Reklama

Co jest większym wyzwaniem w regionie – wojna czy inflacja?

Spotykamy się dzisiaj w niezwykle trudnych okolicznościach. Gospodarka europejska dopiero co zdążyła się otrząsnąć po kryzysie pandemicznym, gdy – zaraz za naszą granicą – wybuchła wojna. Oczy całego świata skierowane są na dramat naszych braci i sióstr, walczących o niepodległą Ukrainę, oraz tych, którzy zostali zmuszeni do gwałtownego opuszczenia swojej ojczyzny i szukają schronienia poza jej granicami. Wybuch wojny w Ukrainie spowodował, że po raz kolejny w przeciągu dwóch lat gospodarka robi krok w tył. Trudno jednak jeszcze dokładnie oszacować jej wpływ na gospodarkę. Wczesne scenariusze OECD zakładają, że wojna zredukuje tegoroczny światowy wzrost gospodarczy o około 1 pp i przyspieszy inflację o 2.5 pp. Dla gospodarek sąsiednich straty będą większe – proporcjonalnie do skali powiązań z Ukrainą, jak i ekspozycji na wprowadzone sankcje na Rosję i Białoruś.

Co do wyzwań, to Europę czeka zredefiniowanie swojego miejsca w globalnych łańcuchach dostaw oraz kwestii niezależności energetycznej. Przez wiele lat produkcja była przenoszona poza granice UE, kształtowaliśmy główne łańcuchy dostaw kierując się przede wszystkim kwestią kosztów produkcji.

Jako Europejski Bank Inwestycyjny stawiamy przede wszystkim na wspieranie transformacji energetycznej i rozwój nowoczesnych technologii. Rozmawiając o wyzwaniach, jakie teraz stoją przed gospodarką, widzimy bardzo wyraźnie, że obrany kierunek dywersyfikacji źródeł energii, budowania efektywności energetycznej, wykorzystanie technologii, które są mniej energochłonne i pracochłonne jest rozwiązaniem adekwatnym. A jeżeli do tego dodamy obecny kontekst geopolityczny i wojnę, to ten obraz uzupełnia kwestia niezależności energetycznej i technologicznej budowanej na nowych technologiach i dekarbonizacji. Na to grupa EBI, jako ramię finansowe EU, stawia.

Reklama

A to nie wymaga zmiany podejścia do kwestii dekarbonizacji i jego tempa? Czy wojna nie podważyła niektórych kanonów, na których do tej pory swoją politykę układała UE i podległe jej instytucje?

Jako bank klimatu mówimy o dekarbonizacji w szerszym zakresie. Mówimy o odejściu od paliw kopalnych i przejściu do różnych alternatywnych źródeł energii w określonych ramach czasowych. Zobowiązaliśmy się do tego, by zmobilizować do 2030 r. ponad 1 bln euro na zielone inwestycje. To jest nasz realny wkład w dekarbonizację. Oznacza ona nie tylko odejście od paliw kopalnych, ale również rozwinięcie nowych technologii i nowych sposobów pozyskiwania, magazynowania i dystrybucji energii. Dzisiaj problem polega nie tylko na tym z czego pozyskujemy energię, ale również na tym, w jaki sposób tą energią zarządzamy w ramach UE. Budując nowe systemy przesyłowe pomiędzy krajami Unii jesteśmy w stanie bardzo szybko zarządzać nadwyżkami energii w jednym państwie członkowskim, przesyłając je do innego. EBI już realizuje takie projekty, co powoduje, że jesteśmy w stanie określić, jakie jest zapotrzebowanie na energię i dowolnie przesuwać nadwyżki energetyczne.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie tyle czynnik geopolityczny co inflacyjny wprowadza dużą niepewność. Część z nich wstrzymuje inwestycje. Podobnie samorządy. Czy inflacja jest problemem? Jak nią można zarządzić?

Nasze badania pokazują, że 7 na 10 przedsiębiorców w UE wskazuje wzrost niepewności jako decydujący czynnik wyhamowujący podejmowanie decyzji inwestycyjnych. W Polsce to nawet 9 na 10 przedsiębiorców. Inflacja jest jednym z elementów, który taką niepewność nasila. Przy czym należy zaznaczyć, że kanałów transmisji impulsów inflacyjnych jest wiele oraz że zachodzi pewna koincydencja wielu czynników na raz. Z jednej strony mamy ożywienie po pandemii, gospodarka się podnosi, mamy wzmożony popyt, który powoduje presję inflacyjną. Dodatkowo mamy wzrost cen surowców i wojnę, która ten wzrost cen w oczywisty sposób napędza. Ale też w trakcie pandemii mieliśmy, i mamy do dzisiaj, dość luźną politykę monetarną. Uruchomienie instrumentów polityki fiskalnej nakierowane na wspieranie gospodarki w bardzo trudnym pandemicznym czasie, też się do tego przyczyniło.

Czyli w trakcie wychodzenia z tej recesji popyt błyskawicznie rósł, a razem z nim ceny, bo było dużo pieniądza?

Myślę, że szybka odbudowa ożywienia gospodarczego, jakiego byliśmy świadkami już w ubiegłym roku, zasypywanie tych ogromnych wyrw, które spowodowała pandemia nie było by możliwe bez szybkiej i adekwatnej reakcji ze strony finansów publicznych. Zarówno na poziomie UE jak i na poziomie krajowym wystąpiła szybka reakcja w postaci wsparcia płynnościowego dla sektora ochrony zdrowia oraz dla przedsiębiorstw, zwłaszcza MSP. Pozwoliło to uniknąć najgorszego – niekontrolowanego wzrostu stopy bezrobocia. Natomiast sądzę, że wszyscy się spodziewali, że w średniej perspektywie presja inflacyjna stanie się widoczna.

Ale chyba nie aż tak?

Dziś bardzo trudno oszacować, który z tych współwystępujących elementów jest tym decydującym. Tym bardziej, że kiedy wychodziliśmy z pandemii i odbudowywaliśmy gospodarkę, wybuchła wojna, która dostarczyła nowych impulsów inflacyjnych. W związku z tym, ceny gazu w Europie są obecnie ponad 10 razy wyższe niż rok temu, podczas gdy w tym samym okresie koszt ropy prawie się podwoił. Ukraina i Rosja są ważnymi producentami pszenicy, nawozów i metali wykorzystywanych w przemyśle, np. niklu czy palladu. Zakłócenia w produkcji podstawowych surowców w bezpośredni sposób przekładają się na wzrost cen i problemy w kontynuacji produkcji. Szczególnie istotne są zakłócenia w łańcuchach dostaw produktów rolnych (tj. zbóż czy nawozów), które zagrażają bezpieczeństwu żywnościowemu w szczególności na rynkach wschodzących i krajach o niskich dochodach.

Dziś chyba już wszyscy zdają sobie sprawę, że ustabilizowanie się inflacji powyżej celu inflacyjnego w średnim okresie jest bardzo prawdopodobne. Zarówno w Polsce jak w strefie euro. Co więcej, rośnie ryzyko stagflacji, czyli zjawiska, w którym obserwujemy jednocześnie stagnację gospodarczą i rosnące ceny.

Czy ma pani wrażenie, że banki centralne są w stanie walczyć z tą inflacją tymi narzędziami, jakie posiadają?

Jeśli weźmiemy pod uwagę dynamikę procesów inflacyjnych i skomplikowaną koincydencję czynników, jakie wystąpiły, to instrumenty polityki monetarnej wydają się być niewystarczające. Tu trzeba koordynacji instrumentów polityki monetarnej z instrumentami polityki fiskalnej. Luźna, gołębia polityka monetarna w krajach strefy euro oddziaływała przez dość długi czas na gospodarki, ale EBC w marcu ogłosił redukcję programu skupu obligacji. Ten koniec luzowania ilościowego musi być skoordynowany z instrumentami polityki fiskalnej, czyli z jednej strony nie dolewać oliwy do inflacyjnego ognia, a z drugiej strony odpowiedzieć na najbardziej naglące potrzeby związane z wojną. Dobrze prowadzona polityka fiskalna może pomóc złagodzić wpływ wojny na popyt zagregowany, a tym samym wesprzeć politykę pieniężną w dążeniu do stabilności cen.

Przede wszystkim należy pamiętać, że inwestycje są kluczowe dla rozwoju gospodarczego. Nie można „wylać dziecka z kąpielą”’, tzn. nie można w ramach walki z inflacją dokonywać cięć w inwestycjach.

Na ile możliwy jest teraz zwrot fiskalny, wprowadzenie skutecznej polityki w walce z inflacją. Bo widzimy chęć do tworzenia osłon czy poduszek dla ochrony ludności przed skutkami bardzo wysokiej inflacji. A z drugiej strony w Polsce jesteśmy po etapie kilku lat ekspansywnej polityki fiskalnej, gdzie wszyscy się przyzwyczaili albo do jakichś transferów społecznych czy do firm, jak w przypadku tarcz antycovidowych. Z punktu widzenia polityki wydatkowej jest oczekiwanie: jest problem, załatwmy to transferami.

Wykorzystanie instrumentów polityki fiskalnej do łagodzenia skutków czy szoków na rynkach to praktyka, która ma bardzo długą historię. W poprzednim kryzysie, w 2008 r., również uruchomiono wszelkie możliwe instrumenty, aby pieniądz popłynął szerokim strumieniem. Pozytywnie oceniam to, że tarcze anty-pandemiczne zostały uruchomione szybko sprawnie i w adekwatnej do sytuacji wysokości. Jako EBI partycypowaliśmy w tarczy anty-pandemicznej udzielając finansowania PFR. W 2020 r. było to 500 mln zł i 2 mld zł w ubiegłym roku. Tego typu wsparcie było niezwykle potrzebne i udane.

Obecnie jednak, kiedy gospodarka UE powraca do poziomu sprzed kryzysu pandemicznego, wygaszane są kryzysowe programy pomocowe, warto podejmować wysiłki w zakresie konsolidacji wydatków w sektorze finansów publicznych. Natomiast wsparcie fiskalne powinno być ukierunkowane tak, aby nie zwiększać presji cenowej w średnim okresie. Priorytetem są inwestycje w zmiany strukturalne, to one będą kreować dynamikę przyszłego wzrostu gospodarczego. Do tego trzeba wykorzystać instrumenty polityki fiskalnej. Warto też poddać pod dyskusje wykluczenie, przynajmniej w części, wydatków stricte inwestycyjnych, np. na zieloną i cyfrową transformację, przy szacowaniu deficytu strukturalnego.

Rozumiem, że nasze działania muszą być nakierowane na konsumpcję przy jednoczesnym zachowaniu potencjału inwestycyjnego, ale to w skali Europy może być trudne społeczno-politycznie.

Te napięcia społeczno-gospodarcze wiążą się zarówno z pandemią jak i wojną na Ukrainie. Uważam, że mądry balans między instrumentami polityki monetarnej i fiskalnej to wystarczające instrumentarium, żeby w średnim i długim terminie sytuacja zmierzała do stabilności. Dziś, będąc świadkami tego dramatu, który mamy za naszą wschodnią granicą powinniśmy myśleć w kolejności o trzech rzeczach. Po pierwsze - to wsparcie płynnościowe, wsparcie potrzeb bieżących. Zaledwie tydzień po inwazji bank zatwierdził uruchomienie pierwszej transzy w wysokości 668 mln euro, które zostały rozdysponowane przez władze ukraińskie. Po drugie - dziś pracujemy nad kolejnym pakietem solidarnościowym w wysokości 4 mld euro, który ma wesprzeć inwestycje w krajach UE, które przyjmują uchodźców i mierzą się z problemem zapewnienia mieszkania, opieki medycznej, absorbcji na rynku pracy, szkół itd. I wreszcie trzeci krok, długoterminowy, to odbudowa Ukrainy po wojnie.

A czy bank ma szacunek kwot potrzebnych do odbudowy Ukrainy?

Wydaje się, że jest zbyt wcześnie na podanie dokładnych szacunków co do skali nakładów na odbudowę. Nie wiemy kiedy i w jaki sposób ta wojna się zakończy. Oby jak najszybciej. Bowiem nie chodzi tylko o odbudowę infrastruktury, która uległa zniszczeniu. Proszę pamiętać, że Ukraina przed wojną zmagała się również z problemem transformacji energetycznej. To również pewna przebudowa struktury gospodarki. Z rozmów które prowadziliśmy ze stroną ukraińską jeszcze przed wojną, wiem, że po stronie ukraińskiej jest wola, by takie strategie formułować. Kluczem do odbudowy po wojnie jest współpraca międzynarodowych instytucji finansowych. Połączenie sił międzynarodowych instytucji finansowych, tj. EBOR, Bank Światowy, MFW, by taki program przygotować wspólnie ze stroną ukraińską, jest niezwykle istotne.

Na ile Polska może być beneficjentem tych działań?

Opracowujemy program solidarnościowy w kwocie 4 mld euro na lata 2022-23 Polska przyjęła najwięcej uchodźców z Ukrainy – wedle szacunków ok. 2 mln. Polska powinna być głównym beneficjentem tego programu. Jesteśmy w trakcie rozmów z BGK, naszym wieloletnim partnerem w Polsce, który przygotowuje się do wsparcia infrastruktury socjalnej dla uchodźców. Rozmawiamy o finansowaniu, aby EBI przez BGK mogło taki program wesprzeć.

Kiedy pojawią się szczegóły?

W ciągu kilkunastu tygodni. Wynegocjowanie programu trwa. Myślimy o dość dużej kwocie operacji, wchodzi w grę objęcie emisji obligacji BGK.

To byłyby środki na…

EBI będzie współfinansować przede wszystkim Infrastrukturę potrzebną w regionach które przyjmują uchodźców tu w Polsce.

U części polskich przedsiębiorców, pojawia się przekonanie, że fala uchodźców pomoże rynkowi pracy, a odbudowa Ukrainy będzie inwestycyjną okazją.

Postrzeganie wojny w kategoriach okazji inwestycyjnych jest mocno wątpliwe. Trudno w tej dramatycznej sytuacji mówić o jakimś optymistycznym scenariuszu. Immanentną cechą przedsiębiorcy jest podejmowanie ryzyka i poszukiwanie szans. Stąd być może ten optymizm, jaki widzimy np. po pandemii. Wielu przedsiębiorców również w pandemii potrafiło wykorzystać te bardzo trudne warunki i przekuć je w szansę. Np. dygitalizować swoją firmę, uruchamiać platformy internetowe, żeby sprzedawać produkty i usługi. Raczej przebudowa łańcuchów dostaw, postawienie na to, by produkcja pewnych krytycznych elementów odbywała się w krajach UE, może być postrzegana przez przedsiębiorców jako biznesowa szansa.

Gdzie EBI widzie teraz inwestycyjne szanse?

W ubiegłym roku wsparliśmy w Polsce inwestycje w kwocie 6,5 mld euro. To rekordowa kwota w historii działalności EBI w Polsce. Polska znalazła się na 4 miejscu wśród krajów członkowskich – za Francją, Włochami i Hiszpanią. Finansowaliśmy przede wszystkim infrastrukturę, czyli zrównoważony rozwój miast i regionów – z naszego finansowania skorzystały np. Kraków, Szczecin, Wrocław, Częstochowa i inne miasta. Transport niskoemisyjny, infrastruktura wodno-kanalizacyjna, rewitalizacja terenów – to kolejne przykłady wspieranych przez nas obszarów. Kolejna dziedzina to innowacje i cyfryzacja. W zeszłym roku Grupa EBI sfinansowała w Polsce niema półtora miliarda euro przedsięwzięć związanych z innowacyjnością, cyfryzacją oraz wsparciem rozwoju kapitału ludzkiego. Jest to niemal 20% więcej niż rok wcześniej. Bliska mojemu sercu kategoria to finansowanie badan naukowych – Polska Akademia Nauk czy Narodowe Centrum Nauki, które udostępnia granty badawcze. Razem to ponad pół miliarda euro. Gdzie są te szanse? W infrastrukturze, innowacjach, badaniach naukowych, czy chociażby wsparciu małych i średnich przedsiębiorstw. Dziś przedsiębiorcy widzą szanse nie tylko w pozyskiwaniu klasycznego długu, szukają innych instrumentów finansowych, bowiem wyszli z pandemii z bilansami bardzo obciążonymi długiem. Dziś poszukują instrumentów, które umożliwiają podział ryzyka. Bo projekty, o których mówimy, wysoko innowacyjne, to są projekty o wyższym poziomie ryzyka. Stąd też EBI chce podejmować większe ryzyko po to, by przedsiębiorcy z kolei mogli finansować te projekty. Powinno to być ważną stymulantą procesów gospodarczych. Tylko w ubiegłym roku MSP w Polsce otrzymały dofinansowanie ze strony Grupy EBI w wysokości 1,780 mld euro. 65% finansowania stanowiły kredyty EBI a 35% to były gwarancje i inwestycje kapitałowe z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego.

We wspieraniu transformacji energetycznej najważniejsze będzie dofinansowanie OZE, czy może modernizacja sieci?

BI to bank klimatu UE. Przyjęliśmy klimatyczną mapę drogową, która wytycza kierunki finansowania zgodne z porozumieniem paryskim. Dlatego bardzo mocnym warunkiem jest jego przestrzeganie. I dekarbonizacja. W tych ramach finansujemy np. transport niskoemisyjny czy termomodernizację budynków użyteczności publicznej i innych. Ważne jest racjonalne wykorzystanie energii w sieciach przesyłowych i budowa nowych połączeń. W ubiegłym roku EBI zatwierdził kilka projektów budowy interkonektorów, które łączą sieci przesyłowe pomiędzy krajami UE, tworząc sieci bezpieczeństwa energetycznego.

Na ile Polska zostaje w tyle, jeśli chodzi o realizację projektów transformujących naszą energetykę?

Warto zaznaczyć, że obecnie 42 proc. portfela EBI w Polsce to są inwestycje związane z klimatem i środowiskiem. Czy to jest mało? Jako bank zobowiązaliśmy się, że do 2025 r. przynajmniej połowa naszego portfela inwestycji to będą inwestycje w klimat i środowisko. Dziś 42 proc. to wynik, który tylko o 1 pkt proc. odbiega od średniej banku – 43 proc. Cieszę się, że transformacja energetyczna w Polsce nabiera dynamiki. Wojna w Ukrainie pokazała, że uniezależnienie się od surowców kopalnych ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia klimatu, ale również z punktu widzenia strategicznej autonomii. Życzyłabym sobie, by tempo było jeszcze szybsze, ale obecną sytuację w kontekście kierunku oceniam pozytywnie. Do tego potrzebne jest finansowanie i dobre projekty. W ubiegłym roku tylko na rzecz OZE w Polsce Grupa EBI przeznaczyła 1,1 mld euro. Wspieramy dekarbonizację na różnych poziomach. Współfinansujemy również projekty inwestycyjne w kluczowych spółkach, tj. Tauron (2,8 mld PLN), Orlen (180 mln EUR), Energa (150 mln EUR), czy PKP Intercity (2 mld PLN) wspierając niskoemisyjny transport.


Rozmawiali: Grzegorz Osiecki, Marek Tejchman

Prof. Teresa Czerwińska, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego, była minister finansów / zelaznastudio.pl/Materiały prasowe