Co jest największym wyzwaniem dla polskiego rolnictwa w kontekście produkcji żywności ekologicznej?

Ryszard Kamiński: Wyzwania w świetle nowej polityki unijnej są spore. Co prawda nie jesteśmy na końcu stawki, ale są takie państwa unijne, które w rolnictwie ekologicznym są znacznie bardziej zaawansowane niż my. Od wielu lat mamy duże efekty w rolnictwie konwencjonalnym, więc jest spory kłopot, by przekonać rolników do produkcji ekologicznej. Bo ona jest po prostu trudniejsza. Każdy musi podjąć decyzję, czy mu się ona opłaca.

Analizy KE potwierdzają, że efektywność może być mniejsza. Jak się tu odnaleźć?

Robert Telus: Jedną sprawą jest rolnictwo zrównoważone, inną ekologiczne. Ono wiąże się też z certyfikacją. Jeśli chodzi o rolnictwo ekologicznie, to jesteśmy na samym końcu. Ledwie 3 proc. gospodarstw mamy ekologicznych, a wiele z nich pada. Jednocześnie polskie gospodarstwa rodzinne produkują ekologiczne, choć nie starają się o certyfikaty. Warto byłoby je przekonać, że to się opłaca. Tyle że się nie opłaca. Dlaczego? Bo w Polsce mamy zły system dystrybucji produktów ekologicznych. Zielony ład jest wielką szansą dla gospodarstw ekologicznych. Konwencjonalne gospodarstwa będą zawsze wiodącym ogniwem. Ale ekologia zaczyna być w Polsce, Europie i na świecie trendem. Warto więc stworzyć taki system odbioru ekologicznego, żeby się to rolnikowi opłacało.

Jakie wyzwania stawia w tej dziedzinie Unia Europejska?

Maciej Golubiewski: Bez popytu nigdy nie ma sukcesu. W Polsce na razie rolnictwo ekologiczne kształtuje się jednak na wyjątkowo niskim poziomie ok. 3 proc. Średnia unijna to 8,5 proc., a mamy kraje, jak Austria, gdzie jest ponad 20 proc. Proporcja produkcji ekologicznej jest jeszcze niższa ok. 0,5 proc. Więc mamy tu ogromne możliwości rozwoju szczególnie dla małych i średnich gospodarstw, przede wszystkim dlatego, że sektor ten ma niesamowitą dynamikę wzrostu w Polsce, ok.10 proc. w skali roku. Nie możemy jednak zmuszać do rolnictwa ekologicznego. Są różne sposoby uprawiania ziemi i wszystkie są na swój sposób wspierane. Ważna jest pomoc przy biurokracji dla małych i średnich gospodarstw, które chciałyby zostać gospodarstwami ekologicznymi. Dlatego też nowa zreformowana Wspólna Polityka Rolna – wielkie osiągnięcie pana komisarza Wojciechowskiego – stworzyła możliwość, aby certyfikację można było osiągnąć grupowo, co jest znacznie łatwiejsze niż dla poszczególnych gospodarstw. Ale tu jest rola dla państwa – wspomóc rolnictwo ekologiczne przez pobudzanie popytu przez m.in. zielone zamówienia publiczne. Na przykład w Danii wszystkie stołówki szkolne są oparte o produkty ekologiczne. A przy tym konsumenci muszą ufać, że to jest prawdziwie ekologiczna żywność, mieć zaufanie do logo. W tym pomogą kampanie informacyjne.

Jak to wygląda od strony biznesu?

Łukasz Gębka: Mamy słabe doradztwo rolnicze. To obszar, w którym brakuje wsparcia dla producentów. Wielu z nich nie wie, jak w sposób ekologiczny chronić plantacje, jak je odżywiać, a nie nawozić. Jak nie niszczyć gleby i środowiska naturalnego. A tymczasem hektolitry pestycydów nadal dostają się do gleby i kumulują się w niej. Jeżeli tylko 1,5 proc. gruntów na świecie stanowią uprawy ekologiczne, to zbyt mało. Dziś niedostatecznie inwestujemy w technologie i warto, by wsparcie dla rolnictwa było bardziej sprecyzowane. Dążymy do 25 proc. upraw ekologicznych w 2030 r., choć na razie wydaje się to abstrakcją. Ale bardzo ważne jest to dążenie i trend, by uprawiać ziemię w sposób ekologiczny. Dodatkowo, rolnicy borykają się z problemem sukcesji. Młodzi ludzie nie chcą zostawać na wsi i uprawiać ziemi. A uprawianie jej w sposób ekologiczny stanowi ogromną wartość dla społeczeństwa. Dzięki temu, że sieci handlowe w ostatnich latach otworzyły się na produkty ekologiczne, dziś rozmawiamy na ten temat. Wcześniej było to traktowane po macoszemu.

Robert Telus: Nie zgadzam się. Nie można przedstawiać rolnictwa jako truciciela, bo to nieprawda. Poza tym wiele do zrobienia mają pośrednicy między polem a stołem. Jako rolnicy jesteśmy jedynym działem gospodarki, w którym nie my decydujemy o cenach. Bywa tak, że rolnik, gdy przywiezie owoce do skupu, dowiaduje się o cenie, jaką dostanie. Nie ma możliwości negocjacji. Nie może być dobrze, jeśli za kilogram borówki amerykańskiej płacono 6 zł, a obok, w supermarkecie, nieprzetworzone, tylko zapakowane w plastikowe pudełka, kosztowały 20 zł. To pokazuje, jaka jest przepaść między zyskiem rolnika a supermarketu. Ziemniaki w Sieradzkiem w skupie po 20 gr. zapakowane w siateczkę kosztowały w supermarkecie 2 zł 20 gr. Średnio na drodze od producenta do detalu rolnik dostaje 20 proc. ceny końcowej.

Ryszard Kamiński: Być może skrócenie tej drogi, w produkcji ekologicznej łatwiejsze, będzie służyło zmianie tej relacji.

Jak sieci handlowe postrzegają ten problem?

Justyna Orzeł: Rynek żywności ekologicznej w Polsce jest wart 1,5 mld zł i rośnie dynamicznie. My jesteśmy ogniwem, które spina producentów i konsumentów. Dla naszych klientów najważniejsza jest bariera cenowa. Wyzwaniem jest dostępność, powiązanie popytu z podażą. Mamy w naszym asortymencie 3 tys. produktów ekologicznych, a 60 proc. z nich produkowane jest w Polsce. Mamy w Warszawie trzy sklepy dedykowane jako sprzedające produkty ekologiczne i chcemy rozwijać ten format, bo dostrzegamy tu duże zainteresowanie. Zauważamy, że produkcję ekologiczną prowadzą głównie małe gospodarstwa, czasem potrzebują one wsparcia, by się na nią przestawić. Ale istotna jest też edukacja klientów. Kiedy wyjaśniamy, dlaczego jest taka różnica w cenie, to bardzo pomaga.

Wybraliśmy kilka gospodarstw, które wspieraliśmy w konwersji. Mamy też ok. 20 gospodarstw, które borykały się z problemem powiększenia produkcji. Robiliśmy szkolenia i pomogliśmy wyposażyć te gospodarstwa. We wschodniej Polsce prowadzimy edukację ekologiczną mam albo przyszłych mam. Działamy w żłobkach, przedszkolach, żeby wprowadzić chociaż jeden produkt ekologiczny na stałe do diety, który będzie pochodził od lokalnego rolnika ekologicznego.

Mamy świadomość, że jako sieć byliśmy trudnym partnerem dla małych i średnich gospodarstw. Ale od dwóch lat prowadzimy program pozwalający na sprzedawanie wspomnianej borówki amerykańskiej bezpośrednio w naszych sklepach. Prowadzimy projekt „Prosto z pola”, czyli zapraszamy rolników z odległości do

50 km od naszego sklepu, by sprzedawali sami – jeśli chcą – swoje produkty, bo to ma dużą wartość dla naszych klientów, albo my je sprzedajemy. Chcemy też uprościć procedurę wejścia do nas: już w 48 godz. można rozpocząć z nami handel. Bardzo wierzymy w te projekty.

Michał Siwek: Rynek żywności ekologicznej na świecie jest wart ok. 130 dol USD. I rośnie bardzo szybko – 10-15 proc. w skali roku, co znaczy, że co ok. 5–7 lat podwaja się. Największymi rynkami są UE i USA, po 40 proc., Chiny 8 proc. Polska jest w ogonie. Statystyczny Polak wydaje ok. 8 euro rocznie na żywność ekologiczną. To dwa razy mniej niż statystyczny Czech i 15 razy mniej niż Niemcy czy Duńczycy (powyżej 140 euro). Ale np. Węgrzy wydają o połowę mniej. Nasz klient się edukuje, zwłaszcza ten młodszy, świadomy i jest skłonny zapłacić za zdrową żywność więcej. Pandemia przyspieszyła ten proces. A sieci demokratyzują ten rynek, ułatwiając dostęp do zdrowej żywności.

Ryszard Kamiński: Zmiana sposobu produkcji to decyzja całej rodziny rolnika. Od technologii, odmian upraw, marketingu, do rachunku ekonomicznego. Rolnicy wyczuwają te trendy, a świadomość konsumentów budujemy od najmłodszych lat, już w szkołach. Bardzo ważne jest przetwórstwo ekologiczne. Łączy ono poszczególnych rolników i nad tym pracujemy. Bo zdarza się, że nasz ekologiczny surowiec wyjeżdża za granicę i wraca do nas w ekologicznym opakowaniu. To trzeba zmienić, wspierając przetwórstwo. Uważam też, że każde gospodarstwo ekologiczne powinno też pełnić funkcję edukacyjną dla dzieci i młodzieży. I przygotowujemy dla nich wsparcie.

Maciej Golubiewski: W zreformowanej wspólnej polityce rolnej (WPR) rolnik dostanie dodatkowe dopłaty w postaci tzw. ekoschematów na to, by popróbować działań ekologicznych w swoim gospodarstwie. To może pomóc w zmianie sposobu myślenia i przyczynić się do obniżenia obaw i oswojenia się z rolnictwem ekologicznym. Są ośrodki doradcze, będziemy prowadzić akcje promocyjne. Ale przede wszystkim upatrujemy szansę w tym, że Polska już produkuje żywność bliską standardowi ekologicznemu. Może dlatego wielu polskich konsumentów nie widzi powodu, by kupować coś, co ma jakikolwiek certyfikat. Polskie jedzenie po prostu dobrze smakuje. Tymczasem trendy rynkowe od dłuższego czasu szły w kierunku wielkich areałów i intensyfikacji produkcji. Za 20 lat jabłko czy pomidor mogą więc nie smakować już tak dobrze jak jeszcze dzisiaj. Trzeba temu zapobiec i mocno zwrócić się ku rolnictwu ekologicznemu, które właśnie stawia na jakość. Polska powinna inwestować o wiele więcej w w wartość dodaną w rolnictwie, nie tylko w intensyfikację.

Na ile rynki zewnętrzne mogą stanowić alternatywę dla rynku wewnętrznego?

Michał Siwek: 80 proc. naszego eksportu trafia do UE. Zwiększyliśmy naszą nadwyżkę od czasu wejścia do Unii o 1300 proc. To ogromne koło zamachowe. W zeszłym roku wyeksportowaliśmy żywność za 34 mld, w tym roku to będzie ok. 2 mld więcej. Doba pracy kierowcy, który jedzie na zachód pozwala dotrzeć do 200 mln konsumentów europejskich. I jesteśmy skazani na Europę, bo mamy tam klienta bogatego, świadomego, który jest w stanie zapłacić wartość dodaną za różne elementy, które są dla niego ważne. Wejście na rynki trzecie nie jest łatwe, i to nawet nie jest kwestia ceny, ale know-how, jak sobie na tych rynkach radzić. Nie mamy tam spektakularnych sukcesów. Więc pewnie pozostaniemy na tym rynku, na którym dobrze sobie radzimy. Pójście w poprzek europejskim oczekiwaniom byłoby nielogiczne z punktu widzenia polskich przedsiębiorców. Zwłaszcza że Zielony Ład to ogromne inwestycje na transformację gospodarek krajów UE. Choć wielu przedsiębiorców traktuje to jako politykę ograniczeń. Tymczasem jest to założenie, by produkować nadal rentownie, ale inaczej. W kontekście produkcji zywnosci bio, czystość ziemi, czystość wody ma tu ogromne znaczenie.

Jak zatem ta współpraca powinna wyglądać w przyszłości? Jak będzie wyglądać żywność ekologiczna?

Justyna Orzeł: Odpowiedzi dają nam nasi klienci. Trend dążenia do zdrowia zakreśla się bardzo wyraźnie. Nasza „zdrowa półka” – produkty bezglutenowe, bez laktozy, cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Obserwujemy też ograniczenie spożycia mięsa i poszukiwanie dla niego alternatyw. Dopiero w następnej kolejności pojawia się żywność ekologiczna, ale zapotrzebowanie na nią już jest znaczące. Ale tu mamy wiele do zrobienia. Wierzę w demokratyzację żywności ekologicznej, bo wszyscy wiemy, że potrzebujemy prostych procedur dla rolników i uczciwej opłacalności w całym łańcuchu wartości, ale też potrzebujemy edukować naszych klientów. Myślę, że już pokolenie naszych dzieci będzie chciało jeść mądrze i to są już dziś nasi klienci.

Ano

foto: materiały prasowe
foto: materiały prasowe
foto: materiały prasowe