Potencjał energetyki wiatrowej na morzu (offshore) w Polsce do 2030 r. to nawet 8 GW mocy, a inwestycje mogą sięgnąć nawet 100 mld zł – wynika z zaprezentowanego we wtorek raportu Instytutu Jagiellońskiego. Specjaliści zastanawiają się nad „local content”, czyli ile na morskim boomie energetycznym zyskają polskie firmy. Jest ich ok. 400. „Obecnie potencjał udziału lokal content w łańcuchu dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej szacuje się na 20–25 proc. dla projektów, które powstaną w pierwszym etapie (o mocy 5,9 GW) oraz na ok. 45–50 proc. w kolejnej dekadzie” – czytamy w raporcie. Udział będzie zależał od tego, czy w Polsce powstanie tzw. port instalacyjny i porty serwisowe. Bez nich zaangażowanie polskich przedsiębiorców w miliardowych inwestycjach może ograniczyć się do kilku procent.
– Jednym z kluczowych warunków optymalnego wykorzystania potencjału krajowego łańcucha dostaw jest przystosowanie polskich portów do obsługi tej nowej gałęzi gospodarki. Obecnie żaden z polskich portów nie spełnia wymagań stawianych potencjalnej bazie instalacyjnej dla offshore – oceniła w trakcie publikacji raportu Kamila Tarnacka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Zaniechanie niezwłocznego podjęcia decyzji będzie skutkować znaczną utratą przychodów i niewykorzystaniem potencjału rodzimych firm. Coraz bardziej prawdopodobne staje się wykorzystywanie portów zagranicznych w procesie inwestycji w morskie farmy wiatrowe, na czym stracą polskie stocznie i inni polscy producenci mogący wpisać się w przygotowanie instalacji wiatrowych – dodała.

Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej, podkreślił, że pierwsze projekty planowane w Polsce wejdą w fazę realizacji już w 2024 r. – Oznacza to, że gdybyśmy chcieli optymalnie wykorzystać polskie zaplecze portowe, powinniśmy przygotować terminal instalacyjny do połowy 2023 r. To już scenariusz bardzo trudny do zrealizowania – powiedział.

Reklama

O jak najszybszą decyzję w sprawie budowy portu instalacyjnego w Gdyni i przyjęcie uchwały Rady Ministrów w sprawie terminalu instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych apelują zarówno polscy inwestorzy, jak i zagraniczni dostawcy. Projekt uchwały, przygotowany przez resort klimatu, został wpisany do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów 22 marca. Początkowo planowano przyjęcie jej w I kwartale tego roku, potem termin przesunięto na II kwartał.

– Opóźnienie wynosi już co najmniej siedem miesięcy, dawno powinny się zacząć prace projektowe – powiedziało DGP źródło zbliżone do sprawy. Według naszego rozmówcy budowa tzw. portu zewnętrznego wiąże się z dużymi inwestycjami w nową infrastrukturę, m.in. w falochron. Na inwestycję w Gdyni w Krajowym Planie Odbudowy przewidziano ok. 260 mln euro. Jak dowiedział się DGP z dwóch źródeł, z koncepcją budowy portu zewnętrznego w Gdyni konkuruje koncepcja resortu infrastruktury przeładunku wiatraków w istniejących portach kontenerowych. To również wymagałoby inwestycji (m.in. utwardzanie dna, placu składowego, umocnienie nabrzeża) i według naszych źródeł wiąże się z ryzykiem, że statki instalacyjne z dużymi łopatami przyblokują dochodowy dla portu ruch kontenerowy. – To jak postawienie TIR-a na torze Formuły 1 – tłumaczy jedno ze źródeł.

– Porty instalacyjne i serwisowe to coś, na co liczymy. Patrząc, jak to wygląda w innych krajach, wiemy, że to doskonała okazja, by zwiększyć udział rodzimych przedsiębiorców – podkreśli Paweł Przybylski, dyrektor zarządzający z Siemens Gamesa Renewable Energy. Ale inwestorzy oraz dostawcy turbin skarżą się na to, że nie mają z kim rozmawiać o konkretach w sprawie portu. – Taki dialog i możliwość uzgodnienia zarówno aspektów technicznych, infrastrukturalnych, jak i komercyjnych musi nastąpić, zanim port będzie gotowy. Tego tak naprawdę nie ma – powiedział Przybylski. Chodzi o to, że dostawcy nie mogą dowiedzieć się, jakie będą parametry portu, a więc o jakim statku powinni myśleć, i ile będzie kosztować usługa przeładunku.