– Nie chce, żeby został podniesiony jakikolwiek zarzut formalny przez sąd, iż kancelaria nie czekała na polubowne załatwienie sprawy – mówi Wróbel. Jak ustaliliśmy, kwota pozwu to 43 tys. euro. Nieoficjalnie wiadomo, że to nie będzie jedyny pozew. Na celowniku są też inni. Prawdopodobnie chodzi o Itakę i współpracującą z nią linię Yes Airways.

– Nie uchylamy się od zapłaty, ale nasze wątpliwości budzi sama kancelaria. Zapłacimy bezpośrednio pasażerom – mówi Mariusz Szpikowski, prezes Air Poland.

Jego podstawowy zarzut wobec kancelarii dotyczy formy prawnej. – Podmiot jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie ma żadnego uprawnienia do reprezentowania pasażerów w postępowaniu procesowym – mówi Szpikowski. Nie podoba mu się też, że kancelaria, występując z żądaniem zapłaty na rzecz pasażerów, domaga się płatności na własne konto, nie informując o sposobie rozliczenia z pasażerem.

Na te zarzuty Wróbel odpowiada: nasze wynagrodzenie jest stałe i wynosi 20 proc. odszkodowania. Dodaje, że w przypadku doprowadzenia do wypłaty odszkodowania klienci pokrywają również kwotę ryczałtową, którą kancelaria wykłada za nich na poczet podstawowych kosztów prowadzenia postępowania oraz pozyskania materiału dowodowego. – Koszt ten każdorazowo uzależniony jest od stopnia skomplikowania prowadzonego postępowania oraz przede wszystkim liczby osób, które się do nas zgłoszą z konkretnego lotu – dodaje.

Linie lotnicze za spóźnienie lotu powyżej trzech godzin muszą wypłacić pasażerom 250 – 600 euro.