Reklama
Ostatnie miesiące roku to czas wysypu zamówień na sprzęt, zwłaszcza ze strony administracji publicznej. Tak jest też w tym roku. Problem w tym, że ubywa chętnych do wzięcia w nich udziału. Branża IT szacuje, że zainteresowanie przetargami zmniejszyło się już o kilkanaście procent rok do roku. W listopadzie spadek może sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent.
Dlatego Związek Cyfrowa Polska (ZCP) zamierza wystąpić z apelem, by przewidziane na ten rok budżety dotyczące zamówień publicznych w administracji państwowej mogły być rozliczane do połowy 2022 r., a nie tylko do grudnia br., jak ma to miejsce obecnie.
– Pismo w tej sprawie zostanie złożone w przyszłym tygodniu do Urzędu Zamówień Publicznych i Ministerstwa Rozwoju i Technologii – mówi Michał Kanownik, prezes ZCP.
Na problem w IT wskazuje też Grzegorz Rudno-Rudziński, prezes stowarzyszenia ITCorner i partner zarządzający w Unity Group. Odpowiedzialna jest za to pandemia, która pozrywała globalne łańcuchy dostaw i zaburzyła procesy produkcji.
– Podam kilka przykładów: fabryki w Azji znalazły się w bardzo trudnym położeniu – albo nie mają materiału do produkcji, albo są zmuszone do przerw w wytwarzaniu z uwagi na ceny lub ograniczoną dostępność energii elektrycznej. W przypadku transportu morskiego już dochodzi do olbrzymich opóźnień, ponieważ potwierdzone pojedyncze przypadki COVID-19 wśród marynarzy wykluczają statek na dłuższy czas – tłumaczy Rudno-Rudziński i dodaje, że rodzi to olbrzymie ryzyko po stronie firm startujących lub dopiero rozważających zgłoszenie się do przetargu, że nie dojdą one do skutku. Dochodzi do sytuacji, że spółki wolą nie startować i nie narażać się na kary związane z niewywiązaniem się z umowy. Podobnie kalkulują też ryzyko związane z ewentualnym wycofaniem się z przetargu, bo to naraża je na wykluczenie z innych postępowań.
Przedsiębiorcy potwierdzają, że w tej chwili największy problem stanowi terminowość dostaw zamówionego sprzętu z Azji.
– Przed pandemią czas oczekiwania zamykał się w trzech miesiącach. Dziś to przynajmniej pół roku, a bywa, że na dostawę trzeba czekać nawet dziewięć miesięcy – mówi przedstawiciel jednej z firm z rynku IT. Przyznając, że najgorzej jest z laptopami z powodu braku chipów. W przypadku oprogramowania sytuacja jest stabilna, mimo że firmy borykają się z drastycznym wzrostem kosztów pracy. Asseco zresztą przyznaje, że zawirowania na rynku nie wpływają bezpośrednio na ich biznes. Podobnie jest w przypadku innych firm z tego obszaru IT.
– Kalkulując swoje oferty w postępowaniach przetargowych, spółka zawsze bierze pod uwagę wszystkie czynniki kosztowe, a składane oferty zawierają również kalkulację ryzyk kontraktowych wynikających ze zmiany otoczenia biznesowego – mówi Michał Wiśniewski z Comarchu.
Wiele firm starało się jeszcze przed wakacjami zabezpieczyć swoje zasoby magazynowe. Robiły to też z myślą o najgorętszych okresach roku, czyli świętach i Black Friday. Popyt na sprzęt IT utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie, dlatego zapasy szybko topnieją i stawanie do przetargów – nawet w sytuacji posiadanego zaplecza – jest ryzykowne.
Jak wynika z najnowszego raportu PMR – rynek IT w Polsce osiągnął w 2020 r. wartość 49,2 mld zł, czyli o 6 proc. wyższą niż w 2019 r. W tym roku ma urosnąć o 7,2 proc., do 52,8 mld zł. Firma prognozuje jednak, że z uwagi na mocne nasycenie się rynku sprzętu w latach 2020–2021 siła ciężkości inwestycji IT zostanie przeniesiona przede wszystkim na oprogramowanie w segmencie B2B oraz na rynek usług. A to oznacza, że rynek samego sprzętu może nie obronić się przed obecnymi zawirowaniami.
Problemy z przetargami zaczynają być powoli widoczne też w segmencie aut. Tu jednak na razie firmy wnikliwie analizują oferty pod kątem terminowości i kosztów.
– Ze względu na sytuację rynkową, w tym możliwe opóźnienia, niezależne od nas jako firmy finansującej, staramy się uważnie analizować warunki podane przez zamawiającego. Jeśli wymagania przetargowe na to pozwalają, jesteśmy w stanie udostępnić zamawiającemu samochody zastępcze do czasu dostawy docelowych pojazdów. Jeżeli jednak warunki są określone rygorystycznie, np. dostawa konkretnych aut co do dnia i obwarowane karami – wówczas nie przystępujemy do przetargu jako obarczonego zwiększonym ryzykiem biznesowym – wyjaśnia Bartłomiej Siuchniński, kierownik sprzedaży flotowej w Volkswagen Financial Services. Przyznaje, że takich ogłoszeń jest jednak zdecydowanie mniej niż tych zakładających pewną elastyczność.