Reklama
Embargo na węgiel z Rosji oznacza deficyt tego surowca, obok ciepłowni i elektrociepłowni, głównie dla odbiorców indywidualnych. Już dziś dostęp do niego jest bardzo ograniczony, a problem ten będzie narastał.
Jak mówi Anna Senderowicz, analityczka PKO BP, agresja Rosji na Ukrainę wywindowała ceny węgla do rekordowych poziomów. - Perspektywa utrzymania wysokich cen powoduje, że odbiorcy już myślą o gromadzeniu zapasów przed następnym sezonem grzewczym - tłumaczy.

Węgiel ze 150 do 300 dolarów za tonę

W tej chwili tona węgla kosztuje dwa razy więcej niż przed wojną - to wzrost z ok. 150 dol. za tonę do ok. 300 dol. W pierwszym tygodniu marca węgiel był jeszcze droższy - notowania przekraczały 450 dol. za tonę.

Reklama
Jak dodaje Anna Senderowicz, krajowi producenci oferują odbiorcom indywidualnym surowiec tańszy od tego sprowadzanego z Australii czy Kolumbii, jednak popyt znacznie przewyższa podaż. Właśnie do klientów indywidualnych, którzy ogrzewają swoje domy węglem, ofertę kieruje sklep internetowy Polskiej Grupy Górniczej. Towar wyprzedaje się błyskawicznie, a klienci publikują w mediach społecznościowych skargi na trudności związane z zakupem węgla w e-sklepie PGG. Z czego to wynika? Zdaniem ekspertki PKO BP z atrakcyjnej ceny w porównaniu z cenami w składach.
Jak podaje rzecznik spółki Tomasz Głogowski, w I kw. 2022 r. PGG zbyła przez sklep internetowy 70 tys. ton węgla opałowego dla odbiorców indywidualnych. Tendencja tu jest wzrostowa. - Od początku sprzedaży węgla luzem (tj. od piątku, 11 marca 2022 r.) w kopalniach PGG obsłużyliśmy aż 22 364 klientów, do których trafiło 111 820 ton węgla w niezwykle atrakcyjnej cenie (w przedziale od 650 do 1175 zł za tonę) - informuje. Dla porównania w internecie na rynku komercyjnym ekogroszek oferowany jest za ok. 2 tys. zł za tonę.
Jak zaznacza rzecznik PGG, spółka zaopatruje gospodarstwa domowe po cenie producenta, „bez znaczącej marży narzucanej na rynku przez pośredników”. - Jesteśmy świadomi ogromnych trudności technicznych, które wystąpiły przy korzystaniu ze sklepu internetowego PGG i robimy wszystko, co możliwe, aby na bieżąco umożliwić klientom zakup towaru. Partie towaru uzupełniane są trzykrotnie w ciągu doby o podanych porach (ok. godz. 10, 13 i 18) - wyjaśnia.

Limit ilościowy dla gospodarstw domowych

Według niego eliminowane są m.in. praktyki spekulacyjne oraz działanie „nieuczciwego zewnętrznego oprogramowania (tzw. botów zakupowych)”. Przyjęto limit ilościowy (5 ton na jedno gospodarstwo domowe w ciągu 12 miesięcy) oraz wymóg poświadczenia przez klienta, że zużyje on zakupiony w PGG węgiel wyłącznie na własne potrzeby grzewcze, bez możliwości odsprzedaży surowca na rynku. - Wszystkie kopalnie PGG pracują obecnie z pełną mocą, a całość wydobycia kierowana jest do sprzedaży. PGG zamierza w 2022 r. wyprodukować ok. 3,4 mln ton węgla opałowego, co pokryje ok. 30 proc. zapotrzebowania w tym segmencie rynku - zapowiada Tomasz Głogowski.
Dodatkowo - jak mówi - do umów wiążących PGG z autoryzowanymi sprzedawcami (sieć ok. 300 składów w Polsce to podstawowy kanał dystrybucji węgla opałowego ze spółki) wprowadzono nowe zapisy o cenach sugerowanych przez producenta. Jak zapewnia, spółka przez cały czas pracuje nad takim modelem dystrybucji węgla opałowego, który będzie służył potrzebom klientów i zapewni im węgiel dobrej jakości za rozsądną cenę.
Zbigniew Gidziński, doradca przewodniczącego Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności ds. polityki klimatycznej, przewiduje jednak, że sytuacja znacznie pogorszy się przed sezonem zimowym. - Ceny w internecie będą pod kontrolą, ale u handlarzy bardzo duże - wskazuje. Wyjaśnia, że asortyment dla odbiorców indywidualnych sprowadzany był głównie z Rosji, bo Polska ma takiego węgla mało.

Czy będzie import z nowych kierunków?

Wtóruje mu Włodzimierz Ehrenhalt, główny ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców ds. energetyki. - Wobec zaprzestania importu z Rosji mamy dziurę węglową na poziomie 4-5 mln ton, która dotyczy odbiorców indywidualnych. Ten problem do zimy będzie narastał - spodziewa się. Według niego szybko problem można załatwić tylko importem. Skąd? Jak podaje Ministerstwo Aktywów Państwowych, spółki Skarbu Państwa prowadzą rozmowy nad pozyskaniem dostaw z nowych rynków oraz nad zwiększeniem wykorzystania obecnych kierunków importu (Australia, Czechy, Kanada, Kazachstan, Kolumbia czy USA).
Jednak, jak zauważa analityk rynku energii Krzysztof Kępa, nie jest łatwo szybko znaleźć substytut z Kolumbii, RPA czy Australii i zakontraktować jego import. - Bez wątpienia zarobią na tym pośrednicy i traderzy z portów ARA - Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia. On także spodziewa się wzrostów cen. - Zapłacą polscy odbiorcy końcowi energii elektrycznej i ciepła już jesienią. W tym roku nie będzie typowej dla tego rynku korekty sezonowej, która umożliwiała dokonanie tańszych zakupów uzupełniających zapasy - dodaje.
Jego zdaniem węgla na rynku brakuje także dlatego, że MAP dąży do zaopatrzenia przede wszystkim spółek strategicznych. - Dla pozostałych odbiorców pozostaje walka o dostawy spoza UE, co jest trudne na stale zmieniającym się rynku - konkluduje.

Pompa ciepła zamiast węgla?

Jaką alternatywę mają indywidualni odbiorcy? Jak mówi mec. Agnieszka Warso-Buchanan, szefowa programu „Czyste powietrze” w ClientEarth, przy wsparciu państwa trzeba postawić na inwestycje w pompy ciepła z fotowoltaiką, połączone z efektywną termomodernizacją. To zresztą, jak wskazuje, już się dzieje, bo w marcu z udziałem publicznych pieniędzy Polacy najchętniej wymieniali kopciuchy właśnie na pompy ciepła. Instalacje takie dofinansowywane są - po spełnieniu warunków - z programu „Czyste powietrze”, a dla nowo budowanych domów z programu „Moje ciepło”. - W tym momencie w najkorzystniejszej sytuacji są mieszkańcy gmin, które albo wprowadziły już zakaz spalania węgla, jak Kraków, albo ograniczyły dotacje dla ogrzewania węglowego - podsumowuje prawniczka, przekonując, że rząd, nie czekając do 2040 r., powinien zdecydować o szybszym odejściu od spalania węgla w domach.