Reklama
80-procentowa obniżka czynszu podczas lockdownu oraz 50-procentowa przez trzy miesiące po nim – to nowy pomysł na wsparcie dla najemców. Właściciele galerii handlowych sprzeciwiają się tej propozycji, bo jak mówią po raz kolejny przerzuca się na nich koszty pomocy dla właścicieli sklepów i punktów usługowych, a te będą wyższe niż przy dotychczas obowiązującej abolicji czynszowej. Jak wyliczają, przy stosowaniu tej ostatniej tydzień lockdownu kosztuje ich ok. 190 mln zł. Na nowych warunkach tygodniowo właściciele obiektów traciliby wprawdzie 140 mln zł, ale przez obniżki czynszów o 50 proc. przez trzy miesiące po zniesieniu ograniczeń na ich konta nie wpłynęłoby aż ok. 1,15 mld zł – szacuje Polska Rada Centrów Handlowych.
– Jednocześnie brak jest informacji na temat wsparcia dla właścicieli i zarządców centrów handlowych. Dodatkowo pojawiły się informacje o planowanym zniesieniu obecnego obowiązku przedłużenia umowy najmu o okres obowiązywania lockdownu oraz dodatkowe sześć miesięcy, co było dotychczas jedyną formą rekompensaty dla wynajmujących, jaką wskazywał rząd – tłumaczy Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.
Zdaniem właścicieli galerii nowe przepisy mogą ich doprowadzić do niewypłacalności. Zaznaczają, że nieruchomości handlowe są finansowane w 70–80 proc. z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. – Szacowana wartość zadłużenia branży wynosi do 90 mld zł, a roczny koszt odsetek od zaciągniętego zadłużenia sięga 3,2 mld zł – podlicza Poznański
Anna Wysocka, dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych w międzynarodowej firmie JLL, dodaje, że mówimy tutaj nie tylko o zagranicznych inwestorach, ale również o firmach z rodzimym kapitałem. Poszkodowani w wyniku przedstawionych zmian w umowach najmu są bowiem wszyscy właściciele i zarządcy centrów handlowych w Polsce o powierzchni powyżej 2000 mkw. Obecnie ok. 300 z ponad 570 obiektów należy do polskich właścicieli.
– Regulacja wysokości stawek czynszu przez rząd jest też niebezpiecznym precedensem ingerencji państwa w swobodę kształtowania umów między podmiotami prywatnymi. Budzi kontrowersje w branży handlowej i raczej nie przysłuży się poprawie jej kondycji. Trzeba także pamiętać, że jest to system naczyń połączonych, wsparcie tylko jednej ze stron i przerzucenie całego ciężaru na drugą spowoduje, że stracą wszyscy, właściciele nieruchomości, banki je finansujące, najemcy oraz liczne grono firm świadczących usługi dla centrów – uważa Magdalena Frątczak, szefowa sektora handlowego w CBRE.
Negatywny wpływ na sytuację galerii ma też rosnąca wielkość powierzchni niewynajętej. Na koniec 2019 r. było to 4,4 proc. – W sierpniu 2020 r. już 5,3 proc. Najnowsze dane dotyczące pustostanów będą dostępne dopiero za kilka tygodni, już teraz możemy powiedzieć, że ich poziom prawdopodobnie wzrósł – dodaje Anna Wysocka.
To konsekwencja dywersyfikacji i optymalizacji sieci sprzedaży przez najemców, ale też wychodzenia marek z Polski. W 2020 r. na taki krok zdecydowało się siedem firm. – Nie można wykluczyć, że na przestrzeni tego roku swoje sklepy zamkną kolejni detaliści. Z wieloma wyzwaniami mierzy się branża gastronomiczna, co może skutkować bankructwami lub uszczupleniem portfela lokalizacji – zaznacza Anna Wysocka.
Najemcy w nowych przepisach widzą szansę dla siebie. – Są sygnałem, że strona rządowa dostrzega problem, który wymaga rozwiązań systemowych – zauważa Sławomir Łoboda, wiceprezes zarządu LPP. Choć wskazują też na niejasności, które powinny zostać doprecyzowane. – Według art. 495 kodeksu cywilnego korzystający z przestrzeni handlowej w galeriach i tak są zwolnieni ze świadczeń za czas lockdownu. Cieszy ruch rządu mogący uchronić nas od wieloletniego braku rozstrzygnięć w czasie trwania procesów sądowych – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług.
Najemcy nie godzą się przy tym z opinią, że koszty pomocy ponoszą tylko galerie handlowe. Dotychczas, jak podkreślają, byli zmuszani do przedłużania umów o sześć miesięcy za każdym razem, gdy korzystali z abolicji czynszowej. Do tego to umowy na nierynkowych warunkach ustalonych jeszcze przed pandemią. Na nowych zasadach natomiast, jak tłumaczą, obciążenia zostaną rozłożone między strony.