Rok temu dotyczyło to 4,8 proc. Polaków, w grudniu odsetek ten zwiększył się do 5,3 proc., a obecnie wynosi już 5,5 proc. Jeszcze szybciej rośnie natomiast kwota, z jaką zalegamy. W maju 2011 r. było to w sumie 30,89 mld zł, o ponad 19 mld zł więcej niż w analogicznym okresie 2010 r.

Eksperci uspokajają jednak, że nie oznacza to nadciągającej katastrofy finansowej. – W najbliższych miesiącach nie powinno być już gorzej – mówi ekonomista Ryszard Petru. Będą miały na to wpływ poprawiająca się sytuacja na rynku pracy i pozytywne dane, które wciąż napływają z gospodarki.

– Widać, że średnie zadłużenie przypadające na jedną osobę wzrasta już wolniej niż w poprzednich kwartałach – mówi Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor. W ciągu ostatnich trzech miesięcy zwiększyło się o ponad 841 zł, do 14,7 tys. zł, ale to o jedną trzecią mniejszy wzrost niż w poprzedniej edycji raportu.

Hildebrand zaznacza, że w ostatnim kwartale 95 tys. dłużników poradziło sobie ze spłatą zaległych zobowiązań, ale w tym samym czasie kolejne 160 tys. popadło w tarapaty finansowe. To nie dziwi ekonomistów, bo choć zadłużenie z tytułu pożyczek gotówkowych spada, to Polacy wciąż chętnie zaciągają pożyczki hipoteczne.

– Skoro banki zwiększają portfele kredytów, przybywa też niespłacanych pożyczek – mówi Petru. Jego zdaniem jeśli weźmiemy pod uwagę wartość takich zobowiązań, to ich suma będzie rosła. Z kolei zmniejszać się będzie ich udział w ogólnej wartości udzielonych kredytów.