Przy obecnych zawirowaniach w światowej gospodarce wszelkie prognozy na przyszły rok są trochę wróżeniem z fusów i nie można traktować ich jak wyroczni. W jednym analitycy są zgodni – regionem, który będzie miał najsłabsze wyniki gospodarcze, jest Europa. W drugiej połowie roku motorem rozwoju na świecie będą państwa azjatyckie.
Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2012 r. wzrost gospodarczy w skali całego świata miał wynieść 4 proc. Szefowa MFW Christine Lagarde zapowiedziała jednak przed kilkoma dniami, że ta prognoza prawdopodobnie zostanie zrewidowana w dół.
Przyczyną tego spowolnienia jest kryzys zadłużeniowy w strefie euro. W zasadzie wszystkie kraje unii walutowej obniżyły swoje oficjalne prognozy na przyszły rok – w większości przypadków wzrost będzie oscylował w okolicach 1 proc. Zdaniem analityków to, czy w strefie euro będzie w ogóle jakikolwiek wzrost, zależy od tego, czy i kiedy uda się przezwyciężyć kryzys zadłużeniowy. Jeśli tak, to Unii jako całości uda się uniknąć recesji lub będzie ona minimalna (z wyjątkiem krajów, które mają największe kłopoty – Grecji, Portugalii czy Hiszpanii). Jeśli się nie uda – spadek PKB może sięgnąć nawet 2 proc.