„Jestem za stary i nie znam się na komputerach” – brzmi pierwsza i najczęstsza z wymówek. Nietrudno ją obalić. Robienie biznesu w sieci nie wymaga specjalnych zdolności informatycznych: stronę internetową czy narzędzia potrzebne do pokazania światu twojego produktu przygotują specjaliści. „Czy umiesz włączyć komputer i wiesz, jak korzystać z myszki? Potrafisz przeczytać tekst na ekranie? Jeśli tak, to nie ma problemu” – przekonują David Lindahl i Jonathan Rozek, autorzy książki „Druga pensja z sieci” wydanej właśnie w Polsce nakładem gliwickiego wydawnictwa Helion/One Press.

Niedoszłych sieciowych biznesmenów odstrasza również obawa o brak pieniędzy na start przedsięwzięcia. Owszem, nawet w biznes spod znaku WWW trzeba zainwestować. Ale nie tak dużo, jak się początkowo wydaje. Prostą, ale przyzwoitą stronę internetową można już zamówić w Polsce za kilkaset złotych. Do tego dochodzi roczna opłata za wykupienie domeny adresowej – wydatek rzędu 10 – 15 zł. Wiele zależy od branży. Jeśli sprzedajemy w sieci np. raporty porównujące przydatność kosiarek ogrodowych (co oszczędza klientom czasu potrzebnego na podjęcie decyzji) albo porady psychologiczne, standardowa strona w zupełności wystarczy. Czasem trzeba wydać więcej. Witryna reklamująca usługi fotograficzne musi zawierać zdjęcia w dobrej rozdzielczości i odrobinę animacji. To kosztuje 1,5 – 2 tys. zł. Jeśli nasze plany są jeszcze bardziej ambitne i chcemy zbudować własny portal społecznościowy, koszt wzrośnie do 10 tys. zł. Będziemy musieli zapłacić również 600 zł rocznie za największy z dostępnych komercyjnych serwerów, który pomieści dużo zdjęć i danych.

A co z wydatkami na reklamę? Tu nie ma reguły. Spece od marketingu wiedzą, że można na nią wydać od złotówki do miliarda złotych. Największa wyszukiwarka internetowa, czyli Google, wskaże naszą stronę zupełnie za darmo, opierając się na własnym algorytmie kluczowych słów. Jednak nasz adres internetowy pojawi się co najwyżej na drugiej stronie wyników wyszukiwania. Możemy pomóc szczęściu i zapłacić za lepsze pozycjonowanie 400 – 500 zł miesięcznie. Jeśli chcesz ograniczyć wydatki, marketing szeptany za pomocą e-maili czy portali społecznościowych może przynieść zadowalający efekt.

Innym mitem, który zniechęca do założenia internetowego przedsięwzięcia, jest lęk, że wszystko, co dochodowe, zostało już wymyślone i podkupione przez rekiny biznesu, a konkurencja jest zbyt duża. W sieci to nie problem. Tu mali rzucają wyzwanie dużym: YouTube stał się alternatywą dla stacji telewizyjnych, portale internetowe dla gazet i tak dalej. W konsekwencji poszerzyła się paleta ofert w każdej niemal dziedzinie usług, dzięki czemu otworzyły się szanse przed biznesowymi niszami, na przykład kolekcjonerskimi. Portale wymiany samochodowych miniaturek czy alternatywnych przepisów kulinarnych przed erą internetową nie byłyby atrakcyjnym biznesem dla gigantów. Dziś odwiedzają je tysiące ludzi z całego świata. Wystarczy, że właściciel domeny zawiesi na stronie reklamę i biznes kwitnie. A konkurencja? „Czy chcesz otworzyć firmę, żeby ktoś kiedyś postawił ci pomnik, czy dlatego, że chcesz zarobić trochę pieniędzy? Jeśli marzysz o pomniku, to koniecznie zostań pionierem. Pioniera łatwo rozpoznać po tym, że leży twarzą w błocie, a z jego pleców wystają strzały. Zapomnij o tym. Dużo mniej bolesne jest otwarcie działalności w branży, która już istnieje na rynku” – przekonują Lindahl i Rozek.

Najbardziej jednak niedoszłych biznesmenów paraliżuje strach, że ktoś ukradnie im ukochany pomysł. Przedsiębiorcy chcą dopracować projekt, ale boją się o nim komukolwiek opowiedzieć. Tymczasem sami wszystkiego nie zrobimy. Ktoś musi stworzyć stronę i pomóc nam w znalezieniu klientów. Nie ma też sensu tracić czasu na patenty, ich zastosowanie w przestrzeni WWW jest mocno ograniczone. Po prostu wejdź na rynek, nawet jeśli jeszcze nie jesteś gotów. Pamiętaj, że możesz sobie na to pozwolić. W końcu to tylko ta druga praca.