Eksperci podkreślają, że gdyby oczyścić wynik z wpływu czynników sezonowych – takich jak różnica w liczbie dni roboczych – toby się okazało, że produkcja nawet lekko wzrosła. A to już malutkie światełko w tunelu.

– Te dane potwierdzają to, czego się spodziewaliśmy: pierwszy kwartał był słaby. I w skali całego kwartału prawdopodobnie zobaczymy dynamikę produkcji zbliżoną do ostatniego kwartału ubiegłego roku – mówi Maciej Reluga, ekonomista BZ WBK. Jak mówi, sytuacja w przemyśle się ustabilizowała: średnia dynamika produkcji z ostatnich 12 miesięcy oscyluje wokół zera. – Dlatego nie można mówić, że przemysł jest w recesji, tylko w stagnacji. Od kwietnia powinniśmy już mieć wzrost produkcji – dodaje ekonomista. Jak duży? O ile w I kw. produkcja średnio miesięcznie spadała o około 1,5 proc., o tyle w dalszej części roku – zdaniem Relugi – powinna rosnąć o 1,5 proc. – Raczej nie ma mowy o dalszym pogarszaniu się sytuacji. Kluczowe będą dane za kwiecień i maj, które pokażą, czy rzeczywiście wychodzimy z dołka, czy nie – uważa ekspert.

O stabilizacji na niskim poziomie mówią też analitycy Banku Millennium. Ich zdaniem należy to oceniać „umiarkowanie pozytywnie”, zwłaszcza na tle nie najlepszych informacji z otoczenia. Zwracają przy tym uwagę na duży spadek produkcji budowlano-montażowej. W marcu była o 18,5 proc. mniejsza niż przed rokiem. Można to tłumaczyć długą zimą, która opóźniła rozpoczęcie realizacji niektórych projektów. Ale, jak napisali ekonomiści banku w komentarzu do danych, największy spadek produkcji nastąpił w firmach specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej. A to skutek wygasania inwestycji infrastrukturalnych. W tym dziale produkcja spadła aż o 24,2 proc.