Ponadto firmy, które szczególnie mocno ucierpiały z powodu pandemii (ich dochody spadły o przynajmniej 30 proc. w porównaniu do podobnego okresu z 2019 r.), będą mogły nadal liczyć na pokrycie przez państwo części ponoszonych przez nie kosztów stałych. Dotychczas maksymalny limit tego rodzaju pomocy wynosił 3 mln euro, a od 28 stycznia br. wzrósł do 10 mln euro.
Zmiany te weszły w życie 28 stycznia i będą obowiązywać do końca 2021 r.
Komisja Europejska poinformowała o nich w komunikacie wydanym w związku z piątą nowelizacją „Tymczasowych ram środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19”. Z reguły KE bardzo restrykcyjnie interpretuje przepisy o przyznawaniu pomocy publicznej przez poszczególne państwa unijne. Jej podejście zmieniło się wraz z wybuchem epidemii.
Już w kwietniu 2020 r. KE zdecydowała się poluzować reguły w tym zakresie. Liberalizacja miała trwać do 30 czerwca 2021 r. ( częściowo do 30 września br.). Teraz jednak KE wydłużyła ten termin do końca 2021 r. Bruksela nie ukrywa, że przyjęte wcześniej daty okazały się zbyt optymistyczne, a odbudowa unijnej gospodarki potrwa dłużej, niż zakładano.
Z 800 tys. euro do 1,8 mln euro wzrósł limit środków, które mogą otrzymać przedsiębiorstwa poszkodowane przez pandemię. Pomoc, tak jak do tej pory, będzie mogła być łączona np. z pomocą de minimis (objętą limitem do 200 tys. euro). Wyjątkiem są sytuacje, w których nie pozwalają na to przepisy krajowe.
Do limitu 1,8 mln euro nie będzie wliczana pomoc publiczna pozyskana wcześniej na podstawie zliberalizowych reguł KE, jeśli zostanie ona zwrócona przed końcem 2021 r.
Kolejna nowość pozwoli na przekształcanie do końca 2022 r. tzw. zaliczek zwrotnych (np. polskiej subwencji z Polskiego Funduszu Rozwoju) na środki bezzwrotne. KE chce w ten sposób zachęcić firmy do ubiegania się o pomoc zwrotną.
Eksperci zwracają uwagę na to, że teraz piłka jest po stronie polskiego rządu. Powinien on ogłosić nowe nabory dla firm albo zmienić dotychczasowe zasady przyznawania środków.