Uczenie się języków to daremny trud, bo to urządzenia będą mówiły za nas. Technologia, która na to pozwala, istnieje, choć jest jeszcze niedopracowana i zbyt droga, by trafić pod strzechy. Ale w przyszłości...
Brytyjski tygodnik „Economist” wydrukował w jednym z ostatnich numerów mapę wymyślonego świata. Miłośnicy trylogii J.R.R. Tolkiena dostrzegli w niej podobieństwo do wykreowanego we „Władcy Pierścieni” Śródziemia, w którym doliny, góry, nawet jaskinie i jeziora mają władców. „Economist” w identyczny sposób przedstawił realny świat nowych technologii. Tu władcami są Google, Apple, Facebook, Amazon, Samsung, Microsoft, Dell i Intel. Po prawej stronie widać jednak wyłaniającego się z wody stwora, który nazywa się The Next Big Thing. To Nowa Wielka Rzecz, która rzuci im wyzwanie i zmieni świat.
Dziennikarze „Economista” nie nazwali potwora, jednak branża zrobiła to już dawno temu: to technologia rozpoznawania mowy przez maszyny. Gdyby się posłużyć tolkienowską metaforą: może stać się ona tym samym, czym był magiczny jedyny pierścień. W książce rządzi 19 pozostałymi, technologia rozpoznawania mowy pozwoli sterować innymi urządzeniami. Bo przenosząc się ze świata fantasy do rzeczywistości: dotychczas rządził hardware (sprzęt), ale nadeszły – jak ujął to Marc Andreessen, jeden z najbardziej znanych inwestorów z Doliny Krzemowej – czasy magii, czyli software’u. Nowe oprogramowanie zmieni świat.