Gdański koncern będzie produkował paliwa, które sprzeda z większą marżą
Reklama
W gdańskiej rafinerii ma być dzisiaj wmurowany kamień węgielny pod budowę kompleksu instalacji rafineryjnych EFRA (skrót od: efektywna rafinacja). To kolejna strategiczna inwestycja Grupy Lotos, projekt, który umożliwi bardziej zaawansowany przerób ropy naftowej.

Reklama
– Sednem projektu EFRA jest budowa instalacji opóźnionego koksowania. Ten kompleks oraz towarzyszące mu instalacje mają pozwolić na przerób ciężkich frakcji, które obecnie Grupa Lotos sprzedaje ze stratą, na paliwa, które byłyby sprzedawane z dodatnią marżą – wyjaśnia Tomasz Kasowicz, analityk z DM BZ WBK. Według niego w obecnych warunkach rynkowych projekt jest wciąż opłacalny, choć w pierwszej połowie 2014 r. wydawał się bardziej dochodowy. Założenie przedsięwzięcia jest takie, że z jednej tony pozostałości, na bazie których dotychczas wytwarzany był ciężki olej opałowy, powstawanie ok. 700 kg paliw i 300 kg koksu. To oznacza, że inwestycja pozwoli na podniesienie marży na przerobie każdej baryłki surowca o ok. 2 dol.
– Instalacja, jaką stawia Grupa Lotos, ma głębokie uzasadnienie – dodaje Wojciech Kozłowski, analityk z Ipopema Securities. – To tego typu kompleks, jakie budują także inne europejskie koncerny paliwowe – tłumaczy. Podobne do EFRA przedsięwzięcie realizuje w Antwerpii koncern Exxon, o analogicznych rozważaniach dotyczących rafinerii w chorwackiej Rijece mówili niedawno także przedstawiciele MOL-a, do którego należy tamtejszy zakład. – Program EFRA jest dla gdańskiego koncernu nieodzowny – deklaruje Kozłowski.
Efektem uruchomienia nowej instalacji w gdańskiej rafinerii, co miałoby nastąpić docelowo do 2018 r., będzie zwiększenie mocy przerobowych zakładu o 1,2 mln ton ropy rocznie. Na rynek trafić mogłoby ok. 900 tys. ton produktów rafineryjnych.
Zdaniem niektórych ekspertów afera Volkswagena może spowodować, że w Europie istotnie spadnie popyt na samochody z silnikiem Diesla, a co za tym idzie – zmniejszy się również zapotrzebowanie na olej napędowy. Taki scenariusz nie byłby dobry dla nowej inwestycji Grupy Lotos.
– Nie jestem zwolennikiem skrajnych scenariuszy i do prognoz dotyczących radykalnego spadku popytu na olej napędowy w Europie podchodzę z dystansem. Sądzę, że w dłuższym terminie będzie on stabilny, natomiast zapotrzebowanie na benzyny może spadać – ocenia Wojciech Kozłowski. W negatywne skutki afery VW powątpiewa również Tomasz Kasowicz. – W takiej branży jak rafinacja, gdzie budowa nowej instalacji jest planowana na kilka lat, a jej funkcjonowanie na kilkadziesiąt, inwestor zawsze musi się liczyć ze zmianami koniunktury i brać to ryzyko na siebie. Na razie w przypadku programu EFRA nie jest źle – twierdzi analityk z DM BZ WBK.
Ekspert z Ipopemy dostrzega pewne ryzyka. – Czynnik mogący wpływać na przyszłą opłacalność projektu EFRA to regulacje unijne – uważa Kozłowski. Wyjaśnia, że obecnie w Europie mamy deficyt diesla i nadpodaż benzyn, tymczasem rafinerie są wciąż nastawione przede wszystkim na produkcję tych drugich. – Nie można więc wykluczyć, że unijni politycy dojdą kiedyś do wniosku, słusznego moim zdaniem, że trzeba wspomóc europejski przemysł, i obłożą diesel większymi podatkami, aby zwiększyć popyt na benzyny i zmniejszyć na olej napędowy. Taki scenariusz nie byłby dla Grupy Lotos korzystny – konkluduje.
W jego opinii również ostatni spadek cen ropy nie jest korzystnym sygnałem. Przy obecnych cenach ujemna marża na ciężkich frakcjach, które będą służyły do produkcji paliw, się kurczy. To oznacza mniejszą opłacalność całego projektu. – Jestem jednak zdania, że w dłuższym terminie ceny ropy wzrosną do poziomu ok. 70 dol. za baryłkę, a to byłoby dla programu EFRA i jego opłacalności pozytywnym czynnikiem – zapewnia Kozłowski.
Z kolei Kasowicz podkreśla inny aspekt projektu EFRA, który ma kosztować ok. 2,2 mld zł. – Grupa Lotos już od kilku lat jest w procesie inwestycyjnym, najpierw był Program 10+, teraz EFRA. Konieczność zadłużania się w celu realizacji kolejnych inwestycji może nieco niepokoić – deklaruje analityk. ©?