Sam podzielam ostatnie prognozy głównych międzynarodowych instytucji: Komisji Europejskiej, OECD oraz MFW. Te prognozy mówią, że to, co jest wysoce prawdopodobne w krajach wysokorozwiniętych w 2012 r., to nie duża recesja, lecz spowolnienie gospodarcze czy wręcz (niemal) stagnacja, a następnie powrót do umiarkowanego tempa wzrostu w roku 2013 i później.

W odniesieniu do strefy euro ważne działania stabilizacyjne już są podejmowane przez pięć krajów najbardziej dotkniętych kryzysem: Grecję, Irlandię, Portugalię, Włochy i Hiszpanię. Na dłuższą metę ten wysiłek jest najważniejszy. Dużą pomocą w podtrzymaniu tych działań jest powołanie w tych krajach nowych, bardziej odpowiedzialnych rządów. Nowe kroki proponowane są na szczeblu przywódców politycznych całej strefy euro i w trakcie r. 2012 mogą być (powinny być) wprowadzone w życie. Najważniejszym z nich jest unia fiskalna, w połączeniu z niemal automatycznym karaniem za przekroczenie kryteriów z Maastricht. Inne kroki stabilizacyjne to zwiększenie środków w dyspozycji MFW, uruchomienie Europejskiego Funduszu Stabilizacyjnego, dokapitalizowanie banków, wsparcie EBC dla banków, a w przypadku dużego kryzysu zaufania – także krajów, programy pomocowe UE oraz MFW dla krajów pod presją. Te kroki tworzą coś w rodzaju parasola ochronnego dla reform krajowych, które z konieczności muszą być rozłożone w czasie. Pomoc zewnętrzna jest ograniczona i warunkowa, co ogranicza ryzyko pojawienia się dużych moral hazards (pokus nadużycia) oraz podtrzymuje presję w kierunku reform.

Moja odpowiedź na pytanie drugie jest zatem taka, że ryzyko rozpadu strefy euro, chociaż nie zupełnie zerowe, jest jednak na tyle niewielkie, aby traktować je praktycznie jako zerowe. Taki rozpad oznaczałby bowiem ogromne koszty dla wszystkich krajów strefy euro, więc współpraca i działania stabilizacyjne powinny być – i najprawdopodobniej będą – na odpowiednim poziomie. Ale realna unia fiskalna jeszcze przez wiele lat, a być może zawsze, to nie to samo co unia monetarna. Polityka fiskalna będzie bowiem nadal w rękach narodowych parlamentów i rządów, a nie w rękach Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej czy nawet Rady UE. W takiej sytuacji rola dla międzypaństwowej, fiskalnej solidarności jest i będzie mocno ograniczona. Natomiast duża rola przypadnie fiskalnemu dyscyplinowaniu, podporządkowanemu ścisłej realizacji Traktatu z Maastricht.

Kondycja banków w Europie jest teraz dużo lepsza niż była trzy lata temu. Stosunkowo niewielkie dokapitalizowanie niektórych z nich wystarczy. W skali globalnej trzy kraje i ich gospodarki pełnią nadal rolę bardzo silnej kotwicy stabilizacyjnej: Stany Zjednoczone, Japonia i Niemcy. Wiarygodność tych krajów na rynkach finansowych pozostaje wyjątkowo wysoka. Przekłada się ona na duże zaufanie do ich walut, zdolności państwa do obsługi ich długów publicznych oraz siły i zdolności konkurencyjnej ich gospodarek.

Jeżeli w 2012 r. wzrost gospodarczy w UE będzie w obszarze między -1 a +1 proc., oczekiwałbym, że wzrost PKB w Polsce wyniesie około 2 do 3 proc, może nawet bliżej 2 niż 3 proc. Wariant recesyjny ministra Rostowskiego jest, jak sądzę, bardzo mało prawdopodobny.

Znaczną rolę w podtrzymaniu wzrostu odegra silne osłabienie złotego. Rezultatem będzie bowiem spadek importu i znaczny wzrost eksportu netto. Innym rezultatem będzie dobra kondycja finansowa przedsiębiorstw, która przełoży się z kolei na utrzymanie lub nawet pewien wzrost inwestycji prywatnych. Tym niemniej, przy założonym w projekcie budżetu państwa na 2012 r., tempie wzrostu PKB na poziomie 2,5 proc., oczekuję wzrostu stopy bezrobocia o około 1 punkt procentowy oraz tylko niewielkiego wzrostu płac nominalnych, praktycznie zerowego wzrostu płac realnych. Z kolei silne osłabienie złotego podtrzyma inflację na poziomie około 4 proc. średniorocznie, co może powstrzymać RPP przed pójściem w ślady EBC z obniżaniem stóp procentowych.

W drugiej połowie 2012 r. oczekiwałbym jednak odwrócenia trendu w kierunku umocnienia złotego. Dobre wyniki w eksporcie netto, duże transfery do Polski z budżetu unijnego, spadek jednostkowych kosztów pracy oraz poprawa sytuacji fiskalnej powinny bowiem zostać zauważone przez inwestorów międzynarodowych.

Prof. Stanisław Gomułka
główny ekonomista BCC