Reklama
Pomimo fali opadów, które przetoczyły się przez kraj, według Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego, w ubiegłym tygodniu w 15 województwach mieliśmy wciąż suszę rolniczą. Największe problemy dotyczą północy kraju – województw pomorskiego, zachodniopomorskiego oraz wielkopolskiego.
Najwięcej powodów do zmartwień mają plantatorzy rzepaku – na wskazanych obszarach udział powierzchni zagrożonej suszą wynosi ponad 20 proc. W przypadku Wielkopolski sięga nawet 40 proc. O nieco mniejszych kłopotach mogą mówić też uprawiający zboża jare czy krzewy owocowe – w trzech najbardziej dotkniętych województwach zagrożony obszar to ok. 5–10 proc. całości upraw. Jak podkreślają eksperci, przelotne opady nie poprawią sytuacji, intensywne opady mogą z kolei wymywać powierzchnię pól.
Zdaniem analityków, brak wody przełoży się na słabsze tegoroczne żniwa. – Bazując tylko na zmianach parametru zasięgu suszy rolniczej oraz zmianach w areale zasiewów w kraju można oceniać, że zbiory zbóż podstawowych i mieszanek będą w Polsce niższe niż w 2020 r. – mówi Mariusz Dziwulski, ekspert ds. rynków rolnych w PKO BP. Zeszły rok był jednak rekordowy – według GUS polscy rolnicy zebrali 33,3 mln ton zbóż – o ok. 4,3 mln więcej niż rok wcześniej.
Uprawiający zboża nie powinni też narzekać na ceny. – Zbiory zbóż w skali globalnej w sezonie 2021/2022 prawdopodobnie wzrosną. O cenach decydować będzie popyt na rynkach światowych, który obecnie jest wysoki. Prognozy wskazują na utrzymanie wysokiego importu zbóż przez Chiny – dodaje ekspert PKO BP.
– W tym roku rolnicy z różnych części kraju mogą mieć zupełnie odmienne doświadczenia. Jedni narzekają na brak wody, drudzy alarmują o lokalnych podtopieniach – wskazuje Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.
Z gradem problem mają przede wszystkim sadownicy. – Gradobicia dotknęły większości upraw sadowniczych: region grójecki, lubelski czy sandomierski. Grad w największym stopniu niszczy jabłka czy gruszki, które po jednym uderzeniu stają się nieatrakcyjne dla konsumentów, a przez to ich cena na skupie znacznie maleje. W mniejszym stopniu dotyczy to również malin i borówek. Tym samym część rolników została bez przychodu – mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, a jednocześnie poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Właśnie dlatego organizacja po raz kolejny wezwała do wprowadzenia systemowej reformy w ubezpieczeniach rolniczych. Sadownicy podkreślają bowiem, że w tym roku pula państwowego wsparcia okazała się niewystarczająca. – Obecnie system działa tak, że do składek ubezpieczeniowych dopłaca budżet państwa. Tych pieniędzy okazało się jednak zdecydowanie zbyt mało – w budżecie zarezerwowano ok. 25 proc. z potrzebnej kwoty 1,4 mld zł. Wielu rolników nie mogło więc skorzystać z takiej opcji. Dlatego zwróciliśmy się z postulatem upowszechnienia ubezpieczeń na wypadek takich wydarzeń za zasadzie towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych. Rolnicy w całym kraju mieliby obowiązek ubezpieczania się, a ze składek wypłacane byłyby pieniądze gospodarstwom poszkodowanym w danym sezonie – mówi prezes Związku Sadowników RP.
Ministerstwo Rolnictwa zapowiada, że nie zostawi poszkodowanych – trwa już przyjmowanie wniosków o odszkodowania za szkody powstałe w wyniku suszy, a służby przy wojewodach szacują też inne straty. Na tej podstawie zakres wsparcia będą określać specjalne komisje funkcjonujące przy wojewodach.
W niektórych regionach upalna pogoda wraz z opadami spowodowała inny problem – szybkie dojrzewanie zarówno wczesnych, jak i późniejszych odmian owoców. – Producenci często sadzą odmiany o różnym czasie dojrzewania po to, by utrzymać podaż na podobnym poziomie przez dłuższy czas. Teraz, po stosunkowo chłodnej wiośnie, za sprawą dużej wilgotności i ciepła dochodzi do spiętrzenia zbiorów – odmiany zaczynają dojrzewać w bardzo krótkim odstępie czasowym – mówi Witold Boguta. To według niego może doprowadzić do spadku cen. – Dobrym przykładem jest borówka, za którą na skupach płaci się 9 zł. Oznacza to zejście poniżej kosztów produkcji, ale mamy nadzieję, że to sytuacja przejściowa – tłumaczy Witold Boguta.
Jak na razie trudno ocenić, jak zjawiska pogodowe wpłyną ostatecznie na ocenę całego sezonu. Pomimo przeciwności rolnicy i analitycy podkreślają, że sytuacja w znacznej części kraju jest dużo lepsza niż choćby dwa lata temu, gdy niemalże wszystkie uprawy objęła dotkliwa susza. – Ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak gradobicia i podtopienia, mogą wpływać lokalnie na spadki produkcji. Szeroki zakres ich występowania mógłby oddziaływać na ceny żywności, jednak na tę chwilę nie znamy skali strat, jakie wywołały one w Polsce i na zachodzie Europy – mówi Mariusz Dziwulski. – Czynnikami pogodowymi, które w największym stopniu wpływają na zmienność cen produktów rolnych w kraju, jest występowanie suszy rolniczej oraz wiosennych przymrozków, które mają negatywny wpływ na produkcję owoców. Przymrozki w Polsce w 2021 r. wystąpiły na koniec kwietnia, co mogło spowodować straty w uprawach owoców, niemniej z uwagi na opóźnienie wegetacji nie muszą być one tak znaczące. Nie ma więc podstaw do oczekiwania istotnych wzrostów cen w kolejnych miesiącach. Zasięg suszy rolniczej w Polsce dotychczas był nieznacznie większy niż w 2020 r. – dodaje.
– Na razie wydaje się, że opady na zachodzie Europy nie objęły tak wielkich powierzchni, by znacznie zmienić kształt tamtejszej produkcji rolnej. Jeśli jednak zniszczenia dotyczyłyby większych obszarów, to rosnące zapotrzebowanie na polskie produkty mogłoby wpływać również na krajowe ceny – mówi Witold Boguta. ©℗