, co chcemy osiągnąć w tym roku, to aby tego poziomu nie tracić i aby udało się uczynić z Karpacza miejsce, w którym bardzo wielu polityków z Zachodu będzie mogło doświadczyć z pierwszej ręki tego, o czym najczęściej rozmawiają Ukraińcy.
To czas, w którym spływają nominacje członków Rady Programowej Forum Ekonomicznego do nagrody znanej jako „Człowiek Roku”. Czy wśród kandydatów do tego tytułu znajduje się prezydent Ukrainy?
Na pewno prezydent Ukrainy znajdzie się w tym gronie. To wcale nie oznacza jednak, że taką nagrodę mu wręczymy, bo przypominam, że nagrody wręczamy wyłącznie tym gościom, którzy są osobiście obecni na Forum i bezpośrednio biorą udział w obradach. Nigdy dotychczas nie odstępowaliśmy od tej tradycji. ©℗