Dotyczy to trzech państw z Unii Europejskiej – Austrii, Hiszpanii i Włoch – oraz Wielkiej Brytanii, Indii i Turcji.
Jak informuje amerykańskie biuro przedstawiciela ds. handlu (USTR), powodem wszczęcia przygotowań do wprowadzenia karnych opłat na import z tych krajów są uchwalone tam podatki „dyskryminujące spółki cyfrowe” ze Stanów Zjednoczonych.
Chodzi o podatek cyfrowy, określany też jako GAFA od nazw amerykańskich bigtechów – Google, Apple, Facebook i Amazon – których przede wszystkim dotyczy. Państwa wprowadzające tę daninę lub pracujące nad jej projektami argumentują, że giganci technologiczni powinni płacić podatki tam, gdzie osiągają przychody. Tymczasem kraje, w których nie wprowadzono podatku cyfrowego, nie mają udziału w sukcesach gospodarczych globalnych firm internetowych, bo te księgują swoje dochody w państwach o niskich podatkach – jakimi w Europie są Irlandia i Luksemburg.
Reklama
Innego zdania są Stany Zjednoczone, które widzą w podatku cyfrowym nadmierne obciążenia dla amerykańskich spółek. Dlatego w połowie ub.r. – a więc jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa – USTR wszczął dochodzenia w sprawie danin od bigtechów przygotowanych w Austrii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Indiach, Turcji i we Włoszech.
We wszystkich sześciu przypadkach administracja amerykańska ustaliła, że opłaty są „niezgodne z zasadami międzynarodowego opodatkowania” i dyskryminują firmy z USA. W raportach biura przedstawiciela ds. handlu wprowadzony w tych państwach podatek cyfrowy określono też jako nieuzasadniony i uciążliwy.

Reklama
Te konkluzje otwierają Waszyngtonowi drogę do odwetu na mocy prawa krajowego (tzw. Sekcji 301), czyli wprowadzenia karnych ceł na towary z inkryminowanych państw. Dlatego USTR rozpoczął odpowiednie przygotowania. Żadnych konkretów w tej sprawie na razie nie podaje.
Z krajów, którym grożą sankcje celne, najwyższą stawką podatku – 7,5 proc. – przychody cyfrowych gigantów obłożyła Turcja. W Austrii obowiązuje danina 5-procentowa. Na 3 proc. ustaliły ją zaś w 2019 r. Włochy, a także Hiszpania – gdzie podatek cyfrowy wszedł w życie w br. i Madryt spodziewa się z niego ok. 1 mld euro rocznie. Najniższy wymiar daniny – 2 proc. – obowiązuje w Indiach i Wielkiej Brytanii.
Podatek GAFA od dawna jest przedmiotem sporów między Stanami Zjednoczonymi a innymi państwami. Ponieważ problem dotyczy całego świata, jego rozwiązaniem zajęła się Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Prace toczą się tam jednak bardzo wolno – w dużej mierze z powodu oporu, jaki wobec opodatkowania bigtechów stawiała administracja prezydenta Donalda Trumpa. Po koniec ub.r. 137 krajów ustaliło, że negocjacje będą kontynuowane do połowy br.
Nowa szefowa USTR Katherine Tai deklaruje, że Stany Zjednoczone podtrzymują zobowiązanie do wypracowania na forum OECD „międzynarodowego konsensusu w sprawie międzynarodowych kwestii podatkowych”. – Jednak dopóki nie zostanie on osiągnięty, zachowamy sobie możliwość działania w ramach sekcji 301, łącznie z nakładaniem opłat celnych, jeżeli będzie to konieczne – zastrzega Katherine Tai.
Poprzednia administracja amerykańska prowadziła jeszcze cztery analogiczne dochodzenia: wobec całej UE i osobno Czech, a także wobec Brazylii i Indonezji. Teraz te postępowania zamknięto, ponieważ w żadnym z badanych przypadków danina nie została wdrożona. Biuro przedstawiciela ds. handlu ostrzega jednak, że może wszcząć nowe dochodzenia, kiedy podatek GAFA stanie się tam faktem.
Najdalej w restrykcjach celnych za podatek cyfrowy USA posunęły się wobec Francji, która uchwaliła odpowiednie przepisy w lipcu 2019 r. Przewidują one, że firmy świadczące usługi cyfrowe z rocznymi globalnymi obrotami 750 mln euro (z czego co najmniej 25 mln euro nad Sekwaną) będą odprowadzać do krajowego budżetu 3 proc. przychodów.
W odpowiedzi na to administracja prezydenta Donalda Trumpa zagroziła 25-procentowymi cłami na francuskie torebki, kosmetyki i inne towary luksusowe sprowadzane do Stanów Zjednoczonych. Roczną wartość obrotów tymi dobrami szacuje się na 1,3 mld dol. Wobec tego Francja wstrzymała wprowadzenie w życie nowej daniny. ©℗
Koncerny medialne tracą na Wall Street
Akcje Discovery – do którego w Polsce należy TVN – i ViacomCBS straciły w piątek na amerykańskiej giełdzie ponad 27 proc. Ucierpiała też m.in. notowana na tym parkiecie chińska firma technologiczna Tencent – choć znacznie mniej, bo na niespełna 2 proc.
Wszystko z powodu pospiesznej wyprzedaży walorów funduszu Archegos, założonego przez Billa Hwanga. Choć ten południowokoreański inwestor w 2014 r. przyznał się do nielegalnych transakcji, banki – w tym szwajcarski Credit Suisse i japoński Nomura – pożyczyły mu miliardy dolarów. Teraz wezwały Archegos do uzupełnienia kapitału – dlatego zaczął się on szybko pozbywać posiadanych akcji Discovery i innych spółek. Według Bloomberga fundusz sprzedał aktywa warte 20 mld dol.
Reuters podaje, że spadł też kurs samych banków: akcje Credit Suisse straciły w Zurychu ponad 13 proc., a walory Nomury w Tokio – 16 proc. Japoński bank informuje o 2 mld dol. możliwej straty. Nie podaje, który klient nie wywiązał się ze zobowiązań na taką kwotę, ale można się domyślać, że chodzi o Archegos. ©℗