Polskie złoża gazu łupkowego są szacowane na 5,3 bln m sześc. Roczne zapotrzebowanie naszego kraju na gaz to około 14 mld m sześc. Entuzjaści podkreślają więc, że tak pozyskiwany surowiec mógłby nas nie tylko uniezależnić od Rosji, ale wręcz uczynić z Polski gazową potęgę eksportową. Ekolodzy – skądinąd nie wszyscy zasługują na to określenie – z kolei twierdzą, że wydobycie gazu łupkowego będzie katastrofą dla środowiska naturalnego i cała Unia Europejska powinna zostać objęta jego zakazem. Prawda o gazie łupkowym jest zapewne znacznie mniej pesymistyczna, niż ją odmalowują przeciwnicy, a może okazać się także mniej kusząca, niż przekonują zdeklarowani entuzjaści.

Wielkość złóż na terenie Polski to jedno, możliwości eksploatacji to drugie. Pas występowania łupków, które powinny być nośnikiem gazu, rozciąga się od Szczecina po Rzeszów. Spora część tych terenów jest stosunkowo słabo zaludniona, co będzie sprzyjać wydobyciu. Są też oczywiście takie, w których trudno sobie wyobrazić prace eksploatacyjne. Jednak nawet jeśli weźmiemy pod uwagę takie ograniczenia, złoża powinny zapewnić nam przynajmniej niezależność.

Sprawa nie(polityczna)

To ważne z punktu widzenia uniezależnienia się od gazu ze Wschodu (a więc w perspektywie politycznej), ale i z gospodarczego. Dywersyfikacja źródeł energii jest w interesie wszystkich, i to nie tylko w kontekście obaw, czy którejś kolejnej zimy znowu nie zostanie zakręcony kurek z gazem na Białorusi.

Konkurencja się przyda

– Jak w innych dziedzinach, tak i tu potrzebna jest konkurencja – mówił podczas konferencji „DGP” Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu, spółki odpowiedzialnej za nitki przesyłowe gazu w Polsce. – Podniesie to konkurencyjność polskiej gospodarki i przysłuży się także Unii Europejskiej.

Prezes Gaz-Systemu uważa, że nie tylko pozycja jego spółki na rynku europejskim wzrośnie. Zwraca uwagę, że naszego gazu mogą potrzebować nie tylko ewentualni partnerzy handlowi na Wschodzie, ale także np. w Niemczech, gdzie po awarii japońskiej elektrowni jądrowej w Fukushimie zdecydowano o zamknięciu programu energetyki atomowej. Nasz gaz może być alternatywą dla tego źródła energii dla Niemców, ale i dla nas, choć wszystko wskazuje, że Polska powróci do planów budowy elektrowni jądrowej.

Związek francuskiego moratorium na poszukiwanie gazu łupkowego z tym segmentem energetyki widzi Andrzej Jagusiewicz, główny inspektor ochrony środowiska. Według niego Francuzi mogą sobie pozwolić na taki ruch właśnie dlatego, że już dziś większość energii pozyskują z atomu.

Na wydobyciu gazu łupkowego oczywiście będą zarabiać Skarb Państwa i firmy, które będą eksploatować złoża. Podział zysków póki co nie jest już tak oczywisty. To przedsiębiorcy wykładają pieniądze na poszukiwania i opracowanie złoża (bądź łączą się w konsorcja np. z bankami w celu sfinansowania prac). Jakie to są pieniądze?

Maciej Nowakowski, dyrektor Biura Przygotowania Prac Poszukiwawczych Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, wylicza, że roczne koszty, jakie jego firma ponosi w związku z poszukiwaniami, to 100 mln zł. Opłaty za użytkowanie górnicze i koncesje to 600 – 800 tys. zł. Firma poszukująca gazu (a potem eksploatująca złoże) wnosi również lokalne opłaty eksploatacyjne i środowiskowe za lasy i użytkowanie dróg, podatki od nieruchomości, a także oczywiście CIT. Na jej działalności korzystają więc zarówno budżet centralny, jak i kasy samorządów lokalnych.

Skarb Państwa będzie zarabiał także na samym gazie. Nie są jeszcze pewne zasady, na jakich będzie się to odbywać. Może to być określony procentowo udział w zyskach bądź przejmowanie wydobytego przez firmy surowca. Według polskiego prawa bowiem wszystkie złoża i bogactwa zalegające pod ziemią należą do państwa, niezależnie od tego, do kogo należy działka, na której zostały odkryte.