Kablówki protestują przeciw emisji rządowych spotów zapowiadających rychłe nadejście ery cyfrowej telewizji naziemnej. Ich zdaniem dezinformują widzów. Po pierwsze sugerują, że nawet jeżeli mają kablówkę, muszą kupić specjalny dekoder, a to nieprawda. Po drugie telewizja cyfrowa reklamowana jest jako bezpłatna, co może zachęcać Polaków do rezygnacji z płatnych usług kablówek. W tle tej potyczki między Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji a Polską Izbą Komunikacji Elektronicznej pojawiają się oczywiście wielkie pieniądze: kablówki obawiają się, że kampania MAiC odbierze im klientów.

Dziś do sieci kablowych podłączonych jest 4,6 mln gospodarstw domowych. – Razem z płatnymi platformami cyfrowymi obejmują one około 70 proc. widzów. Problem przechodzenia na nadawanie cyfrowe dotyczy zatem tylko 30 proc. społeczeństwa i to do nich powinna być skierowana kampania – uważa Andrzej Zarębski z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. – Niestety, forma spotów jest taka, że do zakupu specjalnego sprzętu namawiają także klientów platform i kablówek, choć dla nich zmiana nadawania sygnału nie ma najmniejszego znaczenia – dodaje Zarębski.

Nic dziwnego, że operatorom kablówek jest to bardzo nie w smak. W liście przesłanym do ministrów Michała Boniego, Bogdana Zdrojewskiego i przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka napisali, że „godzi to w wolną konkurencję oraz słuszne interesy operatorów sieci kablowych, jak również innych podmiotów rozprowadzających programy telewizyjne”. Mają zastrzeżenia głównie co do stwierdzenia „bezpłatna telewizja cyfrowa”. – Mają rację, że oburzają się na to hasło. W rzeczywistości telewizja ta nie będzie bezpłatna, bo jest objęta opłatami abonamentowymi. Ale takie przedstawianie sytuacji może nakłonić ludzi do rezygnacji z platform cyfrowych czy kablówek, co oznacza straty finansowe – potwierdza Andrzej Zarębski.

– Znacznie skuteczniej niż rząd o cyfrowej telewizji naziemnej poinformował ludzi o. Rydzyk przy okazji awantury z nieprzyznaniem Telewizji Trwam koncesji na pierwszym multipleksie – ironizuje Andrzej Zarębski z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Nie zostawia on suchej nitki na trwającej od roku kampanii, na którą Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji wydało już ponad dwa miliony złotych. Podobnie kpią inni eksperci.

W najnowszym spocie finansowanym z rządowych pieniędzy prezenter ostrzega przed nadchodzącym załamaniem pogody i przypomina przepowiednię Nostradamusa. Kiedy za jego plecami niespodziewanie pojawia się trąba powietrzna, obraz telewizyjny nagle gaśnie, a lektor tłumaczy: „Chcesz wiedzieć, czy spełnią się prognozy? Przełącz się na bezpłatną naziemną telewizję cyfrową. Do jej odbioru wystarczy dekoder STB lub telewizor z MPEG4”.

Kilka poprzednich spotów puszczanych w ramach kampanii utrzymanych było w bardzo podobnej konwencji. Od roku przewijają się one przez bloki reklamowe największych stacji telewizyjnych, i to w czasie najwyższej oglądalności. – Niestety zamiast informować, głównie straszą. Choćby tym, że sygnał nagle zgaśnie. Do tego używana jest w nich skomplikowana terminologia, bo mało kto wie, czym jest dekoder STB – ocenia Janusz Sulisz, redaktor naczelny magazynu „SAT Kurier”. A że do wyłączenia sygnału analogowego został już tylko rok, eksperci namawiają rząd, aby jak najszybciej zmienił sposób komunikowania o nadawaniu cyfrowym. Bo choć oficjalnie wiedza na temat rewolucji w odbiorze telewizji jest niezła (z badań zamówionych przez resort cyfryzacji wynika, że 85 proc. Polaków wie o wyłączeniu naziemnej telewizji analogowej i zastąpieniu jej cyfrową), to już szczegółowa świadomość tego, jaki sprzęt jest do tego potrzebny, jest nikła.

Blisko 80 proc. Polaków nie wie, co zrobić, aby móc odbierać sygnał cyfrowy. – To właśnie do tych potencjalnie wykluczonych cyfrowo osób powinna być skierowana rządowa kampania. Ale same spoty telewizyjne do tego nie wystarczą. Konieczne jest, aby do kampanii przyłączyły się samorządy, by starały się dotrzeć do osób starszych, biedniejszych i dopomóc im w przełączeniu się na nowe nadawanie – uważa Sulisz.

– Warto także dopuścić do udziału w takiej kampanii przedsiębiorców. Nie tylko nadawców, lecz także firmy działające na tym rynku, np. dostawców dekoderów – mówi Jacek Silski, prezes Polskiej Izby Radiodyfuzji Cyfrowej. Dodaje jednak, że oburzenie nadawców kablowych jest trochę podszyte hipokryzją – sami nie są zobowiązani do zastępowania sygnału analogowego cyfrowym, więc ich klienci jeszcze latami mogą dostawać telewizję gorszej jakości. – Nie zmienia to faktu, że mają oni rację co do niskiej jakości informacyjnej kampanii – kwituje.

Krajowa Izba Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji ma jeszcze inny pomysł. Właśnie namawia Ministerstwo Edukacji Narodowej, by wprowadziło specjalne lekcje do szkół. – Wystarczyłaby jedna godzina, choćby z puli wychowawczej, aby młodzieży wytłumaczyć, jakie konkretnie warunki techniczne muszą być spełnione, aby odbierać nowoczesną telewizję. A młodzi ludzie, którzy świetnie rozumieją takie zagadnienia, doskonale poinformowaliby i pomogli swoim rodzicom czy dziadkom – przekonuje Zarębski.

Co na te pomysły MAiC? Nie wiadomo, bo nie odpowiedziało na nasze pytania. Być może zastanawia się, jak wydać na kampanię informacyjną około 3 mln zł, które mu zostały na ten i przyszły rok.

PRAWO

Cyfrówka w spółdzielniach i wspólnotach

Po 31 lipca 2013 r. programy telewizyjne będą nadawane wyłącznie w postaci cyfrowej. Abonentów telewizji kablowych i platform cyfrowych zmiana nie dotknie. Jednak widzowie telewizji naziemnej muszą mieć cyfrowy telewizor z wbudowanym dekoderem lub do starego odbiornika dokupić zewnętrzny dekoder. Użytkownikom korzystającym z anten indywidualnych wystarczy sprawdzenie jakości obrazu i ewentualne sprawdzenie stanu technicznego instalacji. Jednak mieszkańcy budynków zaopatrzonych w antenową instalację zbiorową powinni przypilnować zarządu swojego domu, by ją skontrolował. Zgodnie z prawem zadaniem właściciela lub zarządcy budynku jest zapewnienie sprawności technicznej anten, tak aby umożliwiały odbiór cyfrowy. Ministerstwo Infrastruktury już dwa lata temu ostrzegało, że wiele z AIZ to systemy przestarzałe i może być „koniecznością przeprowadzenie głębokiej modernizacji lub nawet wymiany istniejącej instalacji antenowej”.