W eksporcie Białorusini są dopiero w drugiej dziesiątce naszych kontrahentów, a w imporcie zajmują jeszcze dalszą lokatę i plasują się dopiero na 34. miejscu. Saldo bilansu handlowego mamy z nimi dodatnie. Z Polski trafiają tam produkty rolne – warzywa i owoce, kwasy poliwęglanowe, leki, baterie, polimery, papier, mleko i śmietana, konstrukcje metalowe czy wyroby z tworzyw sztucznych. My kupujemy u naszego wschodniego sąsiada głównie produkty ropopochodne, gaz płynny, wyroby metalowe, nawozy potasowe i azotowe, drewno i płyty drewniane. Chociaż Białoruś od lat jest przedstawiana polskim firmom jako perspektywiczne miejsce, ryzyka polityczne powodują, że mimo bliskości geograficznej przedsiębiorcy nie robią tam wielkiego biznesu. Spośród siedmiu naszych sąsiadów skala obrotów handlowych z Białorusią jest zdecydowanie najmniejsza.
Sama Białoruś jest za to mocno zorientowana na handel z Rosją i innymi byłymi republikami ZSRR. Jak zauważa Wojciech Mroczek z departamentu statystyki NBP w artykule dla „Obserwatora Finansowego”, w 2019 r. na kraje UE (już bez Wielkiej Brytanii) przypadało tylko 18,5 proc. białoruskiego eksportu i 17,9 proc. importu ‒ jest to najniższy udział UE w handlu wśród wszystkich gospodarek europejskich. Białoruś odgrywa skromną rolę w unijnym handlu. W 2019 r. przypadało na nią zaledwie 0,3 proc. unijnego eksportu oraz 0,2 proc. importu. Pod względem wartości Białoruś była 37. odbiorcą towarów pochodzących z UE wśród krajów trzecich i dopiero 49. dostawcą towarów do UE. Według danych publikowanych przez miński Biełstat, na które powołuje się Mroczek, w 2019 r. na Rosję przypadało 42 proc. białoruskiego eksportu i 56 proc. importu. Relatywnie duży udział, zwłaszcza po stronie eksportu, mają także pozostałe kraje do 1991 r. tworzące ZSRR. Jeśli nie liczyć krajów bałtyckich, przypada na nie 17 proc. eksportu i 5 proc. importu.