Reklama
Najbardziej ucierpiał handel stacjonarny, przemysł poradził sobie świetnie dzięki eksportowi, w całym sektorze przedsiębiorstw zatrudnienie spadło nieznacznie, a płace nawet wzrosły. Wstępne podsumowanie skutków listopadowego lockdownu, jaki wprowadzono w odpowiedzi na skokowy wzrost liczby nowych zakażeń, w oparciu o dane, które Główny Urząd Statystyczny publikował w ostatnich dniach, wypada całkiem nieźle.
Nie jest to oczywiście obraz pełny. W raportach GUS trudno znaleźć bieżące informacje o tym, co stało się w usługach, a to one są na pierwszej linii walki z COVID-19. O tym, że nie jest tam dobrze, świadczą badania koniunktury, a te są raczej odzwierciedleniem subiektywnych ocen pytanych firm i czasem nie mają potwierdzenia w twardych danych. Niemniej jednak można zakładać, że usługi otrzymały najmocniejszy cios, bo siłownie, restauracje i hotele są zamknięte najdłużej i nic nie wskazuje na to, żeby miały zostać szybko otwarte.
Lockdown wprowadzony w drugiej połowie listopada bezpośrednio uderzył w handel. Sprzedaż detaliczna, liczona w cenach stałych, spadła w poprzednim miesiącu o 5,3 proc. To lepszy wynik, niż oczekiwali ekonomiści, którzy obstawiali ponad 7-proc. spadek. Ale siła uderzenia była różna dla poszczególnych segmentów. Największe straty liczą sprzedawcy butów i ubrań, ich obroty w listopadzie były o ponad jedną piątą mniejsze niż rok wcześniej. Gorzej mają także właściciele stacji benzynowych, bo mniejsza mobilność społeczna obniża popyt na paliwa. Ich sprzedaż spadła w listopadzie o niemal 15 proc. rok do roku.
Ale już sklepy z meblami i sprzętem RTV i AGD zniosły kryzys całkiem dobrze, notując jedynie 0,6-proc. spadek sprzedaży. GUS nie podaje szczegółów, ale może to mieć związek ze wzrostem sprzedaży kredytów ratalnych przez banki. W listopadzie udzielono ich o 4,6 proc. więcej niż rok temu i była to jedna z dwóch kategorii kredytów (obok hipotecznych), która notuje wzrost.
Pandemia zmienia też zwyczaje konsumentów. Wartość sprzedaży przez internet wzrosła w listopadzie skokowo, o 47,9 proc. w porównaniu z październikiem, a jej udział w sprzedaży ogółem zwiększył się do 11,4 proc. Bardzo duża część handlu przeniosła się do sieci w tych segmentach, w których sklepy stacjonarne notują największe spadki. Na przykład sprzedaż ubrań i butów przez internet to teraz aż 35,4 proc. całości sprzedaży tych towarów. Fakt, że zainteresowanie tzw. dobrami trwałymi (jak meble) nie maleje, a ograniczenie w innych rodzajach sklepów niekoniecznie oznacza mniejszy popyt, ale raczej zmianę sposobu jego zaspokajania, daje ekonomistom podstawy do optymistycznych prognoz dla prywatnej konsumpcji w całym IV kwartale.
– Listopad był najprawdopodobniej lokalnym dołkiem aktywności konsumentów. W grudniu, po otwarciu centrów handlowych, obserwujemy typową przedświąteczną gorączkę zakupową, która potwierdza, że odroczony popyt jest relatywnie szybko zaspokajany, nawet w sytuacji prawdopodobnie skromniejszego niż w poprzednich latach świętowania Bożego Narodzenia – uważa Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP.
W podobnym tonie wypowiadają się ekonomiści Banku Millennium. Według nich dotychczasowe doświadczenia wskazują, że konsumpcja prywatna jest względnie odporna na pandemiczny szok. Pomaga w tym stabilna sytuacja na rynku pracy (w listopadzie zatrudnienie w firmach co prawda spadło o 1,2 proc., ale płace wzrosły o 4,9 proc.). W przyszłości dochody rozporządzalne gospodarstw domowych mogą się jeszcze zwiększyć, bo inflacja powinna być nieco niższa niż w tym roku.
„W 2021 r. konsumpcja prywatna pozostanie jednym z głównych filarów gospodarki. Sprzyjać temu będzie odbudowa nastrojów konsumentów, szczególnie w aspekcie skłonności do dokonywania ważnych zakupów” – napisali ekonomiści Banku Millennium w swoim komentarzu do danych GUS.
To, co już wspiera polską gospodarkę, to rozpędzony eksport. To on przekłada się na bardzo dobre wyniki przemysłu, który w listopadzie wyprodukował o 5,4 proc. więcej niż rok wcześniej. W branżach eksportowych – jak np. w fabrykach urządzeń elektrycznych – produkcja podskoczyła aż o jedną czwartą. Siłę eksportu widać w bilansie płatniczym – w obrotach towarowych z zagranicą w październiku mieliśmy 1,7 mld euro nadwyżki. Oznacza to, że eksport w IV kwartale zadziała jak antycovidowa tarcza: będzie podtrzymywał wzrost PKB, choć zapewne nie będzie w stanie wyciągnąć go na plus.
Gospodarce szkodzi odwrót w inwestycjach, który widoczny jest też – pośrednio – w danych za listopad. Choć produkcja budowlana spadła mniej, niż spodziewali się ekonomiści, to jednak w danych szczegółowych nie ma oznak przyspieszenia inwestycji, na które tak wszyscy czekają. W budowie obiektów inżynierii lądowej i wodnej – czyli w kategorii, którą ekonomiści utożsamiają z publicznymi inwestycjami infrastrukturalnymi – mieliśmy spadek o 4,5 proc. Jeszcze gorzej wypada wznoszenie budynków z 12-proc. spadkiem. ©℗
Biura podróży gotowe testować klientów
Wprowadzenie przez rząd 10-dniowej kwarantanny dla osób powracających z zagranicy od 28 grudnia do 17 stycznia już negatywnie wpłynęło na rynek zagranicznych wycieczek. Ich sprzedaż wyhamowała, podczas gdy ostatnie dni przed tą decyzją były czasem rozbudowywania oferty przez touroperatorów, którzy liczyli na choćby częściowe odrobienie strat spowodowanych koronawirusem. Sprzyjały im ograniczenia dotyczące ferii w kraju. W odpowiedzi na ogromne zainteresowanie wyjazdami zagranicznymi postawili na nowe kierunki, jak Kenia czy Dominikana, ale i zwiększyli liczbę miejsc na tradycyjnych.
– Ogłoszenie przez rząd nowych obostrzeń spowodowało zahamowanie popytu. Wycieczki nadal się sprzedają, jednak w tej sytuacji znalezienie chętnych na całą ofertę potrwa dłużej – mówi Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbow Tours.
Branża zamierza zaapelować do rządu o wprowadzenie udogodnień dla turystów podróżujących samolotami. Chce, by zostali wyłączeni z kwarantanny, jeśli test na koronawirusa po powrocie do kraju okaże się negatywny. Koszt badań miałyby pokrywać biura. Branża tłumaczy jednak, że najpierw czeka na ostateczny kształt projektu rozporządzenia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Od niego zależy, czy przedstawi swoją propozycję. Jak mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, w pierwszej jego wersji kwarantanna miała nie obejmować podróżujących samolotem. Obecnie powstaje nowa wersja projektu. Na razie wiadomo tylko, że z kwarantanny mają być wyjęci ozdrowieńcy i osoby zaszczepione.
Biura muszą jednak liczyć się jeszcze z innym ryzykiem. Po ujawnieniu zmutowanej, bardziej zaraźliwej wersji wirusa COVID-19 w Wielkiej Brytanii, państwa europejskie zamykają granice dla lotów z tego kraju. Zdaniem ekspertów to może być początek ponownego zamknięcia ruchu lotniczego w całej UE.
Druga fala uderzyła w gospodarkę, ale nie wszędzie z taką samą siłą