Według autora artykułu opublikowanego w ubiegły piątek „firma spotkała się z niemiłym przyjęciem w Polsce”, a także „mimo wszelkich starań strony chińskiej Polska jakby celowo przeszkadzała w pracach, a nawet starała się uciekać do środków dyplomatycznych, by problem upolitycznić”. Te doniesienia skomentował sam Donald Tusk. – Gdy pojawiły się pierwsze kłopoty z COVEC, to na drodze dyplomatycznej chcieliśmy uświadomić chińskim partnerom, że to w ich interesie jest utrzymanie jak najlepszej reputacji tej inwestycji – powiedział premier, mając na myśli m.in. spotkanie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z jego odpowiednikiem w chińskim rządzie.

Tuż po tej rozmowie stało się jasne, że spółka musi poradzić sobie sama i nikt nie wpłaci za nią kary w wysokości 740 mln złotych, jaka grozi jej za zaniechania na budowie autostrady A2. Sama spółka nie dysponuje takimi środkami, a ponadto nie ma żadnego znaczącego majątku w Polsce.

Gdy COVEC sensacyjnie wygrał przetarg na budowę dwóch odcinków autostrady w 2009 roku, przekonywał, że ma dostęp do „własnych zasobów gotówki, a także tanich kredytów w chińskich bankach”. Zaproponował cenę o miliard złotych niższą nawet od szacunków samej GDDKiA. Przegrani konkurenci już wtedy wskazywali, że przygotowany przez Chińczyków kosztorys jest nierealny. Część kosztownych prac wyceniano w nim na zero złotych.