Polscy turyści są coraz bardziej pożądani w zagranicznych miejscowościach wypoczynkowych. Nie tylko dlatego, że przyjeżdżają coraz liczniej, wybierając hotele o coraz lepszym standardzie, a więc droższe, lecz także ze względu na to, że zostawiają przy okazji coraz więcej pieniędzy. Dla przykładu Hiszpanię w 2011 r. odwiedziło ponad 510 tys. z nas. To o 27,44 proc. więcej niż w 2010 r. Nasze wydatki również wzrosły dwucyfrowo.
Coraz więcej Polaków wyjeżdża też do Turcji, Tunezji i Izraela. Tylko do tego ostatniego w 2010 r. pojechało około 130 tys. osób, a w 2011 r. już około 160 tys. Z otwartymi rękami czekają na nas też w Egipcie. Jako jeden z nielicznych narodów nie boimy się zamachów i zamieszek. Nie zrywamy rezerwacji w egipskich kurortach. Oto dowód: gdy w 2011 r. sfotografować się na tle piramid pojechało o 5 mln turystów mniej niż w 2010 r., Polacy w tym spadku mieli jeden z mniejszych udziałów. Mało tego, jak wynika z raportu opracowanego przez portale turystyczne Wakacje.pl i EasyGo.pl, Egipt utrzymał się na pozycji niekwestionowanego lidera ubiegłorocznych wakacji. Kierunek ten wybrało 24 proc. Polaków spędzających urlop za granicą.
Nic więc dziwnego, że zagraniczne kurorty ruszyły w tym roku do walki o polskiego turystę. Już przygotowują kampanie promocyjne. Egipt chce wydać 1,5 mln dolarów na promowanie się w Polsce. To o około 200 tys. więcej niż rok temu. Egipskie władze chcą, by w tym roku ich kraj odwiedziło 600 tys. Polaków, o około 100 tys. więcej niż w 2011 r., a do 2017 r. chcą wręcz podwoić tę liczbę. Akcji promocyjnej nie wyklucza też Izrael. Prawdopodobnie będzie miała taką skalę jak ta w ubiegłym roku, kiedy to wydano 400 tys. euro. Promować się będą także m.in. Andaluzja i Maroko.