GUS podał, że średnia płaca brutto podniosła się w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie aż o 12,0 proc. rok do roku. W okresie styczeń-listopad 2007 r. zwiększyła się o 9,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2006 roku. Siła nabywcza płacy wzrosła w listopadzie o 8,1 proc. r./r. To dużo. Sektor przedsiębiorstw zatrudnia tylko 5,2 mln z bez mała 13,5 mln pracowników, ale przeciętna płaca w całej gospodarce rośnie niewiele wolniej. Ten szybki wzrost płac zawdzięczamy dwóm powodom. Po pierwsze, szybko zwiększa się produkt gospodarki, co pozwala podwyższać płace; skoro wytwarzamy coraz więcej, to potrzebujemy wyższych zarobków, aby móc kupić ten produkt. Po drugie, na rynku pracy brakuje rąk do pracy, o czym pisałem w poprzednim tekście (GP nr 237). Pracownicy nie obawiają się już utraty pracy, więc śmielej występują o podwyżki, a zabiegają o nich pracodawcy, którzy kuszą ich wyższymi zarobkami.
Dynamika płac ciągle przyspiesza. Niestety, obecne tempo podwyższania wynagrodzeń nie jest uzasadnione ekonomicznie. Średnia płaca w gospodarce w okresach kilkuletnich nie powinna rosnąć szybciej niż zwiększa się wydajność pracy liczona na pracownika. Inaczej pojawiają się napięcia inflacyjne. Nadmierny staje się wtedy popyt. Ceny spożycia podwyższają się wówczas także dlatego, że zbyt wysokie podwyżki w relacji do wzrostu wydajności pracy prowadzą do podwyżek kosztów produkcji. Firmy mają wtedy dwie możliwości: pogodzić się z niższą marżą i nie podwyższać cen lub odbić sobie podwyżkę przerzucając ich koszty na odbiorców ich produktów. W sytuacji szybkiego wzrostu gospodarczego, kiedy popyt dopisuje, to drugie postępowanie przychodzi im dość łatwo. I tak powoli zaczyna nakręcać się spirala cenowo-płacowa.
Dynamika przeciętnego wynagrodzenia w całej gospodarce przekracza dynamikę wzrostu wydajności pracownika już od kilku kwartałów. Słychać gromkie żądania podwyżek płac wśród nauczycieli, lekarzy i górników. Trzyma się pod tym względem przemysł przetwórczy, ale i tutaj relacja uległa wyraźnemu pogorszeniu. Dlatego pilnie obserwuje ją Rada Polityki Pieniężnej i choć wzrost inflacji w Polsce ma za źródło głównie czynniki po stronie podaży, o czym kiedyś pisałem, na którą to NBP wpływu nie ma, to pierwsze symptomy inflacji popytowej są już widoczne. A to skłoni go zapewne do dalszych podwyżek stóp procentowych.
MACIEJ KRZAK
ekspert ds. gospodarki Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, wykładowca Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego
ikona lupy />
Maciej Krzak, ekspert ds. gospodarki Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, wykładowca Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego / DGP