Premier zapowiedział, że w polskiej delegacji na szczycie będzie pracował też zespół pod przewodnictwem wiceszefa MSZ Piotr Serafina, który na bieżąco będzie

 Polska podczas negocjacji unijnego budżetu w Brukseli może liczyć na dobrą współpracę 15 państw przyjaciół polityki spójności oraz Włoch i Francji - powiedział w czwartek premier Donald Tusk.

"Chyba możemy liczyć przez całe spotkanie brukselskie na dobrą współpracę i piętnastki oraz Włoch i Francji" - powiedział Tusk na briefingu prasowym przed wylotem do Brukseli. Jak zaznaczył, dla Polski ma to kluczowe znaczenie.

"Wsparcie dużych państw płatników netto jest niezbędne. Dzisiaj pozycja, w jakiej jest Polska, jest o tyle trudna, że my nie jesteśmy płatnikami netto, tylko biorcami netto i dlatego argumenty tych, którzy dają pieniądze, z reguły są argumentami silniejszymi" - zauważył premier.

Jednocześnie zaznaczył, że Polska ma bardzo dobre argumenty merytoryczne, a "polska reputacja i pozycja jest silna jak nigdy". "Mamy prawo, i z tego prawa korzystamy, mówić, co leży w interesie także całej Europy" - dowodził. Jak dodał, jest to podstawą merytorycznego porozumienia, m.in. z Francją.

Jeśli nie będzie innego wyjścia, kwestia prowizorium będzie oczywiście rozpatrywana, ale traktujemy to jako ostateczność - oświadczył premier Donald Tusk przed wylotem do Brukseli na dwudniowy szczyt UE, kluczowy dla rozmów o nowym budżecie UE na lata 2014-20.

"Jeżeli uznalibyśmy, że kompromis byłby zbyt dużym kosztem i to polskim kosztem, to ja jestem gotowy do każdej decyzji, ale zadaniem Polski dzisiaj jest pracować na rzecz wspólnego mianownika, ponieważ tzw. prowizorium to nie jest też łatwa sytuacja dla nikogo" - powiedział premier na konferencji prasowej na lotnisku.

"Decyzja o ewentualnym prowizorium będzie oczywiście rozpatrywana, jeśli nie będzie innego wyjścia, ale traktujmy to jednak jako ostateczność" - zaznaczył dodał.

Zaznaczył przy tym, że prowizorium budżetowe w Unii nie stanowi automatycznej gwarancji, że Polska dostanie pieniądze. "Dlatego musimy postępować tu niezwykle ostrożnie, bo na końcu Polacy będą nas rozliczali z pieniędzy, a nie z ofensywnych, bardzo dużych zachowań, które na końcu miałyby nam przynieść klapę. Najważniejszy jest ten efekt materialny i o to będę dbał" - zapewnił szef rządu.

Kaczyński powinien odwołać swe mocne i niesprawiedliwe słowa

To słowa Jarosława Kaczyńskiego o zamachach i zbrodniach powodują takie konsekwencje, jak wpisy działacza PiS o referendum nad projektem zastrzelenia Tuska - uważa szef rządu. Kaczyński powinien odwołać swe mocne i rażąco niesprawiedliwe słowa - mówi Donald Tusk.

"Jeśli ktoś miałby temperament i czuł się patriotą, i jeśli uwierzy Kaczyńskiemu, że w Polsce rządzą zabójcy, to ja się nie dziwię, że w ten sposób niektórzy reagują i z całą pewnością jedyną metodą, by tego typu zjawisk nie było, jest najzwyczajniej w świecie odwołanie przez Jarosława Kaczyńskiego tych wszystkich mocnych słów rażąco niesprawiedliwych i powodujących takie radykalne nastroje" - powiedział w piątek premier Donald Tusk, nawiązując do sprawy wpisów działacza PiS.

"Ludzie wypisują tego typu rzeczy, bo słyszą od swojego lidera o zamachach, zbrodniach, właściwie trudno się dziwić" - dodał.

Szef rządu podkreślał, że słowa mają swe konsekwencje praktyczne. "Słowa Jarosława Kaczyńskiego od wielu miesięcy powodują właśnie takie konsekwencje i tego typu pomysły. Na razie są to być może ponure żarty, choć w ostatnich dniach widzieliśmy, że chyba niekoniecznie są to dziś już tylko ponure żarty niedojrzałych polityków PiS, że z tego może naprawdę narodzić się prędzej czy później tragedia" - podkreślił.

Działacz PiS z Oleśnicy Artur Nicpoń - według "Gazety Wyborczej" - pisał na swym blogu m.in. o tym, czy "można w Polsce zrobić referendum nad projektem zastrzelenia Tuska i zbierać pod takim projektem podpisy". Prezes PiS zdecydował o zawieszeniu działacza w prawach członka partii.