Reklama
– Państwo nie może ponosić kosztów błędnych decyzji zarządów banków komercyjnych. To oczekiwanie jest całkowicie błędne, żebyśmy mieli np. wyzbyć się jednej czwartej rezerw walutowych po to, żeby zdjąć z banków te problemy – tak Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, odpowiadał w piątek na pytanie o ewentualne zaangażowanie banku centralnego w rozwiązanie problemu kredytów walutowych.

Lepiej niż na Węgrzech

Na czym mogłoby ono polegać? Jeśli przewalutowanie kredytów nastąpiłoby w dużej skali w krótkim czasie, w bankach pojawiłby się duży popyt na franki szwajcarskie. Krajowe banki musiałyby zamknąć transakcje, za pomocą których obecnie finansują portfele walutowe. NBP mógłby poprzez linie kredytowe lub swapy walutowe zapewnić bankom płynność w walutach.
Perspektywa przewalutowania stała się bardziej realna dzięki propozycji zgłoszonej kilka tygodni temu przez Jacka Jastrzębskiego, przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Według niego kredyty walutowe można by przeliczyć na złote według kursu z dnia zaciągnięcia pożyczki w taki sposób, jakby od początku były kredytami w złotych.
Adam Glapiński nie chciał przedstawić szacunków rozwiązania zaproponowanego przez szefa nadzoru. Według niego zbyt wiele jest jeszcze niewiadomych. Jedna czwarta aktywów rezerwowych NBP wynosiła w grudniu 2020 r. ok. 145 mld zł. Frankowe kredyty hipoteczne dla klientów indywidualnych w końcu listopada ub.r. wynosiły 95,8 mld zł. 22,6 mld zł to wartość hipotek w innych walutach.
– Banki same muszą sobie z tym dać radę. Rozumiem problem tych banków, bo to często nie są te same zarządy, co udzielały tych kredytów, co weszły na tę niebezpieczną ścieżkę. Niektóre w sposób zupełnie absurdalny się w tym procesie pogrążyły, bez wyjścia zupełnie i teraz wołają ratunku. Nie słyszałem, żeby zarządy banków, które zabrnęły w tych kredytach walutowych, w sposób oczywisty łamiąc wszystkie zasady bezpieczeństwa, w jakiś sposób poniosły uszczerbek w swoich zarobkach, w swoich kontaktach, w swoich karierach życiowych – mówił szef banku centralnego.
Podkreślał, że z analiz NBP wynika, że sektor jako całość poradzi sobie z problemem frankowym. Jego zdaniem jesteśmy w sytuacji innej niż Węgrzy w 2014 r., gdy bank centralny zaangażował się w operację przewalutowania kredytów z franków na forinty. Tam udział kredytów walutowych w portfelach banków był większy niż u nas, co zagrażało stabilności systemu.

Ujemne stopy możliwe

Prezes NBP powtórzył deklarację złożoną tuż przed końcem 2020 r., że w razie potrzeby bank centralny może jeszcze obniżyć stopy procentowe. Ta zapowiedź była zaskoczeniem, bo główna stopa NBP od maja ub.r. wynosi 0,1 proc., a stopa depozytowa – dotyczy krótkoterminowych lokat banków komercyjnych w NBP – jest na poziomie zerowym.
– Tak, dopuszczam obniżenie stóp. Tak, dopuszczam stopy ujemne. Muszą się jednak znaleźć konkretne okoliczności, co do których zakładam, że nie zajdą – stwierdził Adam Glapiński. Wyjaśnił, że obniżka byłaby potrzebna w sytuacji dalszego znaczącego pogorszenia koniunktury. Bank centralny przewiduje natomiast (podobna opinia jest powszechna wśród ekonomistów), że ten rok przyniesie odbicie w gospodarce. Zdaniem szefa NBP najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że stopy procentowe nie będą zmieniane przez najbliższe dwa lata. Według niego kwestia podwyżek stóp to w tej chwili „pytanie całkowicie z innej bajki, nie z tego czasu i nie z tego świata, w którym żyjemy”.

Reżim się nie zmienił

Glapiński przyznał, że do połowy grudnia bank centralny interweniował na rynku walutowym. Według niego chodziło o to, by przeciwdziałać umocnieniu złotego. Jako główny cel interwencji większość analityków widziała podniesienie wyniku NBP. Słabszy złoty oznacza bowiem wyższą wycenę rezerw walutowych w krajowej walucie, co przekłada się na dochody banku. Prezes NBP nie podał szacunków wyniku banku centralnego za 2020 r. Finalna wartość ma być znana w kwietniu.
Prezes banku centralnego stwierdził, że NBP nie ma żadnego konkretnego celu kursowego dla złotego. Podkreślał, że przeprowadzenie interwencji nie zmienia reżimu kursowego w Polsce – nadal obowiązuje zasada kursu płynnego, ustalanego przez rynek. Nie ujawnił skali interwencji. Mówił jednak, że była ona „nieporównywalna z żadną inną wcześniejszą”. Rezerwy walutowe NBP w przeliczeniu na dolary urosły w grudniu 2020 r. o 9,8 mld, do 154,2 mld dol.
Prezes banku centralnego odpowiadał w ramach transmisji wideo na pytania dziennikarzy zadane co najmniej dzień wcześniej e-mailem. Taka formuła ma obowiązywać również w przyszłości. ©℗
Prezes Glapiński przewiduje, że ten rok przyniesie odbicie gospodarcze