Reklama
Choć dotychczas zastosowanie wodoru ogranicza się w większości przypadków do rozwiązań testowych i laboratoryjnych, to kolejne kraje prezentują plany na wykorzystanie go w swojej transformacji energetycznej.
Przedwczoraj władze Wielkiej Brytanii zaprezentowały swój pomysł. Chcą, aby do 2030 r. inwestycje w wodór przełożyły się 5 GW ekologicznie wyprodukowanej energii. Tym samym źródło ma zastąpić gaz ziemny w zasilaniu ok. 3 mln domów, a także części przemysłu i transportu.
Rząd chce przeznaczyć na projekty wykorzystujące nową technologię ok. 900 mln funtów. Tym samym zamierza przyciągnąć kolejne 4 mld funtów inwestycji i stworzyć 9 tys. miejsc pracy w nowo powstałym sektorze do końca dekady. W kolejnych 20 latach plany są jeszcze ambitniejsze, bo do 2050 r. inwestycje miałyby sięgnąć nawet 13 mld funtów, a zatrudnienie przekroczyć 100 tys. osób.
Wodór ma wspierać przede wszystkim te projekty, które nie mogą w pełni opierać się na elektryczności z akumulatorów – chodzi m.in. o hutnictwo, ogrzewanie mieszkań czy samochodowy transport ciężarowy. Rząd chce też częściowo dotować komercyjny rozwój elektrowni wodorowych.
Strategia zakłada, że tzw. zielony wodór (a więc ten powstający dzięki w pełni odnawialnym źródłom energii) ma wyprzeć co najmniej ok. 20 proc. dzisiejszego gazu, a w przyszłości jego udział będzie jeszcze wzrastał. Do tego czasu plany rządu w dużej mierze opierają się jednak na wykorzystaniu tańszego tzw. wodoru niebieskiego, powstającego z gazu ziemnego, z którego potem wychwytuje się CO₂.
Plany dotyczące redukcji emisji dzięki wodorowi mogą jednak pokrzyżować ostatnie wyniki badań naukowych. Jak wskazują dane opublikowane w ubiegłym tygodniu przez badaczy z Uniwersytetu Cornella oraz Stanforda na łamach czasopisma „Energy Science and Engineering”, ślad węglowy powstający przy wytwarzaniu niebieskiego wodoru jest większy nawet niż przy tradycyjnych paliwach kopalnych takich jak gaz czy węgiel nawet o ok. 20 proc. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest proces powstawania paliwa, wymagający dużych ilości energii. W dodatku w jego trakcie dochodzi do uwalniania metanu, który również oddziałuje niekorzystnie na środowisko. Zdaniem naukowców stawia to pod znakiem zapytania oczekiwany ekologiczny wpływ takiego wodoru w planowanych inwestycjach.
Opublikowane badania mogą sprawić, że temat niebieskiego wodoru będzie coraz częściej poruszany w debatach politycznych. Zwłaszcza że część najbardziej ekologicznie nastawionych partii wzywa do mocniejszego nacisku wyłącznie na zieloną odmianę gazu. Tak robią już np. niemieccy Zieloni. A ich działania mogą wywierać jeszcze większą presję na obecnych producentów gazu ziemnego, pokładających duże nadzieje w niebieskim wodorze. Takie zamiary niedawno ujawnił choćby koncern BP.
Wielka Brytania jest kolejnym w ostatnim czasie krajem, który przedstawia swoje ambitne plany wodorowe. Już w ubiegłym roku Komisja Europejska zapowiedziała, że wodór, również niebieski, będzie istotnym paliwem podczas dekarbonizacji. Przegłosowany niedawno przez amerykański Senat infrastrukturalny plan prezydenta USA Joego Bidena zakłada wydatki na wodór w wysokości 8 mld dol. – nie precyzuje jednak, na jaki dokładnie rodzaj paliwa zostaną przeznaczone pieniądze. Na początku sierpnia Siergiej Komlew, szef departamentu Gazprom Export, poinformował, że spółka wraz z wdrażanym w Europie Nowym Zielonym Ładem, będzie przestawiać się na mniej emisyjne rozwiązania, jakim ma być właśnie niebieski wodór, pozwalający Rosji zachować pozycję lidera energetycznego. Według prognoz tamtejszego ministerstwa energii Rosja może w przyszłości wyeksportować do innych krajów do 33,4 mln ton wodoru o wartości 100,2 mld dol., co będzie stanowić nawet 20 proc. światowego rynku w 2050 r.
Z kolei pod koniec ubiegłego roku władze Kanady poinformowały, że wodór może potencjalnie dostarczyć do 30 proc. potrzebnej państwu energii do połowy tego wieku. I choć kraj będzie rozbudowywał w pełni zielone moce, to zamierza na etapie przejściowym również stawiać na wodór niebieski. Zdaniem naukowców to rozwiązanie „zdominuje produkcję, dopóki nie będzie można zbudować więcej źródeł odnawialnych, a redukcja kosztów sprawi, że ogólne przejście na energię ze źródeł odnawialnych nabierze tempa”.