W świecie finansów mamy bankierów i bankowców. Bankierzy są na Zachodzie, zarabiają od kilkunastu milionów do kilku miliardów dolarów rocznie (jak szefowie funduszy hedgingowych), chodzą w garniturach za 50 tys. zł, noszą buty na miarę, piją wino po 5 tys. zł za butelkę i palą cygara z limitowanej, elitarnej serii, której produkcja została objęta specjalnym patronatem Fidela Castro.
Bankowcy są w Polsce, chodzą w garniturach za kilka tysięcy złotych, jeżdżą samochodami klasy średniej wyższej, jedzą sushi i piją merloty lub szardony z górnej półki w markecie po 50–100 zł za butelkę. To między innymi dzięki temu, że w Polsce nie było bankierów, tylko bankowcy, uniknęliśmy ciężkiego kryzysu w 2009 r.
W minionych 30 latach wpływ bankierów na życie zwykłych ludzi wzrósł przeogromnie. Zaczęli kontrolować polityków, którzy uchwalali wygodne dla nich przepisy. Pokazał to kryzys 2009 r., miliony ludzi straciło pracę, a banksterów uratowano za pieniądze podatników.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.