Reklama
Według danych Światowego Stowarzyszenia Stali (WSA) globalna produkcja stali wyniosła w 2021 r. ponad 1,9 mld ton i wzrosła zaledwie o 3 proc. w porównaniu do 2020 r., który upłynął pod znakiem pandemicznych restrykcji. To znacznie mniej, niż wynikałoby z danych z pierwszej połowy roku. W okresie od stycznia do czerwca produkcja rosła znacznie dynamiczniej – aż o 14,4 proc.
Powodem wyhamowania są trudności Chin. Państwo Środka miniony rok zakończyło pod kreską – produkcja skurczyła się o 3 proc. Za światowy wzrost odpowiadają zatem przede wszystkim dalsi w kolejności producenci, czyli Indie, Japonia oraz Stany Zjednoczone. Ożywienie gospodarcze spowodowało, że produkcja zauważalnie wzrosła również w Unii Europejskiej – w 2021 r. wyprodukowano o 15 proc. więcej stali niż rok wcześniej.
Z danych organizacji wynika, że polskie huty również poprawiły wyniki z 2020 r. – produkcja stali wzrosła o 6,5 proc. do poziomu 8,3 mln ton. Wciąż jednak ustępuje czasom przed pandemią – nawet uważanemu za bardzo zły dla branży 2019 r., gdy polska produkcja wyniosła 8,9 mln ton. Trudno porównywać ją także z wcześniejszymi latami, gdy przekraczała 10 mln ton. A za sprawą wygaszenia wielkiego pieca w krakowskiej hucie Sendzimira trudno przypuszczać, że w najbliższym czasie dorówna wynikom z przeszłości.
Obniżony poziom produkcji sprawił, że spadające w drugiej połowie roku ceny wyrobów stalowych zaczęły wzrastać. Przykładowo ceny prętów żebrowanych przekroczyły w tym tygodniu 4 tys. zł za tonę. To, co prawda, o 500 zł mniej niż podczas szczytu ubiegłorocznych cen, lecz oznacza powrót do stawek z końcówki III kw. To, że dzieje się to zimą, poza sezonem budowlanym, napawa branżę niepokojem. – Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone. Wciąż utrzymuje się wysoki popyt na stal ze strony budownictwa infrastrukturalnego, mieszkaniowego i logistycznego. Z powodu wysokich cen surowców i rekordowych cen energii mocno rosną koszty produkcji, która dodatkowo musi wejść w proces kosztownej transformacji klimatycznej – wskazuje dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). – Import tańszej stali spoza UE jest natomiast ograniczany na poziomie Komisji Europejskiej. Jeżeli w kolejnych miesiącach nie dojdzie do istotnego wyhamowania inwestycji budowlanych, to stal prawdopodobnie pozostanie droga przez dłuższy czas, co przełoży się na koszt realizacji wszystkich nowych inwestycji – dodaje.
Jednakże to nie wyklucza spowolnienia. Wówczas ceny mogłyby spać, ale odbyłoby się to kosztem sektora. – Ryzyko spowolnienia w budownictwie należy jednak brać pod uwagę, ponieważ bez zakończenia sporów politycznych wokół funduszy UE nie ruszą na większą skalę inwestycje publiczne, a wiele inwestycji w segmencie prywatnym może się nie uruchomić ze względu na szalejącą inflację i rosnące stopy procentowe – wskazuje dr Damian Kaźmierczak.
Według wczorajszych danych GUS rodzima produkcja większości materiałów budowlanych wzrosła. W minionym roku wyprodukowano w porównaniu do roku wcześniej zauważalnie więcej cegieł (o 22,5 proc.), wapna (o 9,5 proc.), cementu (o 3,2 proc.) czy płytek ceramicznych (o 12 proc.).
W badaniach koniunktury budownictwo wskazuje jednak na problemy z wysokimi kosztami materiałów – jak wynika z danych GUS, takie kłopoty deklaruje już ponad 64 proc. przedsiębiorstw, co jest rekordem w historii trwających od 2000 r. pomiarów. Według Polskich Składów Budowlanych ceny materiałów w 2021 r. wzrosły średnio o 12 proc. w porównaniu do 2020 r. ©℗