Wyniki finansowe Totalizatora były w zeszłym roku rekordowe. Jednak złośliwi twierdzą, że wcale nie są rewelacyjne. Że to powrót do sytuacji sprzed kilku lat. - rozmowa z Wojciechem Szpilem, prezes zarządu Totalizatora Sportowego Sp. z o.o.
Panie redaktorze, rzeczywiście są takie osoby, które krytykują czy dezawuują wyniki Totalizatora Sportowego. Co ciekawe, robią to, pomimo że zapoznały się z danymi, które publikujemy. Powiem szczerze, że nie wiem, jakich argumentów użyć, żeby zmienili zdanie, skoro liczby ich nie przekonują. Proszę sobie wyobrazić, że ubiegłoroczne wyniki były drugimi najlepszymi w historii firmy. Czy to mało? To nie koniec, w ogóle ostatnie lata to najlepsze sześć lat w 57-letniej historii spółki.
Jest coś jeszcze, na co zawsze zwracam uwagę, a co niestety często jest pomijane w różnego rodzaju relacjach. Otóż proszę pamiętać, że działamy w branży gier losowych. Podobnie jak wygrana naszych graczy zależy w dużej mierze od szczęścia, tak i na nasze wyniki owo szczęście ma wpływ. Szczególnie wielkie znaczenie mają kumulacje w naszym sztandarowym produkcie – Lotto. Jeśli mamy wiele wysokich kumulacji, to jestem spokojny o przychody spółki; jeśli ich nie ma, to wyniki siłą rzeczy nie będą rewelacyjne. Zatem nie jest to tak jak w firmach produkcyjnych. Kumulacji nie da się zaplanować. Nie znaczy to, że nie potrafimy sobie poradzić nawet w najgorszej sytuacji. Właśnie po to wprowadzamy nowe produkty, rozwijamy czy zmieniamy obecne, żeby przyciągnąć nowych klientów i stale zarabiać.