Wojna domowa

Jej śladem postanowiło już pójść 6 tys. osób, które zgrupowały się na Facebooku. Nie tak dużo, jednak wystarczająco, by Marek Minkiewicz, prezes sieci Empik, który do tej pory niechętnie komentował pracę swojej firmy, postanowił stanąć w obronie jej dobrego imienia. – To jest obraz kreowany przez pewną grupę wydawców i powiązane z nią środowiska, którzy epizodyczne zdarzenia i wyrywkowe informacje próbują przedstawić jako regułę, co nie jest zgodne z prawdą – zapewnia w rozmowie z „DGP”. Tłumaczy, że sieć ma dobre relacje z dostawcami książek, których jest ponad pięciuset. – Ewentualne kwestie sporne dotyczące konkretnych przypadków i dostawców są rozwiązywane na bieżąco, w toku obustronnych rozmów. Po prostu w poufnych kwestiach handlowych nie ma miejsca na udział stron trzecich. A taki obyczaj próbują wymusić wydawcy – dodaje Minkiewicz.

Według Empiku sytuacja wygląda tak: opóźnienia w płatnościach się zdarzają, ale w uzasadnionych przypadkach – np. gdy są rozbieżności co do stanu wzajemnych rozliczeń. Zresztą, jak tłumaczy Minkiewicz, płatności w branży książkowej na całym świecie są albo wydłużone – co wynika z długiego cyklu rotacji produktu, jakim jest książka – albo następują dopiero po rzeczywistej sprzedaży książki. – Wydawcy uparcie przemilczają to, że średnio licząc, płacimy wydawcom wcześniej, niż sprzedajemy książki – podkreśla prezes.

Równie wiele kontrowersji budzi także to, że sieć promuje jedne tytuły bardziej niż inne. To, jaka książka, płyta czy gra znajduje się na stanowisku z nowościami, bestsellerami czy nawet nie jest postawiona do klienta grzbietem, tylko frontem, zależy od jednego: ile wydawca za to zapłacił. W tym roku standardowa cena wystawienia książki przez dwa tygodnie to 23 tys. zł, dla stałych klientów jest zniżka do 16 tys.

Minkiewicz na pytanie o te opłaty oburza się: – Po raz kolejny chciałbym stanowczo zdementować nieprawdziwe informacje wypuszczane na rynek przez niektóre wydawnictwa o rzekomym pobieraniu przez Empik opłat półkowych! Jeszcze raz powtórzę: Empik nie pobiera opłat za wystawianie książek na standardowych półkach z produktami – zapewnia. Po chwili przyznaje, że pobierane są one za „indywidualne pakiety promocyjne”. W skład takiego pakietu oprócz reklamy w dwutygodniku „Tom Kultury” jest także „dodatkowa ekspozycja w specjalnej przestrzeni”.

– Nie oszukujmy się – firmy są od tego, by zarabiać. A firmą jest także Empik, więc nie można mu zarzucać, że działa tak, by mieć jak najlepsze wyniki finansowe – mówi Dorota Malinowska-Grupińska. – Co nie znaczy, że wszystkie jego działania są godne pochwały. Jednym z największych grzechów Empiku, co przyznają niemalże wszyscy, jest graniczne już niemal skrócenie okresu życia książki. Tytuły na półkach leżą miesiąc, góra dwa. Nawet jeżeli sprzedają się nieźle, to i tak sieć nie uzupełnia zamówienia, tylko domaga się nowych książek. – To jest między innymi powodem gigantycznej nadprodukcji liczby wydawanych w Polsce tytułów – ocenia Paweł Waszczyk z „Biblioteki Analiz”.

Egzamin z życia

Oczywiście dla Empiku jest to sytuacja korzystna. A jednak jego pozycja finansowa wcale nie jest dziś taka świetna. Od stycznia do września tego roku grupa NFI Empik M&F wykazała 6,1 mln zł straty, gdy w tym samym czasie rok temu miała 1,8 mln zł zysku. Dla porównania cały 2010 rok spółka zamknęła zyskiem 75 mln zł zysku. Analitycy wcale nie są pewni, czy ostatnie miesiące roku, gdy tradycyjnie rośnie sprzedaż, pozwolą koncernowi na odrobienie strat. – Niestety w tym roku ostatni kwartał nie zapowiada się najlepiej– mówi nam Łukasz Wachełko, analityk z domu maklerskiego DB Securites.

O tym, że gigant ma gliniane nogi, spekuluje się już od początku kryzysu. Spekuluje, bo po każdym takim sygnale koncern dementuje informacje i plotki, ale te i tak wcale nie cichną. Najsłabszym ogniwem ostatnio okazuje się pion mody i urody. Sprzedaż w markowych odzieżowych sklepach tylko w ostatnich trzech miesiącach spadła o 15 proc. – To między innymi efekt tego, że sieci odzieżowe są rozwijane na zasadzie franczyzy. Przez to NFI Empik M&F ma niewiele do powiedzenia w kwestii oferty – zauważa Wachełko. Szału nie ma także w sprzedaży książek – rok do roku wzrosła zaledwie o 1,1 proc. I co więcej, jak dodają specjaliści, przyszły rok dla spółki też może być ciężki.

– Przecież w przyszłym roku debiutuje na naszym rynku Amazon.com. To największy sklep internetowy na świecie, operujący właśnie w tych segmentach, którymi zainteresowany jest Empik – tłumaczy analityk. Utrata udziałów, a nawet pozycji przez spółkę w rynku jest więc, delikatnie mówiąc, niewykluczona. A na pewno wejście Amazonu będzie dla Empiku poważnym sprawdzianem i da odpowiedź na kilka pytań.

Na ile udało mu się przez lata przywiązać do siebie klientów? Czy kłótnie z wydawcami to tylko nic nieznaczące awantury, czy jednak miarka się przebrała i odejdą oni do nowego, konkurencyjnego kanału dystrybucji? Czy „2 miliony produktów dostępnych zarówno w salonach tradycyjnych, jak i za pośrednictwem sklepu internetowego Empik.com”, którymi chwali się sieć, to rzeczywiście aż tak szeroka oferta? I w końcu dowiemy się, jaka jest finansowa stabilność całego koncernu?

Szykuje się wiec dla Empiku egzamin na śmierć i życie.