Alphabet Workers Union (AWU) to nazwa związku zawodowego zrzeszającego pracowników spółki znanej szerzej z działalności Google’a, czyli jej spółki córki. Zanim na początku 2021 r. udało się powołać do życia organizację związkową, aktywiści stoczyli długotrwały bój z władzami Alphabetu, które, stosując różne metody, utrudniały oficjalne zawiązanie związku. Zainteresowanie świata wzbudza to, że jest to jedna z pierwszych organizacji związkowych w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej, jak i to, że chodzi o czwartą firmę na świecie pod względem wartości giełdowej. Eksperci spierają się, czy powstanie AWU jest oznaką słabości, czy raczej siły Doliny Krzemowej oraz czy i kiedy związki zawodowe powstaną w siedzibach pozostałych cyfrowych gigantów. Z polskiej perspektywy znacznie ważniejsze pytania dotyczą konsekwencji tego wydarzenia dla rynku pracy i regulacji nowych technologii.
Koniec mitu założycielskiego Doliny Krzemowej
Spółki big tech zdążyły w ostatnich latach ściągnąć na siebie ostrze krytyki. Przesłuchania przed amerykańskim Kongresem, sprawy antymonopolowe, regulacje, podatek cyfrowy – to tylko niektóre z tematów organizujących debatę publiczną. Nie zawsze jednak tak było. Kalifornijscy giganci budzili kiedyś nadzieję na lepszy świat, w którym internet buduje mosty między ludźmi, a pracowitość i talent dają przepustkę do sukcesu. Firmy kryjące się pod akronimem GAFA pielęgnują swoje legendy garażowych biznesów, które potrafiły przyciągać do pracy najzdolniejszych absolwentów uczelni obietnicą udziału w zmienianiu świata na lepsze. I tak Apple zrewolucjonizował urządzenia cyfrowe, Google skatalogował sieć WWW, Amazon wymyślił e-commerce na dużą skalę, a Facebook przeorganizował życie społeczne i kontakty międzyludzkie.
Im bardziej nowe usługi zyskiwały na popularności, tym bardziej firmy przekształcały się z innowatorów w wielkie korporacje, wraz z towarzyszącą temu kulturą pracy. Zmieniać zaczął się też obraz firm w oczach opinii publicznej i samych pracowników. Apple kojarzony jest z wielkimi prowizjami dla aplikacji na smartfony, Google z tworzeniem baniek informacyjnych, gdzie każdy otrzymuje treści dopasowane do swoich poglądów, Amazon z inwigilacją pracowników na nieznaną dotąd skalę, a Facebook z dezinformacją i wyborczymi manipulacjami. Pracownicy GAFA, z których niejeden mógł wcześniej przebierać w ofertach zatrudnienia, teraz patrzą na swoje firmy w nieco inny sposób.
Nietypowy związek
Wśród postulatów AWU nie widać podwyżek płac czy innych spraw bezpośrednio związanych z warunkami pracy. Owszem, przewija się postulat równej płacy niezależnie od formy zatrudnienia (chodzi o osoby zatrudnione przez zewnętrzną agencję), jednak lektura wartości wskazuje, że związkowcy chcą się skupić na walce o demokrację, tolerancję, równouprawnienie, transparentność zarządzania firmą i dialog z pracownikami. Motywacji do tworzenia związku należy szukać właśnie w opisanych wcześniej zmianach, które sprawiają, że najlepsi specjaliści, zatrudnieni w doskonałych warunkach, mają coraz częściej zgryz związany z tematyką i sposobem realizowania projektów.
W Google’u jednym z zapalnych punktów był projekt dla amerykańskiej armii dotyczący systemów sztucznej inteligencji do dronów bojowych. Pracownikom udało się zablokować projekt i doprowadzić w 2018 r. firmę do rezygnacji z niego. Duże konflikty wywoływały też przykłady bezkarności wyższej kadry menedżerskiej, w tym opisywana szeroko sprawa Andy’ego Rubina, który został nagrodzony sowitą odprawą mimo poważnych zarzutów związanych z wykorzystaniem seksualnym jednej z pracownic. Choć nie sposób odmówić racji zbulwersowanym pracownikom domagającym się sprawiedliwości, motywacja, z którą działają, jest znacznie bardziej ideowa od motywacji pracowników domagających się podwyżki lub dłuższych przerw.
Problemy pierwszego świata
Czy w XXI w. zniknęły problemy, z którymi walczyli działacze związkowi od XIX w.? Wystarczy przyjrzeć się sytuacji w centrach logistycznych innego cyfrowego giganta, Amazona, żeby zrozumieć, że tak nie jest. Tysiące pracowników nadal mają problem z pójściem do toalety czy zjedzeniem posiłku w godzinach pracy. Innych przykładów dostarcza Uber i inne platformy oferujące usługi taksówkarskie, gdzie kierowcy walczą o uzyskanie statusu pracownika i uprawnienia z tego wynikające. Przykładów złych warunków pracy można szukać w samym Alphabecie zatrudniającym setki moderatorów, których zadaniem jest usuwanie treści niezgodnych z prawem z portalu YouTube. Praca polegająca na oglądaniu setek godzin filmów zawierających sceny przemocy, okrucieństwa oraz wymyślnych rodzajów pornografii jest wykonywana w wielu miejscach na świecie, m.in. w Polsce. Coraz częściej pojawiają się głosy dotyczące niejasnego statusu pracowników, niskich zarobków i niewystarczającego wsparcia psychologicznego.
Takie problemy jednak nie dotykają Doliny Krzemowej, w której na dobrze płatnych stanowiskach w przestronnych i przyjaznych przestrzeniach pracują najzdolniejsze umysły rozwijające nowe technologie. Drugie ciekawe zagadnienie związane z powstaniem AWU dotyczy narastającej presji na regulację big tech. Propozycje dwóch nowych aktów prawnych przedstawiła w grudniu 2020 r. Komisja Europejska, nad zmianami pracuje też ekipa Joego Bidena. Wydaje się jasne, że pracownicy z Doliny Krzemowej, coraz częściej oburzeni na swoje firmy, chcą wziąć udział w światowej debacie o nowych technologiach na swoich zasadach. Obecnie twarzą Google’a jest Sundar Pichai reprezentujący władze spółki i jej finansowe interesy. Dla Google’a pracuje jednak ponad 130 tys. pracowników. Dobrze by było, gdyby i ich głos mógł wybrzmieć w debacie publicznej.
Należy jednak pamiętać, że właściciele firm i większość pracujących w nich osób mieszka i pracuje w Dolinie Krzemowej. Są to osoby z doskonałymi kompetencjami technologicznymi, jednak pozbawione wielu innych kompetencji i doświadczeń, które dotyczą reszty ludzkości. Trudno więc, żeby związkowcy z centrali Google’a mogli być reprezentantami interesów kierowców Ubera, magazynierów Amazona czy moderatorów YouTube’a. Głos pracowników w sprawie tego, jak powinny działać oferowane przez firmy usługi, nie zastąpi też głosów miliardów osób na całym świecie korzystających z tych usług. Debata o zasadach w sferze cyfrowej musi więc przede wszystkim odbywać się na poziomie politycznym wśród reprezentantów demokratycznych społeczeństw, a nie na poziomie negocjacji między pracownikami a władzami big tech.