Większe kary

Adrian Kyrcz z DM BZ WBK przypomina, że generalne wykonawstwo dużych projektów energetycznych to nowy obszar działalności dla polskich spółek budowlanych. – Trudno w tej chwili ocenić, jak polscy wykonawcy poradzą sobie z tymi projektami. Stopień skomplikowania kontraktów wydaje się nieporównywalnie większy w stosunku do kontraktów drogowych – ocenia analityk DM BZ WBK.

Jego zdaniem także kontrola kosztów w długim horyzoncie inwestycyjnym może okazać się wyjątkowo trudna. Tym bardziej że na zbudowanie elektrowni potrzeba 5 – 6 lat. – Nie sposób przewidzieć ruchów cen materiałów na etapie projektowania, co pokazała chociażby realizacja kontraktów autostradowych, nawet jeśli są one indeksowane o inflację. Warto zwrócić także uwagę na ryzyko walutowe. Istotną część kosztów budowy bloku energetycznego stanowi np. turbina, którą trzeba importować – wyjaśnia Adrian Kyrcz.

Z tego powodu, jak przewiduje Krzysztof Pado, na realizacji zleceń w większym stopniu mogą zyskać specjalistyczne podmioty podwykonawcze, jeżeli uda się im pozyskać znaczący zakres prac. Z drugiej strony jeśli z powodu kłopotów na linii wykonawca – inwestor wybuchnie wojna na kary, odłamki polecą w kierunku mniejszych podwykonawców, zwykle specjalistycznych firm. – W wyniku kar umownych w pierwszej kolejności ucierpi generalny wykonawca, zawsze będzie on jednak próbował szukać winy u podwykonawców – mówi analityk DM BDM.

O tym, ile i czy w ogóle wykonawcy budowy elektrowni zarobią, dowiemy się za kilka lat, kiedy kontrakty wejdą w decydującą fazę realizacji. O tym, kto w tej rywalizacji okaże się zwycięzcą, zadecydują kompetencje lub... uśmiech losu. – Wartość pojedynczego kontraktu energetycznego idąca w miliardy złotych rodzi ryzyko, że niedoszacowanie nawet drobnych pozycji kosztowych może istotnie zaburzyć ekonomię całego projektu – ostrzega Adrian Kyrcz.

O sukcesie lub porażce może przesądzić to, czy zarządzający koncernami budowlanymi będą odpowiedzialni. Kazimierz Rajczyk z ING Banku Śląskiego podejrzewa, że z powodu dużej konkurencji i presji ze strony akcjonariuszy niektóre firmy, walcząc niską ceną o kontrakty, nie uwzględniają potencjalnych zagrożeń. Czas pokaże, kto miał rację.

OPINIA

Za nieudany projekt odpowiedzą wszyscy członkowie konsorcjum

Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający departamentem klientów strategicznych ING Banku Śląskiego

Jakie ryzyko dla firm budowlanych stwarza realizacja projektów energetycznych?

Podobne jak w innych projektach infrastrukturalnych o dużej skali. Od doświadczenia wykonawcy zależy, czy rozpozna ryzyka oraz jak się przed nimi zabezpieczy. Uwzględnienie potencjalnych zagrożeń i wpływu zmienności czynników zewnętrznych na możliwość zrealizowania projektu podnosi cenę kontraktu. W dużym uproszczeniu to jak koszt polisy. Mam wrażenie, że duża konkurencja powoduje, że niektóre firmy, walcząc niską ceną o kontrakty, świadomie z tego rezygnują.

Będzie podobnie jak z umowami autostradowymi? Wtedy z powodu znacznego wzrostu cen materiałów nieujętego w wycenie umów część wykonawców zaczęła dokładać do budowy.

Jeśli firmy nie wyciągną lekcji z przeszłości, nie zmienią podejścia do wyceny kontraktów i nadal nie będą uwzględniać ryzyka zależnego od różnych czynników zewnętrznych, to możemy mieć do czynienia z podobnymi zagrożeniami.

Czy pogarszająca się kondycja branży budowlanej wpłynie na realizację kontraktów w energetyce?

Konkurencja ciągle jest duża, a rynek sam ureguluje, ile firm w branży budowlanej jest potrzebnych. Z drugiej strony kondycja branży energetycznej jest bardzo dobra, poszczególne spółki mają zapewnione finansowanie kontraktów przed ich podpisaniem. To dobra informacja i szansa dla sektora budowlanego.

Jakie jest ryzyko uwikłania partnerów w kary umowne za niespełnienie wymogów technicznych nowych bloków albo opóźnienia?

Inwestor zabezpiecza swoje interesy, żądając od wykonawcy np. gwarancji bankowych. Wysokość kar jest umowna i jest to element ryzyka, które powinno być kalkulowane przy wycenie kontraktu. W przypadku realizowania projektu pod klucz przez konsorcjum kilku wykonawców inwestor ma regres do całego konsorcjum. Wobec inwestora wszyscy członkowie konsorcjum odpowiadają więc solidarnie za cały projekt. Kwestie podziału odpowiedzialności i ewentualnego regresu pomiędzy członkami konsorcjum nie powinny interesować inwestora.