Profesor Lars Peter Hansen przekonuje w wywiadzie „Iluzja wyjątkowości” (DGP nr 74/2022), że walka ze zmianami klimatycznymi powinna być domeną polityki fiskalnej, a nie monetarnej czy sektora bankowego. Noblista argumentuje, że banki centralne nie powinny zajmować się wyceną ryzyka zielonych inwestycji, gdyż ich nadrzędnym celem jest dbanie o stabilność finansową. To prawda: odpowiedzialność za transformację w kierunku gospodarki niskoemisyjnej spada przede wszystkim na rządy. Transformacja sektora energetycznego nie uda się jednak bez sektora finansowego oraz polityki monetarnej. Co więcej, zmiany klimatyczne są zagrożeniem dla stabilności finansowej, co jest przecież wyzwaniem dla banków centralnych.
Pierwszy raz
Reklama
Transformacja w kierunku gospodarki niskoemisyjnej jest procesem bezprecedensowym w historii ludzkości. Dotychczasowe rewolucje energetyczne – np. przejście od drewna do węgla – miały zawsze podobną dynamikę: pojawiało się nowe paliwo, które było bardziej wydajne, a także tańsze. Obecnie musimy dokonać zmiany na olbrzymią skalę, aby zastąpić bardziej wydajne paliwa mniej opłacalnymi ekonomicznie źródłami energii, których wykorzystanie jest zależne od ograniczonych zasobów metali ziem rzadkich, a dodatkowo wymaga od 100 do 1000 razy większych gruntów, niż obecnie są wykorzystywane do wytwarzania energii (jedna z największych farm wiatrowych na świecie – w Roscoe w Teksasie – o mocy zainstalowanej 781 MW energii zajmuje powierzchnię 40 tys. ha). Inwestycje w energię odnawialną są drogie i obarczone wyższym ryzykiem niż w tradycyjne źródła energii. Istniejąca infrastruktura dla paliw kopalnych jest warta globalnie 20 bln dol. To źródło olbrzymich pieniędzy dla inwestorów, którzy nie są skłonni go porzucić dla niepewnych zysków w sektorze energii odnawialnej. A ta wymaga choćby olbrzymich inwestycji w infrastrukturę właśnie.
Konsensus naukowy jest jednak jednoznaczny: działalność człowieka od czasów rewolucji przemysłowej przyczynia się do dramatycznie narastającej emisji dwutlenku węgla. Zmiany klimatyczne powodują z kolei utratę bioróżnorodności (wiele gatunków zwierząt zagrożonych jest wyginięciem), a także zwiększają częstotliwość anomalii pogodowych i katastrof naturalnych. Coraz częściej występujące tornada, powodzie czy susze powodują straty ekonomiczne, które będą coraz większe. Odejście od paliw kopalnych jest więc nieuniknione.

Reklama
Ryzyko z każdej strony
Ogólnie rzecz biorąc, stabilność finansowa jest w tym kontekście wystawiona na ryzyko, które można nazwać fizycznym, a ponadto na ryzyko transformacji. To pierwsze jest związane właśnie z realnymi stratami w gospodarce w wyniku katastrof naturalnych – niszczących uprawy czy zabudowania. Jeżeli wiele osób naraz potrzebuje odszkodowań na pokrycie szkód w wyniku katastrof, to stwarza to ryzyko niewypłacalności sektora ubezpieczeń. Straty mogą też doprowadzić do kaskady bankructw firm dotkniętych kataklizmami i powiązanych z nimi przedsiębiorstw, od których kupują one np. środki produkcji. W czarnym scenariuszu może to nawet zagrozić płynności finansowej banków komercyjnych, udzielających pożyczek firmom w tym łańcuchu dostaw.
Ryzyko związane z transformacją ma inny charakter i wpływa bezpośrednio na stabilność finansową. Odejście od paliw kopalnych doprowadzi do dewaluacji wartości aktywów firm, wpływając na bilans instytucji finansowych, które je posiadają. To atrakcyjne aktywa, ponieważ wejście w nie jest często dotowane albo zabezpieczane przez państwa.
Skala takich inwestycji nie zawsze jest łatwa do oszacowania. Kiedy ABP, jeden z największych funduszy emerytalnych, ogłosił, że odejdzie od inwestowania w paliwa kopalne, wskazywał, że to 3 proc. jego inwestycji. Nie uwzględnił jednak w tych wyliczeniach faktu, że 29 proc. jego środków było ulokowane w funduszach, które inwestują w paliwa kopalne. Właśnie takie ukryte zależności instytucji finansowych stwarzają ryzyko, że spadek wartości aktywów paliw kopalnych może zagrozić stabilności finansowej. Stefano Battiston, profesor zrównoważonych finansów na Uniwersytecie w Zurichu, wykazał, że poprzez bezpośrednie i pośrednie powiązania aktywów instytucji finansowych ponad 40 proc. portfeli funduszy emerytalnych w Unii Europejskiej jest narażonych na ryzyko związane z dewaluacją aktywów w sektorze paliw kopalnych.
Pola działania
Ryzyko związane ze zmianami klimatycznymi jest na tyle realne i poważne, że osiem państw ustanowiło w 2017 r. grupę Network for Greening the Financial System (NGFS). Obecnie sieć ta zrzesza 83 banki centralne, które wspólnie opracowują zalecenia wobec zmian klimatycznych. Z kolei Fed, idąc w ślady Bank of England, zapowiedziała nowe instrumenty do analizy ryzyka zmian klimatycznych, dając do zrozumienia, że rolą banku centralnego powinna być pomoc bankom komercyjnym w łagodzeniu ich ekspozycji na takie ryzyko. Nadzieją napawa także ubiegłoroczny szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow, podczas którego 450 instytucji finansowych zadeklarowano 130 mld dol. – równowartość 40 proc. światowych aktywów finansowych – na pomoc w osiągnięciu celów klimatycznych. Jednak to sektor publiczny powinien nadawać ramy polityki klimatycznej.
Tu pojawia się rola banków centralnych w transformacji energetycznej. Nadrzędną ich rolą jest zapewnienie stabilności sektora finansowego dzięki regulowaniu podaży pieniądza, co robią poprzez zwiększanie/zmniejszanie poziomu stopy redyskontowej, zakup/sprzedaż papierów wartościowych lub ustalanie poziomu stopy rezerw obowiązkowych. Banki centralne inwestują także w aktywa finansowe niezwiązane z polityką pieniężną. I tu mamy problem. Polityka skupowania aktywów Europejskiego Banku Centralnego do tej pory faworyzowała sektor odpowiedzialny za emisję dwutlenku węgla, a tym samych przyczyniała się do umocnienia obecnego systemu opartego na paliwach kopalnych. Banki centralne mają narzędzia, aby temu zapobiegać. Mogą np. skupować aktywa niskoemisyjnych firm lub inwestować w zielone obligacje (green quantitative easing). Do tego ostatniego w 2021 roku zobowiązał się Narodowy Bank Polski. Bank centralny może także różnicować wymagany poziom rezerw utrzymywanych przez banki komercyjne w zależności od tego, czy finansują one inwestycje w energię odnawialną, czy kopalną. Każda z tych polityk ma swoje plusy i minusy, każda wymaga głębszej debaty. Skoro jednak instytucje finansowe są powiązane z sektorem energetycznym, to banki centralne – dbające o stabilność finansową – nie mogą się uchylać od odpowiedzialności za stworzenie warunków sprzyjających transformacji energetycznej. Sam wymóg uwzględniania przez banki i inwestorów ryzyka klimatycznego w wycenach sprzyjałby inwestycjom w energię odnawialną.
Bankowcy i finansiści w swojej codziennej pracy tradycyjnie używają modeli równowagi ogólnej albo zintegrowanych modeli oceny wpływu. Opierają się one na założeniu równowagi i racjonalności uczestników, opisują skomplikowane mechanizmy za pomocą uproszczonych równań. Nie uwzględniają kosztów środowiskowych ani powiązań sektora finansowego z realną gospodarką, a więc nie pozwalają na ocenę ryzyka klimatycznego. W ostatnich latach powstało wiele nowych modeli (tzw. trzecia fala modelowania ekonomicznych skutków zmian klimatycznych). Są to modele wieloagentowe czy tzw. modele stock-flow consistent, których rola była do tej pory marginalizowana. Zrywają one z założeniem pełnej racjonalności i zajmują się dynamiką gospodarek poza punktem równowagi, zakładając, że nie jest on realistycznym opisem rzeczywistości. Pokazują ekonomię jako sieci firm, banków i konsumentów, w bardziej realistyczny sposób niż dotychczas opisując ich zachowania i interakcje pomiędzy podmiotami gospodarczymi. Okazało się to pomocne w analizie systemowego ryzyka, w tym finansowego.
Same modele nie zmienią jednak świata. Obecna sytuacja to błędne koło: transformacja sektora energetycznego wymaga inwestycji w energię odnawialną, które są obarczone ryzykiem. Z tego powodu sektor finansowy preferuje zaangażowanie w paliwa kopalne, co zwiększa rentowność oraz dominację tego sektora. Cały system finansowy jest więc od tych inwestycji zależny. To powoduje, że odejście od nich staje się dla niego czynnikiem ryzyka. Jeżeli jednak tego nie zrobimy, to w przyszłości narazimy się na olbrzymie straty, które także będą zagrażały stabilności finansowej. Aby przełamać ten impas, potrzebna jest skoordynowana polityka na wielu polach. Bez udziału sektora finansowego transformacja energetyczna z całą pewnością nie jest możliwa. ©℗
Autorka naukowo zajmuje się badaniem procesów przemian w kierunku zrównoważonego rozwoju

Przeczytałeś ten artykuł, zapraszamy do udziału w badaniu

Podziel się opinią na temat tekstów z Dziennika Gazety Prawnej. Wypełnij ankietę i odbierz prezent e-book: Kodeks Kierowcy. Zmiany 2022